Prawo, lewo – czy to ważne? czyli o tym, jak pomylono kierunki na moim ciele

 

Na korytarzu było parę osób.

- Czy trzeba zanieść skierowanie do gabinetu?  – zapytałam po przywitaniu.

- Nie, wszyscy czekamy.

- A kto jest ostatni?

Odezwała się jakaś kobieta.

- To ja będę za panią.

 

- Proszę podpisać na skierowaniu zgodę, jeśli ktoś tego nie uczynił – z gabinetu wyszła pielęgniarka i szybko zniknęła w jego czeluści.

Okazało się, że nikt nie podpisał zgody, więc wszyscy sięgnęli po długopisy.

 

- Trochę się boję – rzekła kobieta, która była przede mną do innej, która okazała się być jej matką.

- Wszyscy się boimy – pomyślałam – Człowiek zawsze boi się tego, czego nie zna.

 

Przez chwilę ciszę korytarza przerwały kłótnie kto za kim i dlaczego.

Normalna polska obyczajowość.

Każdy zerka na zegarek.

Każdemu się spieszy (komu dziś się nie spieszy?).

 

Dziewczyna, która się bała, wyszła z gabinetu.

Zaniemówiła.

- Jak było? – matka była bardzo dociekliwa.

Kobieta tylko pokręciła głową.

A mnie zawsze wtedy zaczyna być wesoło.

WSZYSCY się boją, ja się śmieję.

Tymczasem wpuszczono do gabinetu jakąś kobietę z oddziału.

Potem wszedł spóźniony mężczyzna.

I tu znów powstał rwetes – czy na pewno stał? Czy go widziałam? Itd.

A ja się śmieję, bo widzę przed sobą dorosłą kobietę, która choć jest po, to dalej przeżywa.

No chyba jakaś nienormalna jestem, żeby śmiać się wtedy,  gdy inni się boją.

Dziewczyna powoli odzyskiwała swoje kolorki – z czerwieni do bladości policzków.

 

Kolej na mnie.

- Dzień dobry. Mam zdjęcie, panie doktorze, ale zapewne nie będzie potrzebne….- rzucam w przestrzeń gabinetu.

- Nie będzie.

- W takim razie schowam.

Człowiek zachowuje się jak kretyn, kiedy się boi.

- Proszę się położyć – mówi pielęgniarka.

Leżę w dziwnej pozycji, w której pod szyję wciśnięto mi jakiś wałek.

Pielęgniarka psiknęła na szyję.

Octenisept?

- Proszę nie mówić i nie połykać śliny, gdy doktor będzie pobierał próbkę – stały gwóźdź programu, który musi powiedzieć pielęgniarka.

- Z prawej strony…. – mruczy do siebie lekarz, patrząc na skierowanie.

I szuka po prawej. Naprawdę! A po prawej nie ma tego, czego szuka.

- A może to cudowne uzdrowienie? – myślę. – Zniknęło i już.

Leżę i myślę:

- Cud się stał, cud prawdziwy! Po prawej nie ma. To i po lewej może nie….

- Po lewej – mówi lekarz.

Jednak cudu nie będzie.

Jeździ, jeździ i…wyjeździł.

Taki sobie myk zrobił, żeby mnie nie stresować – tu niby jeździ, a tu się obok wkłuwa.

Zabolało.

Nie przełknęłam na szczęście śliny, choć wielką na to miałam ochotę.

- Może pani wstać – to pielęgniarka.

- Za trzy, cztery tygodnie może pani pytać o wynik – to lekarz.

- To wszystko? – to ja.

- Tak – doktor.

Żegnamy się.

 

Wychodzę uśmiechnięta.

Ludzie patrzą na mnie z wyczekiwaniem tak, jak ja na wyjście dziewczyny, która była przede mną i tak mocno przeżyła zabieg.

- Nie ma tak źle. Da się przeżyć – mówię i uśmiecham się do starszych pań.

 

 

Jednak, co innego nie daje mi spokoju.

Wyraźnie widziałam, że na skierowaniu pisze „po prawej”, ale….podobno kobiety mają problem ustalić kierunki, a to kobieta była.

Ta, co wypisała skierowanie na to badanie.

Ale żeby aż tak się pomylić?!

A gdybym poszła usunąć nerkę?

Jaja by były, no nie? :roll:

42 komentarzy

  1. Teresa · 6 października 2016 Odpowiedz

    I jak tu nie „bać” się ludzi? Jak szłam na zabieg, to nie bałam się samego zabiegu, ale właśnie pomyłki lekarza lub pielęgniarki.
    Pozdrawiam Ariadno. :) .

    • ~ariadna · 6 października 2016 Odpowiedz

      W ogóle wcześniej nie zastanawiałam się nad samym zabiegiem. Jeśli coś ma służyć memu zdrowi, dlaczego się mam bać? ;) Właściwie to się bałam, że nie będzie potrafił znaleźć tego, co trzeba i rozora mi całą szyję.
      Faktem jest, że tuż po zabiegu, kiedy zdjęłam plaster, po nakłuciu ani śladu :)
      Może mi się to tylko śniło? ;)

  2. ~fantomas · 6 października 2016 Odpowiedz

    Witaj :)

    Rozumiem, że miałaś biopsję.
    Musze przyznać, że podobne odczucia, miała moja żona. Obawa, lęk, ale fakt, da się przeżyć.
    Większe jednak obawy, są związane z tym, co pokaże wynik, prawda ?
    Będzie dobrze :)

    Pozdrawiam :)

    • ~ariadna · 6 października 2016 Odpowiedz

      Może zbyt nonszalancko podchodzę do badań, ale…od myślenia ani nikt nie wyzdrowiał, ani nie zachorował, choć słyszałam o przypadkach „wymyślenia sobie choroby”. Nie wiem, czy to wymyślenie, czy zwykłe przeczucia.
      To nie pierwszy przypadek, gdy coś mi się pobiera z ciała w kierunku badania onkologicznego. Jak do tej pory wszystko kończyło się dobrze. Zresztą…z naszego pokolenia, a żyliśmy przecież w czasach awarii w Czarnobylu, co druga osoba ma guzki na tarczycy. Większość musi zażywać euthyrox.
      Faktem jest, że podwyższone TSH (nieznacznie) u osób w wieku 40-50 lat, to nie dramat i tego się nie leczy. Jednak u kobiet w okresie rozrodczym, wynik ten musi być stosunkowo niski. Kobieta, która chce się starać o dziecko, musi wcześniej zbić za wysokie TSH.

      Miłego dnia, Fantomasie :)

  3. ~jotka · 6 października 2016 Odpowiedz

    Jaj to by mogło nie być w przypadku faceta np. A ileż to razy słyszymy, ze nie ten ząb wyrwano lub nie ten organ usunięto?
    Trzeba tylko mieć nadzieję, że u nas się nie pomylą, to jak loteria ;-)

    • ~ariadna · 6 października 2016 Odpowiedz

      Jakby mu usunęli tylko jedno, a zostawili drugie, nie byłoby tak źle ;)
      Pomyłki lekarzy przerażają. W końcu, jakby nie było, oddajemy się w ich ręce, jako te, które są kompetentne i nam pomogą.

      Miłego wieczoru, Jotko :)

  4. ~Magda · 6 października 2016 Odpowiedz

    Ach, długo by mówić o pomyłkach, bądź olewactwie lekarzy. Moją uwagę jednak zwróciła pacjentka „przed Tobą”. Ja jestem takim samym tchórzem, czasem wydaje mi się, że większego wkrętka ode mnie nie ma. Kontakt ze zwykłym lekarzem rodzinnym, to dramat, bo zaraz mam wrażenie, że coś mi w oczach wypatrzy ;-)

    • ~ariadna · 6 października 2016 Odpowiedz

      Wiesz…taka osoba na korytarzu, może nieźle namieszać. Zrobi panikę, a ludzie coraz bardziej się będą bać. Nie uważam, żeby obdzielać swoim strachem cały korytarz pacjentów. Tak samo po wyjściu, żeby zachowywać się tak, jakby właśnie wyrwano nam serce;)
      Ok, bałabyś się. Masz do tego prawo. Każdy ma. Wychodzisz i….dalej się boisz? Czy banan na twarzy, bo już po wszystkim? :) W każdym razie ja nie lubię panikowania – to źle wpływa na ludzi, dlatego dodałam im otuchy, mówiąc że jest OK ;)

      Sama chodzę w białym fartuchu, ale zapewne mam syndrom białego fartucha i tak reaguję na inny ;)
      Zaraz po wyjściu z gabinetu od lekarza, zapisuję sobie jakieś terminy, wskazania, żeby mi nie umknęły. Po wyjściu z gabinetu czuję się tak, jakbym dała sobie w żyłę i nie kumała połowę z tego, co się do mnie mówi ;)

  5. ~Natalia · 6 października 2016 Odpowiedz

    Niestety ludzie są omylni, więc takie sytuacje zdarzają się. Czasem człowiek leczy się na nerki, a umiera na zawał, bo lekarz skupiony był na jednym narządzie. Mnie próbowano podać krew innej grupy, niż moja. Na szczęście w porę zauważyłam i wywalczyłam zmianę, mimo oporów pielęgniarki, która twierdziła, że wie lepiej:))
    Pozdrawiam Ariadno:)

    • ~ariadna · 6 października 2016 Odpowiedz

      A to już naprawdę jaja, żeby pacjent pilnował, jaką mu się podaje krew.
      I jak tu wierzyć służbie zdrowia?
      Ręce opadają….

      • ~Natalia · 9 października 2016 Odpowiedz

        Dokładnie Ariadno, trzeba pilnować tego, żeby personel szpitala nie dobił człowieka;)) To nie jest śmieszne, ale fajnie zabrzmiało. Na szczęście dopilnowałam i żyję:))
        Przyjemnej niedzieli ;)

        • ~ariadna · 9 października 2016 Odpowiedz

          To ja dopilnuję, gdyby trzeba mi coś wyciąć :(
          Jednak mam nadzieję, że niczego na razie nie stracę, więc….można jeszcze podowcipkować o tym, że mężczyźni i kobiety zupełnie inaczej postrzegają kierunki ;)

          Pięknie, słonecznie, praca (to już gorsza opcja) :)
          I Tobie udanej niedzieli, Natalko :)

  6. ~Antoneta · 6 października 2016 Odpowiedz

    No cóż, taka pomyłka nie powinna się zdarzyć.To przecież wielka różnica…………… najgorsze teraz czekanie. Ja też czekam na wyniki męża 4 tygodnie. Własnie wczoraj wysłano do badania wycinek………….

    Pozdrawiam :)

  7. ~ariadna · 6 października 2016 Odpowiedz

    Faceci? A to kobieta się przecież pomyliła ;)
    Ja wiem, że to nie droga i że stwierdzone jest, że kobiety mają problemy z orientacją, a właściwie nazwaniem kierunków, ale na miły Bóg! To nie droga, tylko ciało, z którego trzeba pobrać próbkę! :(

  8. szarabajka · 6 października 2016 Odpowiedz

    Zależy, co lekarka miała na myśli: swoją prawą, czy Twoją? ;)

  9. ~ariadna2 · 6 października 2016 Odpowiedz

    Ha ha ha dobre wytłumaczenie ;)
    Lekarze kierują się umownymi kierunkami, nie moją prawą czy jej ;)

  10. ~Maria · 6 października 2016 Odpowiedz

    Pomyślałam tak jak Szrabajka. Którą prawą miała na myśli lekarka kierująca?
    Najlepiej nie chorować;)

    • ~ariadna2 · 6 października 2016 Odpowiedz

      A są dwie prawe? Wszystko jest kwestią umowną, więc na drodze to określony kierunek. I kończyny też są przypisane określonemu kierunkowi. Każdy wie, która (jego) ręka jest prawa, która lewa, prawda? ;)
      Myślę, że lekarze też kierują się kwestiami umownymi. Inaczej rozmijaliby się z diagnozami.

  11. ~Królowa Karo · 6 października 2016 Odpowiedz

    I dziwić się, że ludzie sobie podpisują kończyny do amputacji. Nigdy się nie wie, czy pomyli się ten, co kieruje czy ten co wykonuje skierowanie…

  12. ~ariadna · 7 października 2016 Odpowiedz

    Trochę to makabrycznie brzmi….

  13. Ania · 7 października 2016 Odpowiedz

    Zdarzały się takie przypadki gdzie np. zamiast lewej ręki, amputowali prawą. Straszne to. Miejmy nadzieję, że ta kobieta jednak wybrała dobrą stronę na Twoim ciele. Pozdrawiam cieplutko :)

  14. ~ariadna · 7 października 2016 Odpowiedz

    Jeśli lekarka się nie pomyliła, doktor pobrał próbkę ze złego miejsca. Jeśli to złe miejsce, to inny wynik itd, itd.
    Mam nadzieję, że mężczyzna-lekarz jednak zrobił dobre nakłucie ;)

    Pozdrawiam Cię, Aniu :)

  15. ~iwona · 7 października 2016 Odpowiedz

    Witaj Ariadno. Nawet nie chcę myśleć, że lekarz pomylił kierunek na twojej szyi. Ale to prawda, słyszy się o różnych przykrych niespodziankach…Jednak trzymajmy się tego, że ty się nie musisz martwić bo… obie strony masz zdrowe. Pozdrawiam ciepło – Iwona, nowy gość na Twoim świetnym blogu.

  16. ~Znajoma · 8 października 2016 Odpowiedz

    ech te konowały….

  17. ~Anna · 8 października 2016 Odpowiedz

    I tu znów przewaga prywatnej służby zdrowia… na biopsję to pan chirurg na mnie czekał, a nie ja… szybko, elegancko, żadnych plastrów – nawet nie wiedziałam, że mogłabym mieć:) – a sam najpierw zrobił kontrolne USG, więc wiedział, gdzie:). Ukłucie owszem, odczuwalne, ale żaden to kłopot był:)

    • ~ariadna · 9 października 2016 Odpowiedz

      Tak naprawdę nie wiem, po co te plastry – słabo ukrwione miejsce, mało krwi nawet po wkłuciu.
      Jednak…wszędzie chodzić prywatnie…to wszystko sporo kosztuje….

      Miłej niedzieli, Anno :)

      • ~Anna · 9 października 2016 Odpowiedz

        Kosztuje tyle, ile wynosi miesięczna składka na prywatne ubezpieczenie. Oczywiście wersja grupowa jest tańsza, ale i tak się opłaca.

        • ~ariadna · 10 października 2016 Odpowiedz

          Nie wiem ile wynosi taka składka….
          I czy w moim przypadku by się opłaciło rozszerzyć pakiet, skoro korzystam „raz na ruski rok” ;)

  18. ~At · 9 października 2016 Odpowiedz

    Może to było po jej prawej, a po Twojej lewej… ? ;-) pozdrawiam :) i zdrówka życzę :)))

  19. ~Helen · 9 października 2016 Odpowiedz

    Trzymam kciuki za dobry wynik:)))
    Był taki świetny serial „Murphy Brown”. W pewnym momencie bohaterka musiała się poddać amputacji piersi i chociaż sprawa była poważna, nie można było zachować powagi, kiedy ta gadatliwa wariatka leżąc już na stole operacyjnym wciąż egzaminowała chirurga:
    - Czy pan wie, która to lewa pierś? Która ręka jest lewa? Czy pan nie kończył studiów korespondencyjnie w Bangladeszu?
    Itd…

  20. ~ariadna · 10 października 2016 Odpowiedz

    Można się pośmiać, gdy nie leży się na tym łóżku, prawda Heleno? ;) :)

  21. Ultra · 10 października 2016 Odpowiedz

    Mnie także się to przytrafiło. Pielęgniarka pomyliła się z podaniem leku, dobrze, że byłam przytomna i czujna.
    Ariadno, nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać. Napisałaś świetny post ku przestrodze, bo trzeba samemu kontrolować. Takie życie.
    Serdeczności.

  22. ~ariadna · 10 października 2016 Odpowiedz

    W moim przypadku poddałam się biernie, czekając co z tego wyniknie.
    Nie wiem, czy bardziej zszokowałam mnie ta sytuacja, czy rozbawiła…. ;)
    Pomyłka leku….hm, pielęgniarka mogła mieć niezłe kłopoty!

Zostaw odpowiedź