Dym o dym czyli „Kargul podejdź do płota”

Dym o dym czyli „Kargul podejdź do płota”

Stanął przy płocie:

- Kargul, podejdź no do płota, jako i ja podchodzę.

Pamiętacie tę zapowiedź gorącej rozmowy w „Samych swoich”, gdy garnki się tłukły, a koszule darły?

Śmieszne?

Dla widza tak.

W rzeczywistości nie.

 

 

Naprawdę stanął przy płocie.

Nasz sąsiad.

- Ej, czym palicie w piecu? – krzyknął do mojego męża, który właśnie sięgał po następny kawałek karczku z grilla.

- Niczym. – odparł ten, zgodnie z prawdą.

- Jak to niczym? To dlaczego taki dym leci….? – sąsiad był nieugięty. Przechylił się przez nasz płot i drążył temat.

Faktycznie, z komina leciał dym. Wcześniej załączył się sygnalizator obecności dymu w kotłowni.

- To się zgłosi! – rzucił natręt i powędrował do swojej rodziny.

Mój mąż się zagotował.

Przypominał gotujący się war z kaszą – kasza kipiała i kipiała, i końca nie było widać.

- Wlezie taki i mnie wk…ia! Człowiek przyjedzie na dwa dni, a ten tu zadymę robi!

Głos męża niósł się po okolicy.

No tak, skąd ja to znam….? Sama się wydzierałam w obronie godności mojej rodziny, gdy niesłusznie nas/mnie szkalowano.

Kiedy on tak się darł i darł, ja siedziałam spokojna, niczym bogini wykuta w kamieniu.

- Chodź, sprawdź czym palimy! – to mój mąż.

Do sąsiada.

Ten znów podszedł do płotu.

- Przepraszam, żona mi wyjaśniła – rzekł i odszedł.

Jednak w moim mężu dalej się gotowało:

- Przecież on wie, że my grzejemy podłogówką – nawijał do mnie.

- Widocznie nie wie…. – cóż miałam powiedzieć. – Węglem pali tylko twoja mama… – dodałam ni z gruszki, ni z pietruszki.

- Właśnie. Ona nigdy nie wrzuciłaby niczego do pieca. Ci, którzy palą plastikiem mają przepalone kominy i ciąg jak ta lala. A jej się kisi. Stąd ten dym.

Wiedziałam, że właśnie taka jest genealogia dymu w okolicy, gdy teściowa pali w piecu. Sąsiedzi myślą, że się zatrują i stąd ten dym o….dym.

A dym, jak gdyby nigdy nic, snuł się nieświadom wojny o niego.

Gdybym wiedziała, że moje słowa doleją oliwy do ognia…

- Wiesz, nas się czepiają, a po nocach ich pies ciągle szczeka – rzekłam.

Woda na młyn dla mojego męża…

- Czekaj, faktycznie! – i pognał w miejsce, które upodobał sobie sąsiad czyli róg naszego płotu.

- Sąsiad, chodź na chwilę!

Przy płocie pojawił się sąsiad.

- A wasz pies ciągle szczeka. I to po nocach. Mam to zgłosić do ANIMALS?

Przy płocie znalazła się sąsiadka.

- Wody nie miał – tłumaczyła – Rozgrzebuje mi ogród.

- Fajnie, kiedyś mówiła, że jeż chodzi. Dlatego szczeka. Mówiła tak jakieś trzy lata temu. Przez te lata albo jeże denerwowały psa, albo niefrasobliwie nie nalano mu wody. Co ona bredzi? – myślałam. – Poza tym nasz pies też grzebie w ziemi. Jak wariat. I wcale nie zamykam go na całe życie w kojcu. I jeszcze gości nie lubi. I jeszcze…

Mnóstwo by było tego JESZCZE.

Wszystko zależy od tego, jak mocno kocha się swoje zwierzę.

U sąsiadów prawda była taka, że zwierzę, dopóki malutkie, pozostawało w domu. Gdy dorosło, wyrzucono go do budy, ogrodzonej w sposób, który przypominał Alcatraz. Pies spędzał tam ostatnie kilka lat i nigdy nie widziałam, żeby biegał po podwórku. „Rasowiec” tęsknił za swoimi właścicielami, dlatego szczekał. Pewnej nocy, gdzieś około 3 nad ranem, nagrałam filmik z jego szczekaniem. Nic z tego nie wyniknęło, oprócz tego, że narobiłabym sobie wrogów, gdybym zainterweniowała. Postawa sąsiada, który nas zaatakował, otworzył mi oczy na fakt, że człowiek nie chce mu zaszkodzić, ale w odwrotną stronę to nie działa.

Gdyby tylko sąsiad miał rację…. Faktem jest, że swoją agresją, sam na siebie ukręcił bicz.

- Eeee, sąsiad, to takie żarty… – zaczął się śmiać. – Nie ma sprawy.

Nie byłoby sprawy, gdyby nie zaatakował nas na własnym podwórku. I gdyby miał rację, co do zawartości pieca, ale nie miał.

I gdyby nie zdenerwował mojego męża, który nie mógł się uspokoić.  

I gdyby sąsiad nie był ślepy, że sam ma na sumieniu mnóstwo spraw, a innych się czepia.

Nie powiem, że to była zmarnowana sobota, ale kwas pozostał…

 

 

Na drugi dzień psa wypuszczono z kojca.

Na chwilkę.

Dobre i to.

 

 

Heroś

60 komentarzy

  1. ~Krystyna · 5 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Nie daj Panie Boże takiego sąsiada…
    Biedny pies, żywe stworzenie zamknięte na całe życia …
    Za co ??
    I jeszcze się czepia… wrrrr…

    • ~ariadna · 6 kwietnia 2017 Odpowiedz

      To zamknięte stworzenie najbardziej mnie denerwuje.
      I nie dlatego, że szczeka.
      Po co brać do domu zwierzę, jeśli całe życie ma spędzić w kojcu lub na łańcuchu…

  2. ~Danka · 5 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Aniu ja właśnie mam takiego sąsiada. Wczoraj przylapalam go jak wyrzuca gałązki brzozy ze swojej strony na naszą. Bo rosną brzozy na naszej stronie.zamiast wyrzucić do kosza.Ogólnie tez się czepiał ze dym z komina leci,ze alarmy mu się włączają nocą bo dym…haha a my przecież palimy granulatem takim samym jak on pali i dymu zero..ale to głupie zazdrosne o wszystko.obraduje. .do ludzi co nas nie znają.Ale wiemy ze to robił, bo pracuje z naszym znajomym i mu powiedzieli,on nam.No to się wkurzył i zrobiłam z nim porzadek,ale wzrokiem by zabił, żona chodzi jego jak zegarek,nic nie może bez pozwolenia.Niedługo idzie na emeryt. I ma wracać do Polski?a dom sprzedać.Czekam na to jak nigdy ☺Znany jest z tego ,nie ma przyjaciół, syn nie odwiedza ,bo ciągle się kłóci. Zły człowiek ,,!

    • ~ariadna · 6 kwietnia 2017 Odpowiedz

      Nie wiem, dlaczego ludzie tak dziwnie się zachowują….
      Może z nadmiaru wolnego czasu.
      Pech mieć takiego sąsiada.

  3. ~weronika chylarecka · 5 kwietnia 2017 Odpowiedz

    zabiłabym takiego sąsiada… agrhhh

  4. ~jotka · 5 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Takich historii na osiedlu, gdzie bloki całe mnóstwo, niestety. Wielu ludzi żyje na zasadzie – po nas choćby potop lub jakby sami na świecie byli… a tak niewiele potrzeba: zważać na innych i nie wtykać nosa w nie swoje sprawy ;-)

    • ~ariadna · 6 kwietnia 2017 Odpowiedz

      Tak niewiele trzeba.
      Ludzie działają bez pomyślunku.
      Wystarczyłoby się zastanowić, prawda? ;)
      Ja też jestem emocjonalna, ale bez przesady!

  5. ~Jaga · 5 kwietnia 2017 Odpowiedz

    ha ha ha … moja kolejna część sagi o żmijach jest właśnie o sąsiedzie – witam w klubie

  6. ~Gaja · 5 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Dobry sąsiad to skarb. Na razie mieszkam w bloku, ale kiedy wpadam raz na jakiś czas na swoją wieś, to też myślę sobie jak to będzie, o ile podejście sąsiada do odpowiedzialności za psy nie zmieni się. Otóż nasz sąsiad w ogóle nie uważa, że jego pies, ciągle wybiegający na drogę i atakujący wszystko co się rusza, stanowi jakiś problem. Krzyczy „nie bój się, on nie ugryzie”. Gadka stara jak świat, a wypadki pogryzienia jednak się zdarzają. Cóż, kiedy płot runął, a budowa porządnego kojca przekracza jego możliwości. Z jednej strony chwała, że pies nie jest 24 na dobę uwiązany na łańcuchu, jednak w tej sytuacji moja satysfakcja jest połowiczna. Ciekawa też jestem, czy zainteresowanie Waszego sąsiada o tym z komina wynikało z troski o środowisko, czy wyłącznie ze złośliwości ludzkiej. Bo super, że się troszczy, tylko można swój niepokój w kulturalny sposób wyrazić, najpierw jakoś zagadać, grzecznie zapytać, a nie od razu rzucać pogróżki.

    • ~ariadna · 6 kwietnia 2017 Odpowiedz

      Myślę, że należałoby się upewnić, zamiast straszyć.

      Też bym się bała obcego psa, chociaż…ja psiara jestem, a psy to czują.
      Muszę powiedzieć, że przed laty pies od sąsiadów mnie przewrócił. Z radości. Wielki pies…
      A mały pimpek ugryzł mnie w łydkę, gdy wracałam ze szkoły.
      Mojemu bratu pies rzucił się do twarzy. Zaprzyjaźniony, z sąsiedztwa. Najprawdopodobniej odbił się sam sobie w dziecięcych okularach (brat miał wtedy kilka lat) i skoczył na twarz. To był niezły szok dla wszystkich…
      Faktem jest, że do psów trzeba czuć respekt. Przede wszystkim w stosunku do obcych, bo tak naprawdę nigdy nie zna się ich do końca.

  7. ~Teresa · 6 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Najlepiej nie reagować, ale czy zawsze tak się da?

  8. ~Anna · 6 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Mało mam z sąsiadami do czynienia… nie jestem towarzyska. A za to, co leci niektórym z komina, wezwałabym straż miejską, właściwie nie wiem, czemu tego nie robię.

  9. ~ariadna · 6 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Ale jesteś pewna tego, co leci?
    Możesz się mylić, tak jak i moi sąsiedzi.
    Teściowa NAPRAWDĘ pali tylko węglem.

  10. ~Natalia · 7 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Sąsiad potrafi… A w piosence tak pięknie brzmiało.. jak dobrze mieć sąsiada.. :)) My też mamy za płotem sąsiadkę, która kilka dni temu, pierwszy raz od roku spuściła psa z łańcucha. Latem wył po nocach, aż się serce kroiło. Mój pies czasem szczekał w nocy, przypuszczam, że na zwierzęta za ogrodzeniem. Raz do ogrodu wskoczyła wielka ropucha, skakał w koło niej i szczekał. Musiałam zabrać ją i przełożyć przez płot, na pole, dopiero wtedy pies się uspokoił. Mamy dla niego część wydzielonego ogrodu , ale nie zamykamy go, niech sobie biega, gdzie chce. Chyba, że przychodzi ktoś z małym dzieckiem, wtedy na te kilka godzin musi posiedzieć za siatką, żeby nie przewrócił dziecka, bo bydle wielkie i może zrobić krzywdę, nawet niechcący.
    Piękny jest Twój pies:)
    Miłego dnia Ariadno:)

  11. ~ariadna · 7 kwietnia 2017 Odpowiedz

    A nasz, jak widać na załączonym obrazku, mieszka w domu ;)
    Psy szczekają na różne rzeczy/zwierzęta. Mój pies na przykład namiętnie goni ptaki, jakby nie mógł pojąć, że nigdy mu się nie uda schwytać jakiegokolwiek pierzaka ;) Łatwo rozgraniczyć szczekania. Jeśli pies szczeka na jednym tonie, monotonnie, przez kilka godzin, to oznacza coś zupełnie innego, niż szczek oznaczający „wynoś się z mojego podwórka”. Jeśli ktoś ma psa, potrafi odróżnić szczek psa. Mój pies, poprzez szczekanie często ze mną rozmawia. Przybiega, szczeka, jakby chciał coś oznajmić i wtedy wiem, że mam go wypuścić.
    Jest bardzo ekspresyjny i zupełnie nie przypomina psa staruszka, który był bardzo zgodnym psem. Ten się potrafi nawet kłócić ;)

    Udanego weekendu, Natalko :)

    • ~Natalia · 9 kwietnia 2017 Odpowiedz

      Ariadno po tylu miesiącach poznaję już, kiedy psisko szczeka na ludzi, kiedy na koty, a kiedy na coś, czego nie widzę. Czasem zdaje mi się, że szczeka na coś, co czuje pod ziemią, bo często wtedy kopie. Czasem wnerwia mnie jego dziwne szczekanie. Nie chodzi już o mnie , ale o sąsiadów. Na szczęście często mu się to nie zdarza. Ptaki też goni, ale gdy widzi śpiewającego na dachu, siada i gapi się na niego. Potrafi kłócić się, prosić o zabawę, o to, żebym wyszła na dwór, albo wkłada mi rękę do swojego pyska i prowadzi , gdy chce mi coś pokazać :) Nie wyobrażam sobie mojego psa w domu. Podwórko całe nam zdemolował, kable powygryzał, zabrał się nawet za ławki w altance i krzewy wygryzł do korzeni. A chciałoby się mieć futrzaka w domu:)
      Kolorowych snów:)

      • ~ariadna · 11 kwietnia 2017 Odpowiedz

        A może w domu nie robiłby tych wszystkich rzeczy? ;)
        W sumie mój pies, gdy widzi rozkopaną ziemię, którą przekopuję, żeby coś zasadzić, sam też zaczyna kopać. Jak wariat! Ziemia leci na wszystkie strony. Nie wiem, dlaczego tak robi… Przyglądam się spokojnie i czekam aż skończy. I spokojnie, jak gdyby nigdy nic, znów biorę się do pracy w ogrodzie. Pies jest cały uświniony z ziemi, ale jeśli jesteśmy wystarczająco długo na dworze, zrzuci z siebie ziemię ;)
        Dlaczego kopie? Pojęcia nie mam. Jest wtedy nakręcony jak diabli. Dyszy, sapie, z jakimś obłędem w oczach. Ostatni raz zrobił mi takie kopanie jakieś półtora miesiąca temu, gdy przesadzałam różaneczniki. Od tamtej pory spokój. Minęła mu faza kopania.
        W zasadzie pies się nudzi. Nawet, gdy jestem z nim w ogrodzie. Po sporym czasie bezczynności, zaczyna mnie zaczepiać – łapie za rękaw, szczeka do mnie, przynosi zabawki – chce się bawić. Zmęczę go tak, że ledwo dyszy, rzucając mu patyki lub zabawki i znów spokój. Zasypia, albo obserwuje ogrodzenie, czy ktoś czasem nie jedzie/idzie.
        Myślę, że Twój pies z nudów czepia się wszystkiego, co przyjdzie mu do głowy. A jeśli to młodziutki pies, tym bardziej zostawiony samemu sobie, będzie robił demolkę na podwórku.
        Żaden z moich trzech psów nie zniszczył mi nigdy odzieży, ani butów. To samo dotyczy mebli, łóżka, foteli.
        Ostatni pies jest najbardziej nieposłuszny, ale jeśli wariuje, to tylko na naszych oczach. Mam wrażenie, że czasem rozpiera go nadmiar energii, jeśli nie zapewniliśmy mu tego, żeby się wybiegał. Wariuje też wtedy, gdy wrócimy do domu po bardzo długiej nieobecności np. z pracy. Nie może się nami nacieszyć i wtedy bryka.
        Jeśli zaistnieje dzień intensywnej aktywności kudłacza np. pracuję w ogrodzie, on z nami, pieczemy coś na grillu i pies cały dzień tupta, wieczorem pada jak zabity i długo dochodzi do siebie na drugi dzień, odsypiając dzień wcześniejszy.
        Należy pamiętać, że pies potrzebuje AŻ 16 GODZIN SNU! Jeśli tyle nie prześpi w jednym dniu, nadrabia na drugi.
        Tak że, moja droga….zmęcz psa: kręć się koło domu, biesiaduj, pracuj w ogrodzie, pobaw się z nim – nie tknie Ci niczego, bo…nie będzie miał siły ;)

        • ~Natalia · 12 kwietnia 2017 Odpowiedz

          Mam młodego psa, jest pełen energii i ciągle rozrabia. wychodzimy do niego razem, albo na zmianę, bawimy się, biegamy po ogrodzie, rzucamy mu piłki, a potem pada.. na godzinę. Po czym wstaje i znowu szaleje. Gdy wyjeżdżamy , po powrocie mamy wszystko zdemolowane. W nocy też demoluje, bo nie przesypia całej nocki. Szczególnie, gdy księżyc jasno świeci, jak przez ostatnie noce. Zepsuł i pogryzł wszystko, gdzie można było zahaczyć zębami. W domu robiłby to samo, szczególnie gdyby nas nie było. Zresztą on od małego był na podwórku,jak jego matka i reszta rodzeństwa. Tam może się wybiegać i nie musi uważać na nic. Zrobiliśmy mu kojec, ale nie siedzi w nim, bo praktycznie więcej zaszkodzić ogrodowi nie może. Chyba, że zacznie nam zjadać kwitnące róże albo magnolie. Ale cóż.. pies to pies, nie można mu mieć tego za złe. Uczymy go wielu rzeczy, ale zanim pojmie… wiadomo. Może uspokoi się gdy będzie dochodził do dwóch lat. dobrze, że jest zdrowy, zadowolony i bawi się niszczeniem wszystkiego, czego nie posprzątamy w ogrodzie:)
          Miłego dnia Ariadno :*

          • ~ariadna · 12 kwietnia 2017

            A może żeby wilk był syty i owca cała, jeśli jesteście w domu, spróbuj wziąć go do domu i miej na oku.
            Aż mi się wierzyć nie chce, że tak niszczy. Ciekawe dlaczego to robi. Z moich trzech psów, dwa mieliśmy od szczeniaka. I…zero szkód.
            Nasz pies wciąż zachowuje się jak psi dzidziuś. Teściowa ostatnio stwierdziła, że przez to, iż nie ma małych dzieci w domu, pies jest rozbrykany i zachowuje się jak szczeniak. I na swój sposób ma trochę racji…. Wszyscy go rozpieszczają, całują, przytulają, dogadzają. On jest na pierwszym miejscu w rodzinie. Owszem, zdarzyło mu się coś zniszczyć, ale były to tylko i wyłącznie jego zabawki – pluszowe. Nie wiem, dlaczego robią takie zabawki dla psów – przecież wiadomo, że pies rozbebesi je na igramenty. Może właśnie o to chodzi ;) W każdym razie nasze wszystkie psy niszczyły zabawki-maskotki. I to z taką pasją, że wszystkie oczy musiały być oderwane, ogony też, piszczałki wyrwane niczym serca i wszystkie odstające części. Wypełnienie zabawki też zostało wypatroszone. W tym niszczeniu faktycznie dominuje aktualny pies. Nie wiem, dlaczego produkują takie zabawki i członkowie mojej rodziny popełniają karygodny błąd, żeby kupować kudłate maskotki dla psa. Wszystkie inne zabawki są w całości ;)
            Wszystko jest w całości, choć pies potrzepany.
            Jeśli Wasz pies widzi, że reagujecie NA NIEGO przede wszystkim wtedy, kiedy wpada w niszczycielską pasję, ZAWSZE będzie robił wszystko, żeby zwrócić Waszą uwagę czyli będzie niszczył ;)
            Ja bym go wzięła do domu. Na próbę. Tłumaczenie, że jego rodzina żyła na zewnątrz, do mnie nie przemawia. Żyła na zewnątrz, bo nie miała innego wyjścia – ktoś stworzył takie życie zwierzakom i zmusił do niego. Zwierzęta nie mają prawa wyboru. Żyją tak, jak dyktuje im człowiek. Wszystko zależy jeszcze od tego, czy to jest olbrzymia rasa, czy średnia. Naszemu średniakowi na przykład za ciepło w domu. Może by chciał mieszkać w budzie? ;) Pewnie któreś z nas musiałoby z nim zamieszkać.
            Kiedy na weekend wraca do domu mój mąż, w obu „mężczyznach”odzywa się samiec alfa – kłócą się o nasze małżeńskie łoże. Oczywiście zwycięża człowiek, a pies strzela focha. Musimy go wołać, bo czuje się obrażony ;)
            A w ogóle nie wyobrażam sobie, żeby nasz pies mieszkał w budzie.
            Lubię, gdy jest w domu :)

            Dobrej nocy, Natalio :)

          • ~Natalia · 14 kwietnia 2017

            Ariadno ja też bym wolała żeby pies był w domu, ale nie wiem czy nie zrobiłabym mu tym krzywdy. Teraz biega sobie po całym podwórku, szaleje, a potem byłby ograniczony jakimś małym pomieszczeniem. Pies już jest ogromny i ma futro, jak niedźwiedź. Gdyby był w domu, zimą mógłby mieć kłopoty, bo futro nie byłoby tak gęste. Nie krzyczymy na niego, gdy niszczy, taka jego psia natura. Ma swoje zabawki, ale woli nasze:)) Nie uczymy go agresji, nawet przeciwnie, rozpieszczamy go, dbamy o niego, rozmawiamy z nim, bawimy się, zabieramy na wycieczki. W samochodzie jest mu ciepło, ciężko oddycha, więc w domu byłoby zapewne podobnie. Teraz niszczy kolejną swoją maskotkę, ale lubi też plastikowe butelki i obgryzanie krzewów, albo kopanie dziur. Mamy tu istne pobojowisko, ale pies to pies, ma swoje prawa:) U teściowej tylko biega, nie kopie i niczego nie zniszczył, chociaż, gdy u niej jest rzadko do niego wychodzi.
            Zdrowych wesołych i radosnych Świąt Wielkanocnych:*

  12. ~Iwona · 7 kwietnia 2017 Odpowiedz

    W bloku, w którym mieszkałam z rodzicami, na naszym pietrze były trzy mieszkania, łącznie z naszym. My żyliśmy w zgodzie z sąsiadami natomiast dwie pozostałe sąsiadki pokłóciły się krótko po wprowadzeniu się do bloku i wyobraź sobie, że w tym stanie pozostały aż do śmierci, nie pogodziły się nigdy. A to były długie lata, całe moje dzieciństwo, a wyprowadziłam się po maturze, i jeszcze potem ze 20 lat. A one wciąż ze sobą nie rozmawiały, całe życie. nie wiem, jak ludzie tak mogą. Żyć obok siebie i udawać, że tego drugiego nie ma. Tak to bywa z sąsiadami. Może więc lepiej czasem sobie nawrzucać, a potem przeprosić i pogodzić niż przez całe życie odwracać się do siebie tyłem

    • ~ariadna · 8 kwietnia 2017 Odpowiedz

      Też nie rozumiem takiej sytuacji, w której ludzie nie odzywają się do siebie przez długie, długie lata.
      A niby przeważają w naszym narodzie katolicy…

  13. ~Helen · 8 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Rzeczywiście, można by sąsiada posądzić o obywatelską troskę, ale to chyba jednak zbytni optymizm…
    Co do szczekających psów, to niestety jest to jeden z argumentów, dla których nigdy nie chciałam mieć domu na wsi. Wystarczyła mi pobudka o 4.00 rano u kuzynów, bo nagle rozwrzeszczała się cała ulica z błahego powodu. Tak jest tam zawsze, usłyszałam. Dziękuję, postoję.
    A jeśli dołożyć do tego fakt, że ogródek w obecnej sytuacji smogowej może człowieka zabić, a nie dotlenić, tym bardziej wolę moje mieszkanie w bloku. Właśnie kolejna osoba mająca dom z pięknym ogrodem i tarasem zgłasza raka. Nie wiem, czy to ma związek, ale jakoś mi się niestety dziwnie zapina, bo mieszka na Śląsku… :(

    • ~ariadna · 8 kwietnia 2017 Odpowiedz

      Mój teść też umarł na raka.
      Raczej obstawiałabym genetykę.

      Psy na wsi faktycznie szczekają jednym głosem. Jeśli drogą przechodzi ktoś obcy, szczek słychać od domu do domu. To się przenosi. Psy są przecież jedną sforą – jeden szczeka, drugi to słyszy i dalej, dalej. Faktem jest, że nie jest to uciążliwe, a chociaż wiesz, że ktoś obcy łazi po okolicy, więc zaglądniesz w okno i sprawdzisz.
      To raczej pomaga niż utrudnia.
      Ptaki na wsi też śpiewają od samego rana. I też można różnie to odbierać. Niektórym to przeszkadza ;)

  14. ~Znajoma · 8 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Sąsiedzi… z jednymi byłam w zażyłych stosunkach. I tak jest do dzis, choć przeprowadzili się na drugą stronę ulicy. Pozostali zmieniali się bardzo często, ale nigdy nie wzbudzili mojego zaufania-zatem z daleka.
    Sąsiad z psem rasy buldog francuski nie może znieść wręcz, że moja sunia nie znosi jego futrzanej pannicy. Ciągle stara się na siłę je skumać co kończy się wściekłym ujadaniem mojego kurdupla. On zaś kroczy korytarzem ze stoickim spokojem i zachwala swoją psią ostoję spokoju, kiedy moja dostaje ataku furii. Niekiedy mnie to śmieszy, niekiedy irytuje… przemilczam, bo wiele razy tłumaczyłam, że moja nie MUSI lubić jego psa i kropka. Spotkałam się też z jego opinią, że moja rasa to raczej agresywna i uparta. A kiedy usłyszał, że moja jednak dogaduje się z sunią tamtych sąsiadów to kazał wąchać swoje spodnie mojej, by przyzwyczajała się do zapachu jego psa. Komiczne !!!!
    Inna lalunia z amstafem (suczką) chadza po bloku na całej rozciągłości smyczy nic sobie nie robiąc z bezpieczenstwa czy to ludzi, czy to psów. Wiele razy chowałam się ze swoją w korytarzu na piętrze, by scysji nie było.
    Cóż….. dobry sąsiad trafia się bardzo rzadko. Bo takich, którym pomożesz a potem mają cię gdzieś, to pełno.

  15. ~ariadna · 8 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Hm….w blokach to na pewno trudna sprawa pogodzić te wszystkie psy.
    Bo teraz taka moda nastała, że każdy chce psa. Najlepiej takiego mutancika miniaturkę – że niby ma się psa, ale jest mało kłopotliwy.
    Kiedy mieszkałam w blokach, mało kto miał psa….

  16. ~korek115 · 9 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Mój pies kopie nory po całym podrórzu i biega i gryzie krzewy, niszczy co popadnie, bo jest młody. Śpi w domu, ale lubi cały dzień rozrabiać na świeżym powietrzu. Ma ogromną budę, ale jeszcze nigdy do niej nie wszedł…chyba dom uznał za swą i mą budę.Pies codziennie budzi mnie o 6:30 na spacer! Nie ma uproś, czy deszcz, czy mnróz, czy błoto, idziemy w teren conajmniej na godzinkę.
    A dym? Ja już od 20 lat ogrzewam dom gazem. No i cóż- sąsiedzi dymią…
    Pozdrawiam

  17. ~ariadna · 9 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Ho ho ho…jestem rannym ptaszkiem, ale 6:30 na spacer?
    Nieeeeeeeeeee ;)

  18. szarabajka · 10 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Jak byłoby miło, gdyby ludzie sobie po prostu żyli i dali żyć innym, a w razie problemów rozwiązywali je bez złości.

  19. ~hegemon · 11 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Chyba mam szczęście do sąsiadów. U nas w bloku bywają wielkie kłótnie sąsiedzkie, ludzie skoczą sobie do gardła, ale jak już się wywrzeszczą, to starcza na kilka lat i jest spokój, wzajemne dzień dobry, a i jest z kim zatrzymać się na chwilę na klatce i zamienić więcej, wcale nie banalnych słów.
    Na swojej Wsi też mam dobrze. Jeden sąsiad jest złotą rączką, więc gdy padnie hydraulika, to przyjdzie i pomoże mimo, że zapracowany strasznie, drugi pomógł, gdy rodziców do szpitala trzeba było zawieźć. Oczywiście był taki, co policję wzywał, gdy paliłem ognisko, ale dogadaliśmy się. Muszą być spory, bo gdzieś ludzie muszą się wykrzyczeć, ważne by umieć znaleźć wyjście z tych sporów.

  20. ~ariadna · 11 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Oooooo, właśnie – trzeba nauczyć się rozwiązywać spory.
    Tylko, że to niełatwe zadanie, a wielu ludzi po prostu się boczy lub prowadzi zimną wojnę.

    Ludzie wcale nie muszą się wykrzyczeć. I wszystko to kwestia charakteru. Są tacy, którzy chcą podporządkować cały świat i nigdy nie dojdzie się z nimi do ładu. I zawsze mają rację – to chyba jest najgorsze….
    Zawsze uważałam, że jeśli ktoś ma w sobie zbyt wiele negatywnej energii, powinien iść na siłownię lub na salę i pograć zespołowo. Myślę, że to dużo lepsze „spuszczenie pary”, niż sąsiedzkie krzyki bez przyczyny….

  21. ~Frau Be · 12 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Do tego rodzaju sąsiadów powinno się obligatoryjnie strzelać.

  22. ~DOBRYCOACH · 12 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Taki sąsiad to przekleństwo, ale warto pamiętać, że pewni ludzie nie zmieniają się więc nie ma sensu się denerwować….
    A OKAZJI ŚWIĄT ŻYCZĘ TOBIE DUŻO SPOKOJU, ZDROWIA I SAMYCH DOBRYCH EMOCJI

    • ~ariadna · 12 kwietnia 2017 Odpowiedz

      Nie mamy zadr z sąsiadami. Ta była…zaskakująca, przynajmniej dla mnie….

      I wzajemnie, Moniko – zdrowych, wesołych Świąt :)

  23. makrela · 13 kwietnia 2017 Odpowiedz

    niestety, nie zawsze dobrze jest mieć sąsiada, zwłaszcza gdy wszelkie próby wyjaśniania/łagodzenia sporów są bezskuteczne.

  24. ~ariadna · 14 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Nie ma tak źle. Jedna jaskółka nie czyni wiosny… ;)
    Jednak kłótnia nie czyni wojny.
    Na szczęście :)

  25. ~ariadna · 14 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Wzajemnie, Natalko :)
    Zdrowych, wesołych.
    I powodzenia z Waszym psem! :)

  26. ~Królowa Karo · 15 kwietnia 2017 Odpowiedz

    No tak, bo trawa po drugiej stronie płotu zawsze bardziej zielona, to trzeba chociaż krwi napsuć! Dobrze chociaż, że z tej awantury wyniknęło coś dobrego dla psa :)

  27. ~gordyjka · 17 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Pawlak miał przewagę, bo w świątecznym ubraniu miał granaty, a Witia obsługiwał karabin, z którego zamek wylatał…;o)
    Przez takich sąsiadów jest zakaz posiadania broni…;o)

  28. ~ariadna · 17 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Ha ha ha myślisz? ;)

  29. Ultra · 17 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Mam szczęście żyć obok normalnych ludzi. Nawet jeśli pokłócą się o pieska, kotka, czy obmawiania, to za chwilę panuje spokój i dalej sprawy toczą się swoim biegiem.
    Zasyłam serdeczności

  30. ~ariadna · 18 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Dobry sąsiad to prawdziwy skarb! :)

  31. ~Andrzej - Art Klater · 18 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Wychodzi na to, Ariadno, że sasiad sąsiadowi to już obca cywilizacja. Niby żyje własnym życiem, a wychodzi na to jakby je tylko wynajmował… Stąd te wtragnięcia w sąsiedzką prywatność.
    Chociaż z drugiej strony:
    Nie da ci ojciec,
    Nie da ci brat,
    Tego, co może dać sąsiad.
    (transakcentacja perfidnie zamierzona!)
    Kłaniam się, pozdrawiam i nieśmiało zapraszam

    • ariadna2 · 22 kwietnia 2017 Odpowiedz

      …już zaczęliśmy się zastanawiać, że żyjemy w tym miejscu ponad 20 lat i wszyscy żyli zgodnie, a teraz wszystko wszystkim zaczyna przeszkadzać.
      I to jest w tym wszystkim bardzo dziwne…
      Może coś zaczyna się zmieniać w mentalności sąsiadów?

      Pozdrawiam serdecznie.
      Oczywiście będzie mi miło skorzystać z zaproszenia :)

  32. ~Andrzej Rawicz (Anzai) · 19 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Podobno „rodziny się nie wybiera, ale sąsiada (przyjaciela) już tak”.
    To trudne sprawy sąsiedzkie. Ja bym jednak nie „dymił”, ale Animalsów (po wcześniejszej rozmowie z sąsiadami) bym zawiadomił.
    Widać, że jedno z drugim idzie w parze.
    Pozdrawiam

    • ariadna2 · 22 kwietnia 2017 Odpowiedz

      Szczerze mówiąc, wolałabym żeby sąsiedzi przyszli po rozum do głowy bez ingerencji Animals. Człowiek ma swoje lata i chciałby spokojnie pożyć, a nie karmić się czyjąś złością…

      • ~Andrzej Rawicz (Anzai) · 23 kwietnia 2017 Odpowiedz

        Tak, czy owak,problem jest, i to spory. Z jednej strony nie chciałoby się mieć takich sąsiadów, z drugiej jednak pies to prawie człowiek. ;)
        Miałem podobny kłopot. Pies sąsiadów wprawdzie nie szczekał (chyba go karcono za to), ale był głodzony, czasami nawet nie miał wody, a łańcuch był krótki – to były lata 70-te ub.w. Podrzucałem mu smaczne kąski i wkrótce się zaprzyjaźniliśmy na tyle, że na mój widok wychodził z budy i radośnie machał ogonem, a na widok swoich „panów” ogon chował pod siebie i wycofywał się do budy. Parę razy dolałem mu wody do miski takim wężem ogrodowym, i to poskutkowało. Wprawdzie sąsiedzkie stosunki się nieco ochłodziły, ale pies na tym zyskał.

  33. ~Agnieszka · 19 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Jak to leciało? Jak dobrze mieć sąsiada…;)
    a gdyby tak każdy z nas traktował drugiego człowieka tak, jak sam chciałby być traktowany… przynajmniej kłótni by nie było….tak wiele;)
    pozdrawiam serdecznie!

    • ariadna2 · 22 kwietnia 2017 Odpowiedz

      I nigdy nie było, a teraz jakieś takie czasy się zrobiły.
      Wszyscy zaczynają być roszczeniowi.Gdybyż jeszcze sami byli fair…

  34. ~Blondynka · 19 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Tacy sąsiedzi to „skarb”… :/
    tylko psa szkoda…

  35. ariadna2 · 22 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Szkoda.
    Naprawdę!
    Zrobiło się chłodniej, właściciele rzadko są przed domem, pies za nimi tęskni i znów zaczął szczekać. W lecie się uspokaja, bo widzi ich częściej. Jak tylko zaczynają się szarugi, psi koncert trwa aż do następnej wiosny…

  36. ~alElla · 23 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Klik dobry:)
    Sąsiadów mam zgodnych, ale dymów z plastikowych butelek, szmat i starych adidasów oraz jednego psa mam dosyć. Sąsiad często wyjeżdża. Pozostawiony samotnie pies przerażliwie wtedy wyje. To naprawdę nie do zniesienia. Takie problemy odgórnie powinna załatwiać straż miejska. Życie w społeczności jest trudne, jeśli jakieś normy nie są ustalone i przestrzegane. Np. w Szwajcarii ten sąsiad „Pawlak” nie wołałby do płota, tylko zgłosił władzy miejskiej, a ta by ustaliła, czy racja jest po jego stronie, czy nie. Rozwiązałaby także problem „kiszenia” w kominie.

    Pozdrawiam serdecznie.

  37. ~ariadna · 23 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Może warto, żeby sąsiad sfinalizował temat. Wyszedłby po prostu na…głupka.
    Gdyby zadziałać odwrotnie, nie byłoby tłumaczenia, że pies szczekał, bo nie miał wody. Jak to? Codziennie nie miał wody?
    Na każdego można ukręcić bicz….

Zostaw odpowiedź