O doktorze, który nie lubi, gdy pacjent zadaje pytania

Specjalisty trzeba było szukać gdzieś dalej.
W naszym regionie czas oczekiwania na wizytę wynosił około…dwóch lat.
Wyszukiwarka „do zadań specjalnych” namierzyła miejscowość oddaloną od nas o niewiele ponad 20 km. Tam czas oczekiwania wynosił dwa miesiące.
Skorzystałam.
Zapisałam nas obie, choć niedogodnością okazało się, że nie dało się pojechać razem – trzeba było w dwóch różnych terminach.
I należało tylko dowieźć skierowania.

Nastał czas wizyty, na którą pojechałam z Młodą.
Pacjenci z kolejki byli przyjemnie rozgadani, choć kobieta z poczekalni napomknęła, iż doktor zasugerował, że wolałby widzieć jej męża-pacjenta na prywatnej wizycie.
I wspomnienia miałybyśmy pozytywne, gdyby nie to, że Młoda zapragnęła dowiedzieć się więcej na temat swojego przypadku.
- Panie doktorze, a czy to prawda, że….- i tu Młoda zadała pytanie, którego sens zasugerowała jej pewna pani doktor, wiążąc inne schorzenie z tym, z powodu którego tu się znalazłyśmy.
- Co mi tu pani głowę zawraca pierdołami! – zareagował lekarz.
Czy to on zachował się nieodpowiednio, czy też Młoda zadała zbyt trudne pytanie, na które doktor nie potrafił znaleźć odpowiedzi?
Czy lekarz znalazłby czas na ustosunkowanie się do tematu, gdybyśmy poszły do niego prywatnie?

34 komentarzy

  1. ~jotka · 27 lipca 2016 Odpowiedz

    Obawiam się, że prywatnie byłaby to inna rozmowa. Lekarze w ogóle nie lubią gdy pacjent pyta, a nie daj Boże naczyta się w googlach czy poradzi znajomych. Nie mówię, ze powinniśmy leczyć sie sami, ale skoro podobno najlepiej znamy swój organizm i mamy zwracać uwagę na wszystko, co nas niepokoi, to dlaczego nie chcą słuchać i sami zadają tak mało pytań. A są jeszcze skłonności dziedziczne do wielu chorób.
    Nieraz gdy sugerowałam coś lekarzowi, to słyszałam, że jestem za młoda lub za stara albo za dużo się naczytałam….
    ktoś powiedział, ze aby się leczyć, trzeba mieć końskie zdrowie :-)

    • ariadna2 · 27 lipca 2016 Odpowiedz

      Właśnie. To dziwne, Jotko, że z lekarzem nie da się podyskutować. Może to wynika z faktu, że w ramach NFZ mają okrojony czas.
      Słyszałam też o nieprofesjonalnych zachowaniach lekarzy. Pacjent skarży się na silny ból gardła, gorączkę, ma naloty na migdałach. Doktor pyta: to co mam pani/panu zapisać?
      I kto tu kogo leczy? ;)
      Inna scenka:
      Pacjent u lekarza. Ma ponadnormatywnie podwyższone ciśnienie. Lekarz szuka po kieszeniach, w końcu wyciąga ulotkę i przepisuje z niej nazwę leku na recepcie.
      Co o tym myśleć?

      • ~Znajoma · 28 lipca 2016 Odpowiedz

        Kiedy zawiozłam mamę na POZ gdy leciała przez ręcę i powiedzialam lekarzowi, że być może to tramal w zastrzykach tak mamę osłabił. Młody lekarz zaczął szukać w telefonie w googlach opis leku.
        -doktor, ulotkę to ja też mogę sobie w necie poczytać-warknęłam
        Tacy są nasi lekarze.

        • ~ariadna · 28 lipca 2016 Odpowiedz

          To pewna prawidłowość, zwłaszcza wśród młodej kadry…
          Tak samo zareagowała lekarka, kiedy Młody miał potężny rumień po kleszczu – pani doktor otwarła google i szukała, jaki antybiotyk mu przepisać.
          A jeśli w tych googlach głupoty wypisują to co wtedy?

          Miłego dnia, Znajoma :)

          • ~Znajoma · 28 lipca 2016

            Net nas nie uleczy.
            Mało teraz lekarzy z prawdziwego zdarzenia. Ino kasa sie liczy.
            Miłego Tobie również- dzięki :)

      • ~jotka · 28 lipca 2016 Odpowiedz

        Myślę, że lekarzy czasami gubi rutyna, zniechęcenie, bo może inaczej wyobrażali sobie swoją misję, bywają presje ze strony kierownictwa przychodni czy szpitala, ze strony koncernów farmaceutycznych itd. Temat rzeka…
        Poza tym nikt chyba nie uczy przyszłych lekarzy rozmów z pacjentami w różnym wieku i w różnych sytuacjach życiowych.

        • ~ariadna · 28 lipca 2016 Odpowiedz

          I tu byś się pomyliła – lekarze, tak jak farmaceuci przechodzą szkolenia. Z różnych dziedzin, nie tylko medycznych.

          • ~Znajoma · 28 lipca 2016

            A jak to wygląda w praktyce? Możemy sie przekonać na własnej skórze.

  2. ~Helen · 28 lipca 2016 Odpowiedz

    Odpowiedź na pierwsze pytanie: Nie
    Na drugie: Tak.
    Mój syn ostatnio na ostrym dyżurze zadawał wiele pytań, a lekarz po prostu ogłuchł. W ogóle się nie wysilał żeby powiedzieć cokolwiek.
    Szkoda, bo np. w Niemczech nawet profesor zatrzymany na korytarzu szpitalnym stanie i będzie szczegółowo odpowiadał na pytania… Cóż.

  3. ~ariadna · 28 lipca 2016 Odpowiedz

    Cóż…co kraj to obyczaj. U nas nie dość, że długie kolejki do specjalistów, to jeszcze pytać nie można….Ehhhhhhh.

    Serdeczności, Heleno :)

  4. ~Jaga · 28 lipca 2016 Odpowiedz

    Nie znoszę takich zarozumiałych bufonów – nie mam dla takich żadnego usprawiedliwienia. Mam do nich dystans – przez prawie 10 lat pracowałam z nimi „biurko w biurko” więc znam ich poglądy i zachowania. Lekarz powinien zawsze odpowiadać na pytania pacjentów – jest od tego jak dupa od srania. Nawet na te w stylu „Panie doktorze a te żółte tabletki które mi pan przepisał poprzednio teraz tez mi pomogą” ?? i doktor szukał w karcie które to żółte tabletki pacjent miał 4 miesiące wcześniej ….

    • ~ariadna · 28 lipca 2016 Odpowiedz

      Hm…z tym szukaniem żółtych tabletek….ciężka sprawa ;)
      Ja też często nie wiem, które to są, choć ktoś mógłby tego ode mnie wymagać ;)
      Faktem jest, że przykro mi się zrobiło, gdy doktor zbył Młodą – niby ceniony profesjonalista, a tu proszę….

      Serdeczności Jago i miłego dnia :)

      • ~Jaga · 31 lipca 2016 Odpowiedz

        To kwestia podejścia i szacunku do pacjenta – profesjonalista…. Porażka jak się spotyka takiego doktora.

        • ~ariadna · 31 lipca 2016 Odpowiedz

          Właśnie – tu chodzi najbardziej o ten szacunek.
          Ciekawe, czy gdyby miał przed sobą 60-latkę, też by ją tak zbył…?

          Udanej niedzieli, Jago :)

  5. ~gordyjka · 28 lipca 2016 Odpowiedz

    U nas już legendą obrosła pewna wizyta…
    Starsza Kobieta poszła z bólem i uciskiem pod mostkiem, Pani Doktor powitała Ją na progu stwierdzeniem: Wy to byście tylko na zawały i wylewy chorowali…
    Tacy wredni Pacjenci są !! ;o)

    • ~ariadna · 28 lipca 2016 Odpowiedz

      Może pani doktor chodziło o to, że Polacy to naród hipochondryków? ;)
      Wmawiamy sobie, wmawiamy. Jak nie, jak tak ;)
      Przynajmniej tak wynika z moich obserwacji, a z bardzo chorymi i tymi, którzy ciągle są na coś chorzy, bo….lubią, wciąż mam do czynienia :)
      Kropkę na palcu potrafią zamienić w straaaaaaaaaaaaszną dolegliwość. A to tylko mrówka uszczypała ;)

      Miłego dnia, Gordyjko :)

  6. ~Ola. · 28 lipca 2016 Odpowiedz

    Wiem też dużo na ten temat z niemieckiego podwórka, chociaż tak wiele osób tutaj mieszkających wychwala niemiecką służbę zdrowia pod niebiosa. Ja jestem innego zdania.
    Zwłaszcza lekarze fachowcy uważają, że ich decyzji nie może podważyć nawet Bóg.
    No cóż my jesteśmy zdani na nich, a nie oni na nas. Jednak to co się dzieje w polskiej służbie zdrowia spędza sen z powiek, a zmian się chyba nie doczekamy tak szybko.
    Pozdrawiam ciepło.

    • ariadna2 · 29 lipca 2016 Odpowiedz

      W Polsce także istnieje trend, że to, co powie lekarz, jest święte ;)
      Myślałam, że w innych krajach jest inaczej…

  7. ~Maria · 28 lipca 2016 Odpowiedz

    Lekarze w Polsce uważają się za kogoś lepszego i dają to odczuć – niestety. Też miałam okazję tego doświadczyć. Od lat mieszkam w UK i tu jest całkiem odwrotnie – wizyta u lekarza jest przyjemnością,mówię serio. Pytać można o wszystko, a lekarz odpowiada życzliwie, z uśmiechem…, taka przyjacielska rozmowa. Lekarz porozmawia ze sprzątaczką jak równy z równym.

  8. ~Kika · 28 lipca 2016 Odpowiedz

    Różni są ludzie. Lekarz ma być przede wszystkim kompetentny, a wtedy to może być nawet mało rozmowny. Szczerze przyznam
    , że bardzo rzadko chodzę do lekarzy. Ostatnio byłam jednak na mammografii a potem na rezonansie, jednak zarówno lekarze jak i pozostały personel medyczny byli bardzo przyjazni, sami dawali mnóstwo potrzebnych informacji i odpowiadali na pytania bez żadnych oporów. ;)

    Mam nadzieję, że ostatecznie Ty i Młoda tak szybko nie poddacie się myślom o jakiejkolwiek chorobie . Grunt to pozytywne nastawienie, prawda ? ;)))

    • ariadna2 · 29 lipca 2016 Odpowiedz

      Miałaś szczęście, że trafiłaś na rozmownych lekarzy, Kiko ;)

      Jaka tam choroba?
      Każdy coś ma. Tylko o tym nie wie ;)

  9. ~Maria · 29 lipca 2016 Odpowiedz

    Zostawiłam wczoraj komentarz… i nie zapisał się:(

    • ariadna2 · 29 lipca 2016 Odpowiedz

      Zapisał się, zapisał.
      Ale jako zaczynam pisać w nowym miejscu, komentarze „nowych” muszę osobiście zatwierdzić.
      Za drugim razem będzie lepiej :)

  10. ~A. · 29 lipca 2016 Odpowiedz

    Czyżby zachowanie lekarza ukazywało całą kwintesencję polskiej służby zdrowia? Aby szybciej przyjąć pacjenta i mieć z „głowy” kolejny męczący dyżur;) Pozdrawiam

    • ariadna2 · 29 lipca 2016 Odpowiedz

      Kolejka, choć długa, szybko się przesuwała.
      Może taki właśnie był plan – szybko i bez zbędnych pytań…?

  11. ~Natalia · 29 lipca 2016 Odpowiedz

    Ariadno prywatnie możesz więcej, masz prawo pytać, ale odpowiedź też nie jest gwarantowana. Każdy(nie tylko prywatny)lekarz powinien wyczerpująco odpowiedzieć na pytania pacjenta. Pacjent szybciej wyzdrowieje, gdy będzie spokojniejszy i rozeznany w tym, co mu dolega. Z doświadczenia wiem, że prywatnie lekarze mają więcej cierpliwości i częściej się uśmiechają, chociaż nie raz widać, że uśmiech jest wymuszony. Pieniądze mają wielką moc, a prywatny pacjent jest lepiej obsługiwany. Chociaż zastanawiam się, czy nie lepiej mówić „interesant”, albo „klient” , bo słowo „pacjent” już nie za bardzo pasuje do dzisiejszych realiów.
    Pozdrawiam ciepło:)

    • ariadna2 · 29 lipca 2016 Odpowiedz

      I tu byś się zdziwiła. Byłam z wizytą u pewnej pani doktor. Wizyta obejmowała zabieg. Z racji ograniczenia czasowego, chciałam załatwić też inną sprawę. Pani doktor zanegowała mój pomysł sugerując, że sprawę załatwimy przy innej wizycie.
      Dlaczego, skoro byłam gotowa zapłacić, a wizyta była prywatna?
      Nie zawsze lekarz kieruje się zarobionymi pieniędzmi, choć znam i takich, którzy przyjmują prywatnie od rana do nocy, biorąc za to całkiem spore pieniądze. To się dopiero nazywa apetyt ;)

      Serdeczności Natalio :)

  12. ~Królowa Karo · 30 lipca 2016 Odpowiedz

    Prywatnie zawsze jest uprzejmiej niestety. No może zdarzają się wyjątki, gdy zawsze jest profesjonalnie. Ale to wciąż wyjątki. A postawa doktora to może trochę odpowiedź, dlaczego do niego nie ma akurat takich niepojętych kolejek.

    • ~ariadna · 30 lipca 2016 Odpowiedz

      Są kolejki, tylko „monitorowane” przez rejestrację – doktor przyjmie określoną pulę osób i tyle. A że mu to szybko idzie…. ;)

  13. ~pani L. · 31 lipca 2016 Odpowiedz

    Z własnego doświadczenia wiem, że lekarz „prywatny” nie traktuje pacjenta li tylko, jako numeru statystycznego choroby. Ale i wśród lekarzy przychodni – za przeproszeniem – publicznych można spotkać życzliwych pacjentowi.

  14. ~iwona · 27 października 2016 Odpowiedz

    Ten lekarz był zwyczajnie nie wychowany, dobrze więc, że nie byłyście prywatnie bo może niegrzecznych słów by nie używał, ale wątpię, czy kontakt z nim byłby lepszy. Zawsze zadaję lekarzowi pytania i nie spotkałam się nigdy z taką reakcją.

  15. ~ariadna · 28 października 2016 Odpowiedz

    Może to młodych pytania lekarze negują – młodzi są dociekliwi, jeśli coś ich interesuje, to przekopią internet i do gabinetu przychodzą z pytaniami, na które doktor po prostu nie zna odpowiedzi….
    Mojego syna też spotkało takie zbagatelizowanie pytania. Wydał mnóstwo pieniędzy, a dolegliwość jak była, tak została. Dodam, że ośrodek, w którym się leczył, jest znany w całej Polsce.

Zostaw odpowiedź