Kulka dla ciebie, czy dla mnie? – rzecz o trudnych wyborach

Kulka dla ciebie, czy dla mnie? – rzecz o trudnych wyborach

 

Dziś chciałabym, żebyście wyobrazili sobie hipotetyczną sytuację.

W życiu przecież wszystko jest możliwe.

 

 

Wyjeżdżasz na wycieczkę. Przygotowywaliście się skrupulatnie i wydawałoby się, że nic was nie zaskoczy.

Jednak… auto zawodzi.

Gdybyście chociaż dojechali dalej. Ale kilkadziesiąt kilometrów? Kto to widział?!

- Nie mogłeś sprawdzić, czy ten grat jest sprawny? – denerwujesz się.

- Wszystko tylko na mojej głowie – broni się twój facet.

Teraz naprawdę się wkurzyłaś. Jak to na jego? Mało jest na twojej?

- Przesadziłeś! Ja mam na głowie cały dom, a ty mi tu wyjeżdżasz z takim tekstem… Tego grata nazywasz wszystkim?!

Wysiadasz. Dłużej nie zostaniesz z tym palantem.

Rozglądasz się dokoła. Mogłoby być całkiem przyjemnie: piękna, leśna okolica. Słychać śpiew ptaków. Tylko nerwy cię nie opuszczają, bo co niby teraz zrobicie na tym odludziu? Ani pomocy drogowej zawołać, zasięgu nie ma…

Mąż coś tam usiłuje działać w kierunku dalszej jazdy.

- Dziadyga jeden, niech się stara, jak nie dopatrzył… – gderasz w myślach.

Ale on się naprawdę stara.

Tylko nic z tego nie wychodzi.

Wychyla się spod maski samochodu.

- Nic z tego nie rozumiem. Naprawdę był sprawny! – zarzeka się. – I bak pełny, a tu wygląda, jakbyśmy już tylko na powietrzu dotarli do tego lasu…

Jesteś coraz bardziej zła. Pewnie przyjdzie pieszo iść z tego miejsca, a tu jeszcze kilka godzin i zmrok. Ciekawe, gdzie najbliższe domy…?

 

 

Czy cię oczy mylą, czy drogą naprawdę jedzie jakieś auto?

- Na tym odludziu? – myślisz – Chyba mamy szczęście, może pomoże…

- A cóż to? Samochód się zepsuł? – zagaduje miła blondynka – Pewnie państwo zmarzliście. Już przecież jesień. Może kawy? Ogrzejecie się…

Patrzycie na siebie. Nie trzeba dwa razy powtarzać. Po chwili siedzicie w wygodnym samochodzie, sącząc gorącą kawę z termosu.

Jest miło.

I jakoś sennie.

Pewnie przez to zmęczenie.

 

 

Budzicie się zmarznięci.

Nad wami ciemne niebo.

- Pewnie noc, ale co my…? – nie możesz zebrać myśli.

Obok ciebie porusza się jakiś kształt.

Poznajesz znajomą sylwetkę.

- O Boże, co się stało? – w głosie męża słychać strach – Gdzie my jesteśmy?

- Dobre pytanie, zbadajmy to – proponujesz.

Mija kilka minut.

Już wiecie.

Jesteście na dnie nieczynnego basenu, w którym zapewne od dawna nie ma wody.

- Co teraz? – pytasz, starając się nie wpadać w panikę.

- Spróbujmy przejść jeszcze raz. Może jest gdzieś drabinka.

Nie znaleźliście niczego, co ułatwiłoby wyjście z basenu.

Siadacie blisko siebie. Jest coraz chłodniej.

Ciszę nocy przerywa dźwięk sms-a.

Niedaleko was leży telefon.

Podchodzisz do niego, spoglądasz, zamierasz.

„Nieopodal was leży pistolet z jedną kulką. Jedno zabije drugie. Wybór, kto zginie, należy do was. Osobę ocaloną wypuszczę na wolność” – czytasz na głos, przełykając ślinę.

- To jakiś absurd! A może głupi żart? – słyszysz przerażenie w głosie męża.

A potem zamiera grobowa cisza.

 

k1

 

 

Teoretycznie wydaje nam się, że nas TAKIE RZECZY nie dotyczą.

Że nikt nas nie pobije, nie okradnie, nie oszuka, nie porwie.

Nie każe wybierać między życiem, a śmiercią.

Nas nie.

Innych.

Mnie też się tak wydaje.

To taka samoobrona przed brudami świata, która ma nam dać poczucie bezpieczeństwa.          

 

 

- Słuchaj, czytam kryminał*. Nie można się od niego oderwać. – mówię do męża.

- Nie opowiadaj. Wiesz, że nie lubię… – marudzi.

- Ale tylko kawałek, a potem zadam ci pytanie.

Po jego minie widzę, że daje mi góra trzy minuty.

Streszczam to, co najważniejsze.

- Zabiłbyś mnie?

- Nieraz…

- Eeeee, jaja sobie robisz – mówię, patrząc na jego minę. – Nie chodzi mi o to, co człowiek  myśli w czasie kłótni. Takie sobie tylko gadanie… Myślę o zabiciu kogoś, żeby przetrwać.

- A ty nie masz czym się zajmować, tylko zadawać dziwne pytania? – broni się.

Już wiem, że mi nie odpowie, bo to bardzo trudne pytanie, więc zadam je wam:

 

Ty zabijesz jego, czy on ciebie?

A może oboje umrzecie z powodu pragnienia i głodu?

 

k2

 

 

* kryminał nosi tytuł „Ene, due, śmierć”

57 komentarzy

  1. ~Ewa · 29 stycznia 2017 Odpowiedz

    Gdybyśmy uwierzyli w to darowanie życia, pewnie byśmy losowali. Jeśli dalsze życie miałoby sens. A jeśli byłaby szansa na zemstę, przy życiu zostałoby to z nas, które miałoby większą szansę tej zemsty dokonać.

    • ariadna2 · 30 stycznia 2017 Odpowiedz

      Zemsta…
      Załóżmy, że faktycznie znalazłaś się na dnie basenu z partnerem, a nie przełożonym ;)
      Zabijasz kogoś kochanego. Bo musisz, żeby przeżyć. I ewentualnie się zemścić.
      Kwestia tego, czy po takich przeżyciach ma się na to siłę…
      Przeczytaj książkę. Myślę, że trafnie oddaje to, co mogłoby być potem.

  2. ~jotka · 30 stycznia 2017 Odpowiedz

    No, kochana takie pytania ?
    To powiem, że miałam kiedyś taki sen: jest wojna, stoimy w szeregu przed hitlerowcem, razem ze mną mama i brat. Oprawca odlicza, kto ma zginąć, pada na mnie i daje mi wybór – mogę ocalić życie w zamian za życie mamy lub brata. Zapamiętam ten sen do końca życia i na szczęście obudziłam się w odpowiednim momencie.
    Nigdy sie nie zna odpowiedzi, gdy nie było sie w takiej sytuacji, cała reszta to tylko TEORIA. Jednak wolałabym chyba, abyśmy zostawili broń i pomyśleli wspólnie nad rozwiązaniem, zawsze jest jakieś wyjście z sytuacji…mój mąż jest wysoki, mógłby mnie podsadzić, ja potem pomogłabym mu wyjść itd.

    • ~ariadna · 30 stycznia 2017 Odpowiedz

      Jotko, w życiu nie jest tak prosto.
      I widzę Wam, jak i mnie, trudno było odpowiedzieć na to pytanie.
      Książka jest właśnie o trudnych wyborach, gdy para zostaje zamknięta, przełożony z podwładnym, dwie prostytutki, matka z córką.
      Doprowadzeni przez ekstremalną sytuację – głód, pragnienie i wycieńczenie, są na skraju wyczerpania psychicznego. To wtedy jesteś w stanie zjeść robaki, które tworzą się w ranie czy nawet… kawałek swojego ramienia.
      Wtedy po prostu się wariuje.
      Rozwikłam tę sytuację i powiem tylko, że wysoki mąż nie pomoże – basen jest głęboki na 4 metry.
      Wyobrażasz sobie?
      Ja potrafiłam. Ale co dalej? Jak przeżyć i czy w ogóle jest sens przeżyć, jeśli w głowie może się pomieszać później, od tego, co się zrobiło, żeby wyjść…
      Wiedziałam, że bardzo trudno Wam będzie sobie wyobrazić sytuację, gdy jedno musi zabić drugie, by ratować siebie. Jest jeszcze inna alternatywa – poświęcić siebie czyli strzelić do siebie.
      Zapewne nikt nie znajdzie się nigdy w takiej sytuacji, ale….spróbujesz jeszcze raz pomyśleć, co by było gdyby…?

  3. mlodakk · 30 stycznia 2017 Odpowiedz

    O matko! Ale wstrętna historia , a zapowiadał się tak ładnie, atu nagle bum. Ja zdecydowanie bym ta broń zostawiła i starała się znaleźć rozwiązanie z sytuacji , zabić w żyicu

  4. ~paczucha · 30 stycznia 2017 Odpowiedz

    Odpowiem całkiem poważnie – Nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie własnych reakcji w ekstremalnych sytuacjach.

  5. ~linka · 30 stycznia 2017 Odpowiedz

    Jest całkiem dobry film (jak na horror oczywiście) poruszający dokładnie te samą tematykę, o której wspomniałaś. Grupka znajomych, odludzie i terroryzujący ich psychol, który zmusza ich do takiego właśnie wyboru (motyw działania psychola bardzo intrygujący jak się później okaże). Tytuł „Teoria zabijania”.
    A jeśli chodzi o moje zdanie to zgadzam się z Paczuchą, tak naprawdę nie wiemy co zrobilibyśmy przyparciu do muru, bo mówić jest łatwo o człowieczeństwie i moralności. Niestety większość eksperymentów społecznych przeprowadzanych w XX wieku potwierdza tezę, że każdy ma w sobie skurwysyna.

    • ariadna2 · 30 stycznia 2017 Odpowiedz

      …a mały skurwysynek ma różne oblicza.
      Czasem nawet w pracy się ujawnia, prawda?
      A nie jest to sytuacja ekstremalna, tylko chęć przypodobania się, zapunktowania u przełożonego. Co dopiero przyparcie do muru, gdzie trzeba wybrać – żyć, czy umrzeć….

  6. ~ariadna · 30 stycznia 2017 Odpowiedz

    Wiem. W każdym razie ja byłam zaskoczona drogami, jakimi poprowadził myślenie bohaterów autor. Wybory nie zawsze są tymi, których byśmy się spodziewali…

    Udanego wieczoru, Paczucho :)

  7. ~Znajoma · 30 stycznia 2017 Odpowiedz

    Nawet nie chcę myśleć, wyobrażać sobie co by było gdyby….

  8. ariadna2 · 30 stycznia 2017 Odpowiedz

    Ja też wolę tego nie robić.
    Niemniej czytanie rzeczy, które pobudzają wyobraźnię, tak właśnie zaczynają działać. Zresztą po to są napisane w taki sposób, żeby przyciągać, szokować i zmuszać do myślenia.

    Miłego wieczoru, Znajoma :)

  9. ~Pojedyncza · 30 stycznia 2017 Odpowiedz

    Jedno może podsadzić drugiego, by mogło się wydrapać z basenu albo można spróbować zrobić sznur z ubrań i go zarzucić na brzeg… takie rzeczy w tej chwili przychodzą mi do głowy. A gdyby pistolet był absolutnie jedyną opcją? Nie wiem. To nie są decyzje, które można przekalkulować na chłodno…

    • ariadna2 · 30 stycznia 2017 Odpowiedz

      Basen ma 4 metry głębokości. Nie pomoże podsadzanie.
      W każdej z sytuacji, w której znaleźli się bohaterowie okazywało się, że nie ma wyjścia. Uwięzieni poddawali się. W różny sposób.
      Czy byli w stanie zabić? Przeczytaj ;)

  10. ~Iwona · 30 stycznia 2017 Odpowiedz

    Z ciekawością czytałam wszystkie komentarze. Samej wydawało mi się początkowo, że po prostu razem byśmy umarli. Ale po waszej dyskusji już naprawdę nie wiem. Faktem jest, że w sytuacji zagrożenia człowiek jest w stanie zrobić wszystko dla siebie lub kogoś bliskiego, np. dziecka. Zresztą dla dziecka chyba bym tez zabiła. Siebie – na pewno (tylko „na pewno” łatwo napisać teraz, w ciepłym, bezpiecznym domu). Pozdrawiam Ariadno

  11. ~ariadna · 30 stycznia 2017 Odpowiedz

    Dlatego sięgnij po książkę „Ene, due, śmierć”. Zobaczysz, jak z tym wszystkim poradzili sobie bohaterowie.
    Nie były to łatwe wybory….

  12. ~Frau Be · 31 stycznia 2017 Odpowiedz

    Można jeszcze sięgnąć po tę jedyną kulkę i zabić siebie.

  13. Stokrotka · 31 stycznia 2017 Odpowiedz

    Dlatego nie czytam kryminałów.
    Ze strachu.
    :-)

    • ~ariadna · 31 stycznia 2017 Odpowiedz

      A ja ostatnio krążę między morderstwami i kruczkami prawniczymi ;)
      Horrorów się boję. A właściwie po ich przeczytaniu się boję ;)

  14. ~Natalia · 31 stycznia 2017 Odpowiedz

    Wszystko zależy od relacji, jakie łączyłyby mnie z mężem. Gdybym i tak miała go dosyć, gdyby wcześniej czymś mi podpadł… nie wiem, czy zdobyłabym się na taki krok, ale miałabym szansę na wyżycie się, np. za lata męki z nim :)) Natomiast gdy w grę wchodzą uczucia, wolałabym umrzeć z głodu i wyziębienia. Śmierć nie jest najgorszym wyjściem, nie boję się śmierci. Bałabym się wyrzutów sumienia, gdybym faktycznie przeżyła, bo i to nie jest pewne, w przypadku, gdy morderca, socjopata daje ci (niby) wybór. Najlepiej nie korzystać z napojów podawanych przez obcych ludzi ;)
    Serdeczności Ariadno:)

  15. ~hegemon · 31 stycznia 2017 Odpowiedz

    Fakt, człowiek naprawdę nie wie, jak zachowa się w sytuacjach ekstremalnych. Pokazały to doświadczenia II wojny. Moim zdaniem sytuacja z książki trochę wydumana. Dlatego zawsze byłem zwolennikiem kryminałów w stylu Agata Christi, tam zbrodnia dzieje się w normalnym domu, wśród normalnych ludzi, tak jak to ma miejsce w 95% wszystkich zabójstw. I wtedy jestem w stanie wczuć się w emocje, bo nie mam pojęcia czy mojego sąsiada nie popchnie do przestępstwa na pozór trywialna sytuacja…

    • ~ariadna · 31 stycznia 2017 Odpowiedz

      Sytuacja z książki trochę zmodyfikowana – to ja próbowałam wyobrazić sobie, że małżeństwo kłóci się po drodze z powodu awarii samochodu, boczy się na siebie i co z tego wynikło.
      Właściwie to też chodziło mi o to, czy po kłótni szybciej można by podjąć decyzję o zabiciu, czy nie ma to żadnego znaczenia, jeśli naprawdę się kocha…

      Dość sceptycznie podszedłeś do tematu, a prawda jest taka, że wszystko zdarzyć się może.
      Wystarczy załączyć TV, a słyszy się takie rzeczy, że włosy stają dęba. Nie ukrywam, że więcej jest przemocy domowej. Fakt. Jednak…
      W domowych pieleszach, wśród normalnych ludzi, nie powinno dojść do żadnych dziwnych czynów…chyba, że ktoś ukrywa swoje prawdziwe oblicze np. raptowność. Spokojnego, pewnego swojej wartości człowieka, nie wyprowadzisz z równowagi. Jeśli czyjeś życie było trudne, dzieciństwo niespokojne, bez poczucia bezpieczeństwa, rodzice chimeryczni, nie dający oparcia, wtedy wszystko może się zdarzyć. Iluż znamy ludzi, którzy na pozór łagodni, w stresie wariują; na pozór weseli, a gdy nie po ich myśli, krzyczą tak, że słychać ich daleko, daleko…

      Miłego wieczoru, Hegemonie :)

  16. ~Iwona Zmyśłona · 31 stycznia 2017 Odpowiedz

    Nie lubię literatury kryminalnej ani psychologicznej. W realnym życiu mamy wystarczająco dużo sytuacji, w których musimy podejmować wybory. Jednak ponieważ opisałaś sytuację hipotetyczną, to ja wystrzeliłabym , aby „oprawca” sądził, że jedno z nas zginęło. Jeżeli dotrzymałby słowa i przyszedł ocalałego uwolnić, to próbowałabym go wciągnąć do tego basenu, by poczuł na własnej skórze to, co nam zafundował.

    • ariadna2 · 31 stycznia 2017 Odpowiedz

      Iwonko, to jest jakaś myśl – po prostu sfingować wystrzał ;)
      W książce zapewne okazałoby się, że wszystko jest w kamerze….tak, żeby za prosto nie było, a uprowadzeni nie oszukiwali ;)

      Moja natura się zmienia, przynajmniej w kontekście tego, co czytam.
      Rzadko sięgałam po sensacyjne, ale teraz coraz częściej.
      Zapewne minie mi za jakiś czas ;)

  17. ~Dorota dermiblog · 31 stycznia 2017 Odpowiedz

    na takie pytania nie ma odpowiedzi…tak jak na pytanie, by wybrać jedno dziecko. dlatego nie odpowiem.

    • ~ariadna · 31 stycznia 2017 Odpowiedz

      Ludzie jednak dokonują w życiu kontrowersyjnych wyborów, choć nie chodzi tu o życie lub śmierć.
      Rozwód. Tragedia dla dzieci. Rodzice dzielą się parą – po jednym na łebka. To tyle a propos wyboru dziecka… Dzieci żyją, ale rozdzielone. Myślę, że kłótnia rodziców i tego, kto zawinił, nic dzieci nie obchodzi – one chciałyby być razem.
      To także wybór. I może wpływać na późniejsze życie dzieci.

  18. consek · 31 stycznia 2017 Odpowiedz

    Pewnie bym wierzyła, że ktoś nas uratuje… bo póki życia, póty nadziei :)

  19. ~ariadna · 31 stycznia 2017 Odpowiedz

    Nie było to takie proste – desperat, który robił „numery” parom, wybierał miejsca odosobnione, nieużywane, przeznaczone do rozbiórki.
    Jak długo można żyć bez jedzenia i picia?
    Tydzień, dwa?

  20. ~Maria · 31 stycznia 2017 Odpowiedz

    Teoretyczne myślenie chyba nijak sie ma do tej prawdziwej sytuacji i trudno przewidzieć jak byśmy się zachowali, ale z zasadzie po co… Czy jest sens przyciągać myślami, wyobraźnią takie okropne sytuacje i dokonywać takich wyborów… Tego typu filmy – nie dla mnie.

  21. ~Agnieszka · 1 lutego 2017 Odpowiedz

    Wiesz, nie ma pewności, że ten psychol co uwięził w tym basenie, naprawdę mnie wypuści, jeżeli zrobię użytek z pistoletu. Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym bardziej nie wiem! ;)

    • ~ariadna · 1 lutego 2017 Odpowiedz

      Psychol pozostanie psycholem – nie wiadomo, co mu strzeli do łba, skoro był w stanie zamknąć dwoje ludzi, zmuszając ich do zabicia jednego z uwięzionych.
      Racja. Nie zmienia to faktu, że wygłodzony, spragniony człowiek myśli innymi kategoriami i nie zawsze racjonalnie – mózg też potrzebuje jedzenia i picia. Dlatego bez „pożywki”…wariujemy…

  22. ~gordyjka · 1 lutego 2017 Odpowiedz

    Podobno w każdym z nas drzemie morderca, więc problem jest tylko jeden…Jak głęboko śpi ??
    Życie czasem szykuje nam scenariusze jeszcze bardziej kontrowersyjne, a na podjęcie decyzji mamy kilka sekund…
    A potem te sekundy rozpamiętujemy przez wiele lat…

  23. ~szarabajka · 1 lutego 2017 Odpowiedz

    Nie, z pewnością nie zabiłabym, nawet exa :) Po pierwsze dlatego, że nie wierzę obietnicom psychopaty, a po drugie…potem też trzeba jakoś żyć.

  24. ~ariadna · 1 lutego 2017 Odpowiedz

    Ja nie zabiłabym nikogo, nawet gdyby zalazł mi za skórę.
    Jednak teraz tak myślę, gdy siedzę sobie w spokoju, popijając pyszną kawę i zajadając sernik.
    Gdyby to wszystko mi zabrano, w dodatku dorzucając czynnik stresogenny…kto wie?
    Może zabiłabym siebie?
    Żeby zabić siebie, trzeba być całkowitym desperatem, albo tak mocno kochać osobę, z którą zostało się zamkniętą, żeby poświęcić własne życie dla ukochanej/ukochanego.

    • ~szarabajka · 3 lutego 2017 Odpowiedz

      Komentowałam konkretną sytuację, ale zabić tak w ogóle…to tak, dopuszczam taką ewentualność. Na przykład, gdyby ktoś zagrażał moim dzieciom. Ale w afekcie, nie kalkulując na zimno.

      • ariadna2 · 5 lutego 2017 Odpowiedz

        Na takie morderstwo stać by było zapewne większość ludzi.
        Choć w tym przypadku mówi się przecież o przekroczeniu granicy obrony koniecznej…

  25. ~Anna · 1 lutego 2017 Odpowiedz

    Nie mieszam literatury z .zyciem.

  26. ~A. · 2 lutego 2017 Odpowiedz

    Człowiek wie tyle o sobie ile sprawdziło go życie…

  27. ~ariadna · 2 lutego 2017 Odpowiedz

    Lepiej, żeby to życie nie doświadczało zbyt srogo…

  28. ~weronika · 3 lutego 2017 Odpowiedz

    szczerze? myślę, ze mój mąż gdybym usnęła zabiłby się sam.. właśnie tym pistoletem. Doskonale wiedziałby, że ja go nie zabiję, a sama panicznie boję się śmierci… Zresztą znamy się tak dobrze… wiem, że by tak zrobił… on jest moim bohaterem.

  29. ~Królowa Karo · 4 lutego 2017 Odpowiedz

    Ja wierzę w synergię. W to, że razem łatwiej przetrwać, niż pojedynczo. Kulka dla porywacza :)

  30. ~elżbieta · 4 lutego 2017 Odpowiedz

    W Twój tekst Ariadno, niewątpliwie, idealnie wpisałaby się teoria barokowego filozofa Thomasa Hobbesa. To on wysunął tezę, że człowieka różni od zwierząt, miedzy innymi to, że posiada wolną wolę. Zwierzętami zaś kieruje wyłącznie instynkt i natura. Wola człowieka podlega w części konieczności, która z kolei determinuje niektóre wybory.
    Właśnie taką sytuację opisałaś. Zabijesz albo zabiją ciebie. Masz wybór, ale czy chcesz nosić piętno mordercy do końca życia? Czy dasz sobie z tym radę w dalszym życiu? Wyrzuty sumienia, w jaki sposób wpłyną na resztę Twojego życia? Czy nie będziesz się zastanawiać nad tym, że być może mniejszym cierpieniem będzie śmierć?
    W czasie studiów na filozofii profesor prowadzący zajęcia na temat wolnej woli zadał nam do rozważenia następującą sytuację:
    W tunelu pracują dwie grupy ludzi. W jednej 60 osób zupełnie obcych dla Ciebie. W drugiej tylko 6 ludzi, ale to członkowie twojej najbliższej rodziny (rodzice, rodzeństwo, dzieci). Ty stoisz przy zwrotnicy i masz możliwość pokierowania drogą pociągu. Musisz wybrać, bo inaczej to ty zginiesz. Na który tor skierujesz pociąg? Tam gdzie pracują twoi bliscy, czy na inny gdzie zginie 10 razy więcej ludzi ale obcych dla ciebie? Podobnie trudny wybór jak w Twoim Ariadno pytaniu. Jakkolwiek postąpimy zawsze spowodujemy śmierć. Chyba, że wybierzemy własną?
    Pozdrawiam serdecznie Ariadno:)

  31. ariadna2 · 5 lutego 2017 Odpowiedz

    Nie wiem, jak wybrało większość studentów, ale… wydaje mi się, że większość skieruje jednak na grupę, gdzie jest 60 osób, ale zupełnie nam nieznanych.
    W czasie wyborów często kierujemy się emocjami…

    Jednak coś innego mnie ucieszyło, a mianowicie to, że podałaś inny przykład. Oznacza to, że „wirtualne” sprawdzanie ludzi i dokonywanie fikcyjnych wyborów, ma sens. I choć ja posłużyłam się przykładem ściągniętym z literatury, a wykładowca sfingowaną sytuacją, wszystko miało doprowadzić ludzi do refleksji – na jakiej podstawie dokonujemy wyborów, co w życiu jest dla nas najważniejsze, na co nas stać i czego się boimy?
    Trzeba sporo wyobraźni, żeby móc sobie wyobrazić sytuacje, od których odżegnujemy się w codziennym życiu myśląc, że NAS w życiu nie może spotkać nic złego….

    Miłego dnia, Elu :)

  32. Elżbieta · 5 lutego 2017 Odpowiedz

    Wróćmy Ariadno do czasów II wojny światowej. Ludzie, w niemieckich obozach koncentracyjnych, dokonywali różnych wyborów, w obliczu śmierci. Jedni, by przeżyć pomagali katom, oprawcom i mieli się lepiej od reszty. Inni woleli umrzeć, poddawali się biernie losowi. Instynkt samozachowawczy czasem bierze górę nad człowieczeństwem. Nie odważyłabym się nikogo oceniać ani potępiać, bo tak naprawdę nie wiem jak sama zachowałabym się w obliczu śmierci. Nikt z nas nie wie. Ile bylibyśmy w stanie znieść, głodu, cierpienia?
    Pozdrawiam serdecznie Ariadno:)

  33. ~ariadna · 6 lutego 2017 Odpowiedz

    Elu myślę, że bardzo dobrze podsumowałaś temat.
    Już nic więcej nie potrzeba dodawać…

    Serdeczności ślę :)

Zostaw odpowiedź