Mój pierwszy raz

Mój pierwszy raz

 

 

a1

Warszawa – Modlin

 

b1

Świat z lotu ptaka – zaśnieżona Polska

 

c

Gdzieś nad Europą…

 

d

Można do woli zachwycać się widokami za oknem

 

d1

Góry, (nie)nasze góry

 

e

Obniżamy loty – pod nami Portugalia

 

f

Wiosna, wiosna, wiosna ach to ty…

 

g

Zielono mi ;-)

 

 

No to lądujemy….

 

*                        *                       *

 

Zapewne wiele osób wzruszy ramionami – „ale wymyśliła, też mi coś… lot samolotem…”.

Jednak spora grupa Polaków nigdy nie leciała samolotem (według danych statystycznych w ciągu ostatniego półrocza tylko co trzeci Polak korzystał z usług lotniczych). Powody są różne: brak finansów, strach, nie było okazji itp.

W zasadzie poruszamy się przede wszystkim za pomocą samochodów. Nawet kolej powoli odchodzi w niepamięć, a  częstotliwość odjazdów autobusów zaczyna przypominać wymieranie dinozaurów.

W większych miastach ludzi wożą tramwaje (u mnie ich nie uświadczy).

Dalekie podróże odbywamy korzystając z autokarów (zorganizowane wycieczki, wczasy), własnych samochodów (spora uciążliwość, jeśli kierowca jest jeden) oraz samolotów (najkrócej, choć chyba nie najwygodniej).

Spora grupa podróżujących woli przejazd do miejsca docelowego autobusem, niż samolotem, choćby podróż miała trwać i dwa dni.  Ich wybór spowodowany jest strachem o własne życie.

Czy słusznie? Według Newsweeka prawdopodobieństwo śmierci w katastrofie lotniczej jest dużo mniejsze, niż w przypadku podróżowania samochodem lub jeżdżenia na rowerze.

 

Osobiście miałam obawy związane z lotem samolotem. Tak, tak, to ja żegnałam się znakiem krzyża, gdy startowaliśmy. Widzieliście mnie? ;-)

 

Jestem ciekawa Waszych przeżyć z pierwszego lotu samolotem.

Jeśli jeszcze nie lecieliście, czy macie na to ochotę?

Opowiecie o tym? :-P

 

69 komentarzy

  1. ~Anna · 20 lutego 2017 Odpowiedz

    Uśmiechnęłam się… bo chociaż dużo latam, to zdaję sobie sprawę, że pierwszy lot to spore przeżycie. Ja lubię latać samolotem, lubię nawet długie trasy ( najdłuższy lot , jaki zaliczyłam, to 12 godzin), i właściwie nie chcę już na wakacje inaczej – a już na pewno nie autokarem, bo to dla mnie koszmar. Samolot jest wygodny, szybki, bezpieczny. Na krótkich lotach, typu Katowice – Warszawa, to człowiek nawet nie za bardzo zdąży z kawą i wafelkiem, na długich rozmyślanie nad tym, co zaraz przyniosą do jedzenia, albo jaki film obejrzeć, umila czas. No i tu wineczko, tu cola, to jakiś baileys….I te cudowne widoki z góry… chociaż pięknie wygląda na przykład morze z wyspami, albo Dubaj nocą – to jako najpiękniejszy widok z lotu ptaka wspominam Mazury. Przy pięknej pogodzie miałam pod sobą piękną, plastyczną i kolorową i żywą mapę Wielkich Jezior.
    A pierwszy lot? Wcale nie krótki mi się trafił, leciałam wtedy 4 godziny, niestety tanią linią – niestety, bo samolot był załadowany do ostatniego miejsca mnóstwem dzieci, w tym niemowlaków, a rzędów upchnięte do maksimum. Było ciasno, głośno, dzieci płakały ( takie ich prawo, rozumiem to, ale hałas jest), kawę dali tylko raz.
    A najmilszy lot? Chyba wcale nie osławionymi liniami Emirates, tylko holenderskimi KLM. Jakoś tak bardziej mi pasowało. Natomiast panicznie latać boi się moj brat – z konieczności wsiada w samolot, ale jest zielony i stara się jakoś znieczulić w trakcie…

    • ~ariadna · 22 lutego 2017 Odpowiedz

      Ja się nie znieczulałam. Nawet zielona nie byłam, choć faktycznie…w brzuchu tak zaświdrowało, że pomyślałam, iż…”pawia puszczę”.
      Ale to tylko przez kilka pierwszych sekund wznoszenia się „pojazdu” ;)
      W drodze powrotnej, jako, że wiedziałam, jak to będzie, nie czułam już takich niespodzianek.
      Człowiek zawsze się boi tego, czego nie zna.
      Potem już z górki….
      Mój pierwszy lot trwał ponad 4 godziny. W zasadzie mi się nudziło, pomijając fakt, że musiałam napstrykać zdjęć. Książki niestety nie udało mi się upchać w bagażu, więc w porywach…nudą wiało ;) W sumie dłużyły mi się te 4 godziny.

  2. ~Jaga · 20 lutego 2017 Odpowiedz

    Nie przepadam za lataniem ale jakoś się przełamuję bo musiała bym siedzieć na tyłku :)A za kilkanaście dni lecę do Rzymu :)

  3. ~dobrycoach · 20 lutego 2017 Odpowiedz

    Witaj
    Zachwyciłaś mnie zdjęciami, aż chce się wyruszyć z Warszawy. Lubię latać i nie boję się katastrofy, co ma być to będzie. Lubię atmosferę w samolocie, miła obsługa, dobre jedzenie, piękne widoki, czego chcieć więcej…. pozdrawiam ciepło

    • ~ariadna · 22 lutego 2017 Odpowiedz

      W samolocie najbardziej nie podoba mi się straszna ciasnota ;)
      I wolny upływ czasu. W drodze powrotnej czas mijał mi dużo szybciej, a wynikało to z prostej przyczyny – zrobił się wieczór, egipskie ciemności, nie było czego oglądać ;)

  4. ~jotka · 20 lutego 2017 Odpowiedz

    Ja nie leciałam, więc dla mnie to nie byle co ;-)

  5. ~Iwona · 20 lutego 2017 Odpowiedz

    Ja bardzo lubię latać. Wiele lat temu moja pierwsza, że się wyrażę „destynacja”, to był Wiedeń. A kilka dni temu wróciłam ze Szwajcarii. Na pewno jednak nie wybrałabym się w długą podróż bo jednak siedzenie tyle godzin dla wysokiej osoby jak ja to nie jest fajne. A dla męża tym bardziej. Często się śmieję, że lubię latać bo z domu się Ptak nazywałam :) Miłych wakacji Ariadno, kilka lat temu byłam w Porto – cudowne miasto.

  6. ~Frau Be · 20 lutego 2017 Odpowiedz

    Dawno temu pisałam na swoim blogu o lataniu. Jestem córką pilota i w genach mam zamiłowanie do latania. Kocham, kocham, kocham! Nie pamiętam swojego pierwszego razu, to było dawno…

    • ~ariadna · 22 lutego 2017 Odpowiedz

      O rany, córko pilota, ależ Ci zazdroszczę!
      Pewnie nieraz tata zabierał córcię w niebieskie przestworza ;)

      • ~Frau Be · 23 lutego 2017 Odpowiedz

        Ano właśnie, że nie. Tato był pilotem sportowym, robił akrobacje lotnicze, skakał ze spadochronem. Pasażerów, zwłaszcza dzieci, się nie zabiera :)

        • ~ariadna · 23 lutego 2017 Odpowiedz

          Myślałam, że latał pasażerskimi.
          Tym bardziej sobie wyobrażam, jak się o niego baliście…

          • ~Frau Be · 24 lutego 2017

            Mama się bała. I w końcu kazała mu przestać. wujek, brat taty też latał. Wykonał jeden bardzo niebezpieczny skok ze spadochronem, przez który byłby zginął i dostał taki opierdziel na dole, że trudno sobie wyobrazić. A tato wylądował raz na bagnach w środku lasu :) Niestety, ich kolega zginął, lecąc na zawody, w których miał uczestniczyć też mój wujek. Dzisiaj tylko mój brat mieszka koło lotniska :)

  7. ~Cracker · 20 lutego 2017 Odpowiedz

    W ubiegłym roku dane mi było lecieć samolotem. Moment lądowania i startu to dla mnie przyjemność pomieszana z euforią (to nie ironia!) ze względu na empiryczne doznania. Sam lot nie wzbudza we mnie aż takiej radości ze względu na ciągłe siedzenie (5h to było dla mnie za dużo), ale za to widoki z samolotu są przednie :) Można się nieźle ubawić podczas odgadywania, gdzie akurat się znajdujemy w świecie :)

    • ~ariadna · 22 lutego 2017 Odpowiedz

      Mnie się najbardziej podoba start i to wznoszenie się w górę :)
      Sam lot jest bardzo spokojny, pomimo turbulencji, w które wpada zapewne każdy samolot. A oklaski na koniec lotu….mnie wtedy coś ściska w gardle.

  8. ~hegemon · 20 lutego 2017 Odpowiedz

    Latanie ma swoje plusy, ale… Po pierwsze paranoja bezpieczeństwa na lotniskach bardzo zniechęca do latania. Po drugie ciasnota w samolotach – przeważnie na nogi jest tyle miejsca co nic i po dwóch godzinach cierpnie mi wszystko. Więc latam tylko blisko (do 3 godzin), za Atlantyk, ani do Japonii pewnie nigdy nie polecę…

    • ~Frau Be · 21 lutego 2017 Odpowiedz

      Najlepiej jest siedzieć przy wyjściu awaryjnym, tam jest dużo miejsca na nogi :)

    • ~ariadna · 22 lutego 2017 Odpowiedz

      Oj tam, oj tam…ja bym zdzierżyła nawet dłuższy lot, ale musiałabym mieć jakąś fajną książkę ;)
      Nie wiesz, dlaczego czas w niebie tak wolno płynie? ;)
      Faktycznie, zgadzam się, że na lotnisku panuje jakieś…wariatkowo – wszystko szybko, szybko, na zwariowanych papierach. Cóż….szybszy czas przebycia dystansu z pomocą samolotu niweluje wszelkie niedogodności ;)

      • ~ariadna · 22 lutego 2017 Odpowiedz

        Poza tym profesjonalistka w lataniu dobrze Ci poradzi :)
        Frau Be, a można sobie zażyczyć takie miejsce?

      • ~Frau Be · 23 lutego 2017 Odpowiedz

        Można spróbować sobie zażyczyć w czasie odprawy, kiedy dostajesz przydział miejsca. Ale to chyba zależy od tego, kto odprawia i czy te miejsca nie są już zajęte.

        • ~ariadna · 23 lutego 2017 Odpowiedz

          W przypadku naszego lotu, samolot był wyładowany do ostatniego miejsca – życzeń na pewno by nie zaakceptowali ;)

          • ~Frau Be · 24 lutego 2017

            To chyba nie jest kwestia załadowania. Wiem, że jak lecieliśmy do Izraela, to z jakichś przyczyn rozdzielano wszystkie pary – rodziców i dzieci, małżonków, przyjaciółki itp. i mieszano pasażerów. A lecąc do i z Maroka we czwórkę, mówiliśmy, jak chcemy siedzieć i tak dostaliśmy.

  9. ~A. · 21 lutego 2017 Odpowiedz

    Jeszcze nie leciałam samolotem, ale mam nadzieję, że w przyszłości będzie mi dane obejrzeć świat z poziomu chmur;-))

    • ~ariadna · 22 lutego 2017 Odpowiedz

      I tego Ci życzę :)
      Nigdy nie rozumiałam, dlaczego mojego męża tak ciągnie w niebo?
      Kiedyś skakał na spadochronie. Myślę, że to dużo mocniejsze doznania, niż sam lot ;)

  10. ~linka · 21 lutego 2017 Odpowiedz

    Piękne zdjęcia. Również nie latałam jeszcze i w sumie nie wiem czy się odważę. U mnie to też się wiąże z kwestią zdrowotną, moja pulmo krzywo na to patrzy, choć pytałam o skoki spadochronowe akurat :D

    • ~ariadna · 22 lutego 2017 Odpowiedz

      Eeeeeeeeeee, bo jak Ty od razu z grubej wyskakujesz….
      Trzeba było poruszyć tylko sprawę lotu samolotem ;)

  11. ~Blondynka · 21 lutego 2017 Odpowiedz

    zaśnieżona Polska wygląda super z tej perspektywy. :)
    jeszcze nie miałam okazji lecieć, ale planujemy w przyszłym roku, bo ten będzie za bardzo zakręcony żeby pozwolić sobie na dalekie wyjazdy. :)

  12. ~Agnieszka · 21 lutego 2017 Odpowiedz

    Wiesz, latanie staje się przyjemniejsze, gdy pogodzisz się z faktem, że jak już wsiadłaś i zapięłaś pasy, to nic więcej nie możesz zrobić. Wszystko w rękach pilota;)
    Pierwszy w życiu lot umilał mi mój przyszły/obecny mąż – który raczył mnie historyjkami o katastrofach lotniczych…także tego.
    A z kubkiem kawy w dłoni nawet lot mi nie straszny;)
    pozdrawiam serdecznie!

    • ~ariadna · 22 lutego 2017 Odpowiedz

      Hi hi hi, ależ ten Twój mąż ma wyczucie ;)
      Strasznie drogi ten kubek kawy. Wszystko w samolocie jest mega drogie.
      Czy tylko ja miałam takie odczucia? ;)

  13. ~mlodakk · 22 lutego 2017 Odpowiedz

    Ja nigdy nie leciałam samolotem i wątpię czy bym się odważyła kiepsko czuje się w powietrzu,jak nie mam gruntu pod nogami to kiepsko

  14. ~Maria · 22 lutego 2017 Odpowiedz

    Latam i nawet lubię, ale pamiętam mój pierwszy lot i towarzyszący temu wydarzeniu stres. Zwłaszcza, że było to tydzień po dramatycznym zajściu z Polakiem w Toronto. We wszystkich wiadomościach dodawali, że Polak leciał pierwszy raz i nie znał j. angielskiego. W moim przypadku było tak samo i za kilka dni miałam lot. Nauczyłam się na pamięć kilku zdań w razie czego;) Bałam się lotu, ale u góry okazało się całkiem fajnie, były piękne widoki, a ja poczułam tę niebieską przestrzeń w sobie – taką wolność;)

  15. ~gordyjka · 22 lutego 2017 Odpowiedz

    To ja się przyznam, że wolę podróżować samochodem…Co dwie godzinki postój…;o) Można lekko zboczyć z trasy…;o) I przygód można sobie więcej skombinować…;o) Już takie przyziemne ze mnie stworzenie…;o)

  16. szarabajka · 22 lutego 2017 Odpowiedz

    Pierwszy raz leciałam radzieckim Jakiem, co robił takie wrażenie, jakby się miał zaraz rozlecieć, ale miałam wtedy niewiele lat i byłam ufna. Byłam wtedy na wakacjach w Jałcie na Krymie. Jak to dzisiaj dziwnie brzmi…:( Jak wszystko się zmieniło.

  17. ~Ultra · 22 lutego 2017 Odpowiedz

    Samolotem tylko blisko albo z przerwą w podróży. Trzeba pamiętać, że to najbezpieczniejszy sposób podróżowania. I najszybszy.
    Serdeczności

    • ~ariadna · 22 lutego 2017 Odpowiedz

      A przerwa w podróży musi być po jakim czasie?
      I…nie lepiej tak lecieć i lecieć i dolecieć? ;)

  18. ~Dorota dermiblog · 23 lutego 2017 Odpowiedz

    oj tak pierwszy lot samolotem to niemale przezycie…:) ja lecialam pierwszy raz we wczesnej ciazy…:) 5 tydzien bodajze…i bardzo chcialo mi sie spac :)

  19. ~ariadna · 23 lutego 2017 Odpowiedz

    Z wrażenia w ogóle nie chciało mi się spać.
    Dopiero w drodze powrotnej, ale wtedy za oknem zrobiło się ciemno.
    Co tu obserwować? ;)

  20. ~Królowa Karo · 23 lutego 2017 Odpowiedz

    Ja jeszcze nie leciałam samolotem i pewnie byłoby to dla mnie ogromnym stresem.

  21. ~Vojtek · 24 lutego 2017 Odpowiedz

    Czekam :) Znajomi z Internetu mają 10% zniżki. Kontakt jest o tu: zelwa2017@wp.pl od 18 marca jestem tam na miejscu i służę wszelka pomocą.

    Ja samolotem latałem. Ale siedząc w samolocie mam lekki lęk, obawy ale nie strach. Zazwyczaj zagaduje współpasażera, żeby o tym lęku nie myśleć. Tak statystycznie samolot jest NAJBAZPIECZNIEJSZYM środkiem transportu. Tylko dlaczego jak autem, koleją dotrzemy do celu lub pociągiem to współpasażerowie sobie nie dziękują i się razem nie cieszą? W pociągu, aucie, autobusie ja nie myślę o katastrofie. W samolocie niestety tak :(
    A w Polsce kolej przezywa swój renesans i odzyskuje pasażerów. No i na kolei nie trzeba być obowiązkowo DWIE GODZINY przed odjazdem. I nie ma koniecznych wymiarów bagaży itp. Wsiadasz i jedziesz :) ja lubię podróże autobusami. Właśnie z Warszawy jechałem do Lizbony. Coś przepięknego!
    Pozdrowienia serdeczne na razie z Mazowsza.
    Vojtek

    • ~ariadna · 24 lutego 2017 Odpowiedz

      Musiałeś bardzo długo jechać do tej Lizbony ;)
      Mnie to zajęło ponad 4 godziny. Niebem ;)

      Pożyjemy, zobaczymy, czy ogarnę to, co szykuje się tego roku.
      Choć kusi mnie zobaczyć to, co tworzysz :)

  22. ~Helen · 24 lutego 2017 Odpowiedz

    Pierwszy lot… Kiedy to było? Chyba do Libii, kiedy syn miał 2 lata. Podbił do góry stolik wraz z zawartością, kubki z sokiem i kanapki pofrunęły w niebo.
    Nigdy się nie bałam, zawsze doceniałam zalety, choć czekanie na lotnisku, zwłaszcza bezskuteczne, potrafi doprowadzić do szału. Wrocław ma to w pakiecie. Ileż to razy wysiedziałam się w tamtej psiej budzie (przed laty), żeby w końcu wylądować na dworcu…
    Klimat taki.
    Mój mąż się bał. Inżynier, więc nie wierzy w takie urządzenia. Na każdą skałę wlezie, na wieżę Eiffla już niechętnie.
    Wyleczyłam go raz, kiedy czekaliśmy na odlot a on dygotał.
    Powiedziałam – Kochanie, jest jeszcze czas. Wyskocz teraz, wsiądź w samochód i już za 13 godzin widzimy się w Amsterdamie…
    Przeszło:))

  23. ~ariadna · 24 lutego 2017 Odpowiedz

    Hi hi hi….dobra metoda – najlepiej postraszyć tym, że podróż naziemna będzie trwać dużo dłużej ;)

  24. ~ariadna · 24 lutego 2017 Odpowiedz

    Frau Be, w naszym samolocie też był niezły miks, o co niektórzy z podróżujących mieli spore pretensje. A dlaczego tak nas wymieszano?
    Pojęcia nie mam.

  25. ~ariadna · 24 lutego 2017 Odpowiedz

    Z tego co widzę, cała Wasza rodzina (jej męska część) była „skażona” chęcią latania ;) Z jednej strony ciekawe i podziwiane hobby, z drugiej bardzo niebezpieczne zajęcie. Mój mąż też skakał, ale to było bardzo dawno temu, gdy mieliśmy po 20 lat, a ja nie zdawałam sobie sprawy, czym to się może skończyć. Młodość ma swoje prawa. W tym przypadku…beztroskę.
    Miłego dnia, Frau Be :)

  26. ~consek · 25 lutego 2017 Odpowiedz

    Jeszcze wszystko przede mną, ale zaręczam że również przeżegnam się przed lotem :)

  27. ariadna2 · 26 lutego 2017 Odpowiedz

    Przeżegnałam się mimowolnie.
    I spontanicznie.
    Gdzieś tam głęboko tkwi we mnie katolik….

  28. ~Magda · 26 lutego 2017 Odpowiedz

    Ja całe życie bałam się latać, od dziecka wiedziałam, że spadnę;-). W zeszłe wakacje dopiero poleciałam pierwszy raz. Lubię start, fajne uczucie :-). Gdyby tylko ktoś mi zagwarantował, że na pewno nie spadnę…;-) A i jeszcze jeden minus latania, to moja klaustrofobia, tak więc długie loty odpadają. No i mimo wszystko robię to na „znieczuleniu”. W przeciwnym razie zawał byłby wysoce prawdopodobny…Mnie nawet pendolino przeraża;-)
    Pozdrowionka :-)

  29. ~Iwona Zmyślona · 26 lutego 2017 Odpowiedz

    Raz w życiu leciałam samolotem wojskowym. Nigdy więcej nie chciałabym być zmuszona do lotu. Panicznie boję się latania, jeżdżenia samochodem czy autokarem. Dlatego też podróżowanie nie jest moją namiętnością. Podziwiam odwagę, czy zdecydujesz się kolejny raz? Trzymam kciuki za każdy następny.

  30. ~Teresa · 26 lutego 2017 Odpowiedz

    Nigdy nie leciałam, więc dla mnie też nie byle co. ;) .

  31. ~ariadna · 26 lutego 2017 Odpowiedz

    Iwonko widzę, że w ogóle nie lubisz podróżować.
    Czy bym się zdecydowała TO powtórzyć?
    Oczywiście! ;)

  32. ~Hurghada · 26 lutego 2017 Odpowiedz

    Ja pierwszy raz samolotem leciałam nie tak znowu dawno bo w 2008 roku.
    Nie dość,że była to moja pierwsze podróż samolotem ,to jeszcze pierwsza podróż za granicę Polski. I to do kraju arabskiego na dodatek – Egiptu.
    Do tej pory pamiętam wielkie emocje,które mi wtedy towarzyszyły.
    Od dziecka marzyłam by zobaczyć piramidy ,miałam na tym punkcie sporego hopla i przeczytałam sporo książek o odkryciach archeologicznych.
    No i zobaczyłam w końcu :)

    • ariadna2 · 27 lutego 2017 Odpowiedz

      To wszystko musiało być sporym przeżyciem – zobaczyć w końcu to, o czym się marzyło ;)
      Żebym ja spełniła swoje marzenie, musiałabym polecieć na…Księżyc…
      To raczej niemożliwe ;)

  33. ~Stokrotka · 27 lutego 2017 Odpowiedz

    Z racji swojej pracy wiele razy latałam samolotem. I to nawet na drugą półkulę.
    Ale pierwszy raz leciałam prywatnie do Sofii. Myślałam, że umrę ze strachu. Dopiero widok pięknej góry Witosza tuż koło Sofii spowodował że się trochę uspokoiłam. Kiedyś leciałam do Buenos Aires ponad dobę /to znaczy z międzylądowaniami i czekaniem na lotniskach/. Przelatując nad oceanem widziałam malusieńkie stateczki – to były oczywiście olbrzymie statki.
    Ostatnio leciałam parę lat temu z Łodzi do Edynburga i z powrotem właśnie Ryanairem.
    Każdego lotu panicznie się boję. Z tym, że teraz to przeżywam ten strach już dużo wcześniej, a jak wchodzę do samolotu to już mi wszystko jedno.
    Pozdrawiam Cię serdecznie

  34. ariadna2 · 27 lutego 2017 Odpowiedz

    A ja zazdroszczę Ci tych wszystkich wojaży podniebnych.
    Pomimo lekkich obaw, co do latania, mogłabym to często robić ;)
    Fajnie jest :)

    Wspaniałego wieczoru, Stokrotko :)

Zostaw odpowiedź