Miłość od pierwszego wejrzenia

Miłość od pierwszego wejrzenia

To była wielka rozpacz – podjąć decyzję o śmierci.

Wielkie brzemię odpowiedzialności za czyjeś istnienie.

Podjęliśmy to wyzwanie.

Dłużej nie dało się przeciągać cierpienia…

 

 

- Nie, nigdy w życiu. Nie chcę! Nie po tym, czego doświadczyliśmy… – mówił mąż.

- Życie toczy się dalej – mówiłam i sama nie mogłam w to uwierzyć.

Zabrakło tego, który cieszył się, że pieczemy mięso na grillu.

Nie było już natrętnego krążenia wokół nas.

Zostaliśmy sami.

I nie wiem, komu bardziej przeszkadzała ta dziwna pustka – nam, czy dzieciom.

 

 

- A może jednak…? – podsunęłam pomysł Młodej.

Podjęła rękawice.

Obie, godzinami, studiowałyśmy psie losy.

Na próżno. Miejsca, skąd chcieliśmy adoptować psa były zbyt daleko lub wynikała inna przyczyna, z powodu której nie mogliśmy zabrać futrzaka.

 

 

Obie z Młodą pojechałyśmy do lokalnego schroniska.

Widok pogłębił tylko ból w naszych sercach – którego wziąć? Wszystkie chciały!

Gdy odjeżdżałyśmy Młoda się popłakała.

 

 

Minął miesiąc.

- To MUSI być TEN! – rzekłam podekscytowana. – Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia.

Popatrzyłam na lokalizację: daleko, eh…..

Wysłałam mms-a  z podobizną psa do męża.

- Piękny – oddzwonił. Jedziemy?

- Ale trzeba aż do Radomia.

- To nic – rzekł.

Chwyciłam się tego stwierdzenia niczym ostatniej deski ratunku.

MUSIELIŚMY zdobyć tego psa!

 

Pędzel

zdjęcie ze schroniska

 

 

Byliśmy na wypoczynku w Krynicy.

Z psem wszystko dograne, ale i tak się denerwowałam.

Może przez te nerwy znów dopadła mnie alergia.

Hotel Prezydent był wspaniały, a ja już chciałam jechać – byle szybciej po psa!

 

 

Kilkaset kilometrów. Pewnie wielu by się nie chciało.

Byłam tak zdenerwowana, jakby miało urodzić nam się dziecko.

Pies miał tragiczną historię – o tym wiedzieliśmy od pani Kasi, która prowadzi schronisko w Radomiu. Mieszkał w stodole. Właściciel się nad nim znęcał, zabrano mu psa po roku.

Kontakt ze złym człowiekiem zaowocował silną traumą u psa – na widok człowieka, szczególnie mężczyzny, przysiadał i sikał pod siebie. Był dziki, nieufny, strachliwy.

Pani Kasia przez rok doprowadziła go do jakiego takiego stanu.

Chyba obie czułyśmy obawę – pies przypominał mimozę. Trzeba było z nim ostrożnie…

 

 

Do dziś pozostał mi obraz ogromnego terenu, na którym dominował psi szczek.

Przebywały tu nie tylko psy. Razem było 700 zwierząt!

W naszym regionie jest ich zaledwie kilkadziesiąt.

Czy to ludzie bezmyślnie zabierają zwierzęta do domu, a potem je odrzucają, czy to kraina ludzi o kamiennych sercach?

Na dzień dobry Pędzel ugryzł mnie w rękę. Musiał się strasznie bać!

- Może weźmie go pan na spacer, żeby przywykł do pana. On boi się mężczyzn. – zaproponowała pani Kasia.

Pies wyglądał, jak kupka nieszczęścia. Pierwsze wrażenie było takie, że pani Kasia pomyliła psy. Nasz kudłacz miał pełno skołtunionych kulek przy uszach i na tylnych łapach. Nie dziwota – taki puch, jak jego sierść potrafi się splątać!

 

 

Pędzel nie chciał wejść do samochodu, choć podaliśmy mu dwa aviomariny.

Trudno było podnieść dwudziestu kilogramowego psa do samochodu terenowego, który należy do wyższych. Na progu samochodu posikał się ze strachu.

Siedziałam z nim z tyłu samochodu, a ślina toczyła mu się z pyska.

 

Jazda trwała kilka godzin.

Przyćpany lekiem wciąż nie czuł się pewnie przed domem. Stąpał ostrożnie, jak po rozżarzonych węglach. Źle zareagował na dzieci, który wyszły, by się z nim przywitać.

Kropką nad i stał się fakt, że nie potrafił chodzić po schodach i panicznie bał się wejść do domu. Pies „zaległ” na progu ganku i dalej nie chciał iść.

Zostawiliśmy mu otwarte drzwi – miał sam dokonać wyboru.

W końcu się przełamał i pokonał schody.

 

 

Pierwszy tydzień to był koszmar – syn i mąż się go bali. Na ich widok obnażał zęby i warczał. Miałam wrażenie, że tylko czeka, żeby któregoś ugryźć.

A potem, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki stał się cud – mężczyźni się zbratali.

Trwa to już dwa lata.

 

 

W tym czasie:

- zredukowaliśmy wizyty znajomych i rodziny – pies dalej nie toleruje obcych i istnieje obawa, że kogoś ugryzie

- szkolenie tresera było pomocne, choć okazało się, że tak pokochaliśmy psa, że nie potrafimy przestawić się tak, żeby stanowił ostatnie ogniwo łańcucha (dla jego i naszego dobra).

- pies zmienił imię na Heros – taki paradoks, żeby dodać mu odwagi – wszak Heros to Bohater

- poznaliśmy jego upodobania:

         – uwielbia spacery

Heros1

 

 

             – kocha pływać, trudno wygonić go z wody

 

107

 

            – niesamowicie szybko biega

 

Heros2

                – potrafi nurkować

                – uwielbia gdy na dworze chłód, leje, wieje lub sypie śniegiem

 

Heros4

Heros5

Heros6

 

           – zdarza mu się taplać w błocie (to nie brudzenie się chodzi, lecz o  chłodzenie brzucha, 

             gdy pies się zmęczy – czyż nie wygląda w tym błocie, jak prawdziwy łobuziak?)

 

Heros7

 

              – błyskawicznie reaguje – zanim się obejrzysz, porwie Ci z rąk to, na

                 czym mu zależy

              – wykorzystuje sytuację (potrafi długo stać pod szafką z psimi

                 przysmakami i dobijać się nosem) i ludzi (spróbuj usiąść na 

                 komputerze zanim go nie zmęczysz – nie da Ci żyć) 

              – czatuje przy człowieku, non stop i na okrągło (najczęściej przy mnie)

              – lubi spać z nami w łóżku (na szczęście rzadko, przy jego  

                włosach-sierści jest mu po prostu gorąco).

 

heros9

 

- spontaniczny wariat – tak często o nim myślę – przecież on wciąż się śmieje

 

herosik

 

Heros3

Heros8

 

- wprowadził do naszego domu sporo ruchu, radości i…bałaganu (salon często przypomina przedszkole).

 

Co nam wciąż doskwiera?

- boi się parasola – na spacerze trzeba moknąć w deszczu – pies się kuli, gdy widzi nad sobą rozpiętą czaszę

- gdy ktoś dzwoni do drzwi, pies dostaje szału: szczeka, skacze i nie pozwoli wyjść z domu (trzeba się uciekać do forteli). 

- problem, gdy chcemy kogoś gościć (na szczęście brak na to czasu, więc to rzadki dylemat…).

 


Border collie, którego geny przypadły w udziale naszemu psu, zazwyczaj jest energiczny i często stosuje się go do pomocy przy wypasie owiec.

Herosowi po przodkach zaganiających owce, pozostało „trykanie”, jak humorystycznie nazywamy popychanie nas nosem (najczęściej z tyłu nóg na wysokości kolan – spróbujcie gotować, kiedy border czegoś od Was chce…).

Dawniej, z radości, potrafił jeszcze uszczypać ząbkami. Pozostawały z tego niezłe siniaki na udach.

Naukowcy określają tę rasę jako najbardziej inteligentną z psów.

 

To jedno z ostatnich zdjęć naszego psa.

Jesień zaczynała się powoli rozgaszczać.

 

Heros10

 

Filmiki z naszego spaceru można obejrzeć tu.

 

 

 

 

Gdy patrzę na naszego psa czuję żal, że los musiał go tak ciężko doświadczać.

Byłby zapewne zupełnie inny – mniej bojaźliwy, bardziej ufny.

Nie wiem co powiedziałabym poprzedniemu właścicielowi, gdybym go spotkała.

Myślę, że w takiej chwili brak jest słów….

…brak słów na określenie ludzkiego draństwa!

 

 

 

52 komentarzy

  1. ~Teresa · 31 października 2016 Odpowiedz

    Fajny piesek. Dobrze, że trafił w dobre ręce. :) .
    Pozdrawiam Ariadno. :) .

    • ariadna2 · 31 października 2016 Odpowiedz

      Trafił zupełnie przez przypadek.
      Pomijając kwestię naszego psa myślę, że ludzie bezmyślnie biorą do domu szczeniaki – z tego właśnie są problemy. Ludzie nie zdają sobie sprawy z faktu, że zwierzę, to obowiązek. Efektem tego wszystkiego są schroniska pękające w szwach! :(

  2. Stokrotka · 31 października 2016 Odpowiedz

    I zrobił się z niego szczęśliwy pies.
    :-)

  3. ~jotka · 31 października 2016 Odpowiedz

    Wielki szacun za Wasze serducho, cierpliwość i odwagę, sama nie wiem czy miałabym odwagę na coś takiego. Widać, że jest mu z Wami dobrze, bo tego co przeżył, na pierwszy rzut oka nie widać.
    Najlepsze zdjęcie to w kałuży, jakby pytał: ale o co chodzi?
    Przeczytałam jednym tchem :-)

    • ariadna2 · 31 października 2016 Odpowiedz

      Ale o co chodzi? ;)
      Gdybyś widziała ile pyłu zostaje na podłogach, gdy pies „zalegnie” w kałuży.
      Mamy dyżurne wiaderko z wodą i podłogi myje się po kilka razy dziennie.
      Taki pies jest TYLKO dla wytrwałych ;)

  4. ~Jaga · 31 października 2016 Odpowiedz

    Dobry z Ciebie człowiek – nie każdy widzi kupki futrzastego nieszczęścia. A tacy ludzie, którzy zwierzęta mają za nic to debile i w takim zawszę życzę tego samego co oni zrobili tym stworzeniom..

    • ariadna2 · 31 października 2016 Odpowiedz

      Ja też zawsze życzę tego samego, co zrobili własnemu zwierzakowi.
      I mam nadzieję, że istnieje kara Boża, a sprawiedliwość dosięgnie sprawcę.
      Zawsze uważałam, że zwierzęta i dzieci są najbardziej poszkodowane przez los, bo nie potrafią się obronić…

      • ~Jaga · 31 października 2016 Odpowiedz

        dodaj jeszcze bezbronnych staruszków – takich z domów starców bez wsparcia rodziny

        • ariadna2 · 31 października 2016 Odpowiedz

          Dodaję, choć do dorosłych mam jednak inny stosunek.
          Przeżyli kawał życia i przede wszystkim od nich i od tego jak wychowali swoje dzieci, zależą ich dalsze losy.
          Swojego czasu mieli wpływ na swoje życie. Dzieci i zwierzęta nie mają tej możliwości…

  5. ~elzbieta · 31 października 2016 Odpowiedz

    Pięknie i z wielką czułością piszesz o swoim pupilu Ariadno. Czytam Twoją wypowiedź i gdybym nie patrzyła na zdjęcia pomyślałabym, że opowiadasz o człowieku. Jest w Tobie tyle empatii i dobroci. Są potwory (ludzie), którzy mają chyba przyjemność w tym, że krzywdzą bezbronne istoty. Zasługują na cierpienie podobne do tego jakie zgotowali swojemu czworonogowi. Jest mi zaraz lepiej i raźniej kiedy wiem, że są obok nas tacy ludzie jak Ty, Ariadno
    Pozdrawiam Ariadno serdecznie:)

    • ariadna2 · 31 października 2016 Odpowiedz

      Po prostu bardzo lubię zwierzęta. Szczególnie psy są niezwykłe :)
      Kochają człowieka pomimo, a nie za….
      Nawet największych drani potrafią kochać. To bardzo niesprawiedliwe, że człowiek wykorzystuje to ich uczucie.

  6. ~szarabajka · 31 października 2016 Odpowiedz

    Border collie z borderline ;) Żartuję oczywiście, choć z tego, co piszesz nie jest to łatwy pies w prowadzeniu. I ogromna odpowiedzialność. Nie można go zapewne „podrzucić” znajomym lub rodzinie w razie czego. Z drugiej strony dobrze, że taka istota niepokorna też jest kochana.

    • ariadna2 · 31 października 2016 Odpowiedz

      Podrzucić nie można. Spoza nas czworga toleruje tylko teściową, bo ją zna.
      I naszych remontowców, bo też miał okazję bardziej ich poznać. Zjadał im kanapki ;)
      Coś jest w tym borderline…pies popada z jednej skrajności w drugą – potrafi cieszyć się, jak żaden z moich psów i smucić się jak żaden z nich. To smutek wręcz rozpaczliwy…

  7. ~hegemon · 31 października 2016 Odpowiedz

    Chociaż mam rękę do psów, nawet te najbardziej agresywne i bojaźliwe same do mnie przychodzą i nie po to aby ugryźć, to jednak takiego wyzwania bym się nie podjął. Zbyt lubię ludzi, którzy do mnie przychodzą….
    Ale widzę, że wam wszystkim daje szczęście, więc jest to najlepszy z możliwych wyborów :-)

  8. ariadna2 · 31 października 2016 Odpowiedz

    Faktem jest, że wiemy już, jak przeorganizować nasze życie, żeby wilk był syty i owca cała ;) Dodatkowe ogrodzenie umożliwia gościć ludzi w innym regionie ogrodu, niż pies. Problem robi się wtedy, gdy jest zimno.
    I takie wyzwanie wnet nas czeka. Zbliżają się święta….

  9. ~Znajoma · 31 października 2016 Odpowiedz

    Ech zapodałaś temat bardzo bliski memu sercu.
    No sama wiesz….opuszczone psiaki…. Moja ruda upierdliwość też przygarnięta i tez trzeba było przeorganizować życie, czego absolutnie nie żałuje.
    Temat rzeka …ileż można by pisać o tych wspaniałych stworzeniach, kochajacych nas po prostu…tak zwyczajnie, tak po prostu.
    I tylko serce się kraje jak niektórzy z nimi postępują, ale nie ma co psuć tak pięknego wpisu smutnymi komentarzami. Nie uratujemy wszystkich, ale możemy uszczęśliwić choc jednego.

  10. ariadna2 · 31 października 2016 Odpowiedz

    Jednak…czy nie dopada Cię czasem myśl o uratowaniu innych psów?
    Mnie bardzo często. Mieszkam tu, gdzie mieszkam…Ludzie ze wsi zupełnie inaczej traktują psy niż miastowi…

  11. ~ariadna2 · 31 października 2016 Odpowiedz

    Jago, powiem szczerze, że jeśli rodzice nauczyli dzieci empatii, latorośle nie zostawią rodziców na lodzie, tylko zabezpieczą im przyszłość.
    Wiele starszych osób po prostu chce się znaleźć w domu starców, bo tutaj mają opiekę, której dzieci by im nie zapewniły.
    Zresztą…dobrze wiesz, że w trakcie przebiegu niektórych chorób trzeba rodzica oddać jednak do odpowiedniej placówki (np. w chorobie Alzheimera), bo to służy tylko ich dobru, gdy dzieci muszą pracować, a rodzica nie można zostawić samego w domu, bo zrobi sobie krzywdę.
    Sama opieka przez osoby o odpowiednich kompetencjach jest dobrym pomysłem. Problem rodzi się wtedy, gdy placówki tego typu lub ich pracownicy nie spełniają określonych norm zachowania i wykształcenia/przeszkolenia, a staruszkowie są tylko celem do osiągnięcia profitów (dotacje na ośrodek).
    I z tym powinniśmy walczyć! Z niekompetencją i wyzyskiem staruszków. Sama idea takich placówek jest godna uwagi, gdy zawodzą umiejętności w poradzeniu sobie z chorobą rodzica…

  12. ~Znajoma · 31 października 2016 Odpowiedz

    Wiele sie naczytałam o psach na wsi. Nie będę tu wypisywać wulgaryzmów, ale chyba tak tylko można określić niektórych właścicieli. Nie wspomnę też nawet o miastowych, którzy pozbywają się starych schorowanych psów. I za co to je spotyka? Bo juz nie jest wspaniałym szczeniaczkiem.
    Uratować inne psy? Alez oczywiście… tylko trzeba mieć warunki mieszkaniowe i finansowe. Pies to duża odpowiedzialność. Bo nie sztuką go wziąć ze schroniska. Trzeba mu zapewnić też godziwe życie, a nie stać mnie na to.
    Można pomagac inaczej… udzielać się na bazarkach, zasilać schroniska różnymi ocieplaczami dla psiaków, udostępniać na fejsie psy ze schronisk do adopcji. Wiesz ile zwierząt znalazło dzięki temu wspaniałych Dużych? Ile zbiórek jest zorganizowanych dla ratowania zdrowia? A potem oglądasz jak wraca do zdrowia i „ląduje” na swojej kanapie otoczony rodziną. Szczęśliwy, kochany (nie kopany)….. ech…..psie serce jest doskonałą budą dla człowieka.
    Pozdrawiam.

  13. ~ariadna2 · 31 października 2016 Odpowiedz

    Właśnie o takiej pomocy myślałam :)

    Myślę, że jeżeli chodzi o wieś, powinny działać specjalne służby, które sprawdzałyby w jakich warunkach żyje pies.
    Tyle akcji jest w TV, a właściciele jakby ślepi. Jakby nie zauważali, że postępują źle w stosunku do zwierzęcia….

  14. ~Znajoma · 31 października 2016 Odpowiedz

    Te służby działają !!! Interweniują i odbierają psy z budy, z łańcucha…. z rowu. Pomagają. leczą i szukają domów.
    Co zaś sie tyczy brutalnej mentalności ludzi…przechodzi z pokolenia na pokolenie. Dzieci obserwują i się wzorują.
    No brawo Ariadno za pomoc psiakom w sobie jedyny znany sposób :)

  15. ~ariadna · 31 października 2016 Odpowiedz

    Te służby interweniują zapewne u Ciebie, bo u mnie na pewno nie :(

  16. ~Znajoma · 31 października 2016 Odpowiedz

    Te służby czesto interweniują po zgłoszeniu sprawy nawet anonimowo, Pomysl o tym. Gdzieś u Ciebie w okolicy musi być jakis TOZ lub schronisko.

  17. ~Ultra · 1 listopada 2016 Odpowiedz

    Już dawno się tak nie wzruszyłam. Piękne epitafium napisane dla czworonożnego przyjaciela. Martwię się, bo mój Reksus coraz starszy.
    Masz wielkie serce. Kto czuły dla zwierząt nie może krzywdzić ludzi.
    Zasyłam serdeczności.

  18. ~iwona · 1 listopada 2016 Odpowiedz

    Jesteście wszyscy ludźmi o wielkich, gorących sercach. Piesek miał mimo wszystko wiele szczęścia, że do Was trafił i dobrą przyszłość przed sobą. Z radością stwierdziłam, ze moi znajomi to osoby, takie jak Wy, kochające wszystko, co żywe. Cieszę sie, że, choć wirtualnie, ale dołączyłaś do tego grona. Powodzenia w dalszym uszczęśliwianiu Pędzla.

  19. ~ariadna · 1 listopada 2016 Odpowiedz

    Teraz to on już jest Herosem ;)
    Gdy nosił miano Pędzel przebywał w „psim czyśćcu” i czekał na lepszy los.

  20. ~ariadna · 1 listopada 2016 Odpowiedz

    Nie tylko do mnie, Znajoma, ale żebyś pojęła, musiałabym Ci obszerniej to opisać.
    Jeśli znajdę chwilę, skrobnę później maila :)

  21. Fantomas · 1 listopada 2016 Odpowiedz

    Witaj Ariadno :)

    Znowu u Ciebie zmiany i trudno się połapać, gdzie byłem ostatnio ;)

    Miłość do zwierzęcia, to jak miłość do dziecka, bardzo odpowiedzialna, a jednocześnie bardzo głęboka i prawdziwa.

    Cieszę się, że Heros znalazł swoje miejsce i jest mu dobrze :)

    Pozdrawiam :)

    P. S. Trochę nie rozumiem tego, że do wpisu, potrzebne jest nazwisko i imię :)
    Obawiasz się hejterów ? :)))

    Pozdrawiam :)

    • ariadna2 · 1 listopada 2016 Odpowiedz

      Fantomasie, nie wiem, dlaczego program zażądał od Ciebie imienia i nazwiska…
      Może za rzadko bywasz?
      W każdym razie zmieniłam na Twoją stałą ksywę ;)

      A Herosowi naprawdę bardzo się u nas podoba! Stróżuje, kiedy tylko może, więc dziś obszczekał dziesiątki ludzi, którzy krążyli po naszej ulicy ;)

      Pozdrowienia ślę :)

  22. ~Frida · 1 listopada 2016 Odpowiedz

    Bo adopcja psa to jest jak decyzja o posiadaniu dziecka, przynajmniej ja na to patrzę z taką samą odpowiedzialnością. I dlatego sama żadnego psa jeszcze nie mam, bo po prostu nie chcę mu zrobić krzywdy tym, że często nas nie ma w domu.

    • ~ariadna · 1 listopada 2016 Odpowiedz

      Nas też często nie ma w domu, ale tak mu organizuję czas, że zanim pójdę na popołudniową zmianę, on zawsze wybiega się w polach ;)
      Jeśli nie mogę tego zrobić, usiłuję zmęczyć go na naszym podwórku, rzucając mu zabawki, patyki, bawiąc się z nim w gonitwę. Mam świadomość, że TEN pies potrzebuje bardzo dużo ruchu! :)

  23. ~Królowa Karo · 1 listopada 2016 Odpowiedz

    Jest piękny! A Wy macie piękne serca, że zechcieliście dać mu drugą szansę na lepsze życie!

  24. ~ariadna · 1 listopada 2016 Odpowiedz

    Fajny jest, a przede wszystkim śmieszny ;)
    Ani przez moment nie żałowaliśmy, że go zabraliśmy z Radomia. Jednak jest dużo bardziej absorbujący niż pies-staruszek, który nawet w młodości swoimi ścieżkami chadzał. Ale on miał poczucie bezpieczeństwa, a Heros wielu rzeczy po prostu się boi….

  25. ~Natalia · 1 listopada 2016 Odpowiedz

    Prześliczny piesio. Ludziska kupują zwierzęta często jako podarunki dla dzieci, a potem wyrzucają, jak zepsute zabawki. Niektórym wydaje się, że pies musi zachowywać się jak dziecko, grzecznie, nie brudzić, nie szczekać, nie zostawiać sierści na dywanie, nie domagać się spacerów. Zupełny obłęd.
    Takich ludzi, jak poprzedni właściciel psa powinno się surowo karać.. dla przykładu, żeby inni nie szli jego śladem.

    Na niektórych zdjęciach pies jakby fruwał w powietrzu. Fajne macie okolice do spacerów. Pies może poszaleć. Za dobroć daje dużo radości. Miłego wieczoru Ariadno:)

  26. ~ariadna2 · 1 listopada 2016 Odpowiedz

    Jestem za karaniem dorosłych i za edukacją dzieci w kierunku empatii do zwierząt. W szkole powinien być obowiązkowy przedmiot, który uczulałby na krzywdę…

    Pies faktycznie potrafi fruwać. I miałaś to okazję zaobserwować na zimowym zdjęciu. Ja rzucam śnieżkę, a on się wybija i skacze najwyżej, jak tylko może.
    Spokojnie potrafi dosięgnąć włącznika zgaszenia światła. Czasem mu się udaje trafić ;)

    Serdeczności Natalko :)

  27. ~ariadna2 · 1 listopada 2016 Odpowiedz

    Napisałam o karaniu dorosłych, ale i dzieci często się znęcają nad zwierzętami.
    Paradoksalnie, to one właśnie, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji prawnych, wrzucają filmiki do neta, w których chwalą się swoimi „wyczynami”.
    Jestem W OGÓLE za karaniem – najlepiej kilkuletnimi pracami na rzecz pokrzywdzonych przez los zwierząt, przebywających w schroniskach.

  28. ~Anna · 2 listopada 2016 Odpowiedz

    Pamiętam, jak opisywałas perypetie z przywiezieniem go do Was.. i trudne pierwsze dni. Teraz wygląda na szczęśliwego :)

  29. ~ariadna · 2 listopada 2016 Odpowiedz

    Pamiętasz to jeszcze?
    Trochę czasu już minęło….

  30. ~Maria · 2 listopada 2016 Odpowiedz

    Pies miał wyjątkowe szczęście, że trafił na takich dobrych i odpowiedzialnych ludzi, jakimi niewątpliwie jesteście. Dużo osób traktuje małe pieski czy kotki jak zabawki, a kiedy stają się niewygodne z różnych powodów – po prostu pozbywają się ich. Jak to o nas ludziach świadczy, rozumnych, inteligentnych istotach?

  31. ~Gaja · 2 listopada 2016 Odpowiedz

    Dużo czasu i energii poświęciłas swemu kudlatemu przyjacielowi. Nawet przyzwyczajenia zmieniłaś. Podziwiam. Sama boję się psów, zresztą nigdy w życiu nie miałam psa. Pewnie stąd ten podziw. Bo nawet nie wiem, jak to jest.

  32. ~ariadna · 2 listopada 2016 Odpowiedz

    Nie ma za co podziwiać.
    Trzeba spróbować być panią dla psa.
    To nie jest trudne i daje mnóstwo satysfakcji.
    Nic tak nie uspokaja, jak dotyk psiej sierści ;)

  33. ~pani L. · 8 listopada 2016 Odpowiedz

    Czasami chętnie wyszłabym na spacer z pieskiem, przytuliła kotka, ale kocham zwierzęta i nie zdecydowałbym się na pozostawienie zwierzęcia samego w domu przez większą część doby. Pozostaje mi cieszenie się cudzymi pupilami.

Zostaw odpowiedź