Zakupowa mania – czy Polacy zwariowali?

Zakupowa mania – czy Polacy zwariowali?

Czas szybko mija. Dopiero cieszyliśmy się na święta….

Kilka dni po nich, usłyszałam przejmującą wiadomość – Polacy są piątym narodem w UE pod względem wyrzucania żywności. Od razu przypomniały mi się kolejki w marketach i tony jedzenia piętrzące się w koszykach klientów. Czy wszyscy kupili tyle, ile są w stanie zjeść?

Ilu ludzi potrafi zadbać o żywność, której nie będzie w stanie spożyć w okresie intensywnych spotkań rodzinnych, a ilu pozbędzie się jej, wyrzucając na śmietnik?

Nie będę tu szerzyć ideologii ogólnoświatowej i pisać o głodzie na świecie, choć w kontekście marnowanej żywności, należałoby ludziom ją wyrzucającym pogrozić palcem i przypomnieć, że są kraje, w których jedzenie jest na wagę złota, a mieszkańcy głodują…

 

Z czego wynika, że zajmujemy tak wysoką, nie szczytną pozycję wśród krajów wyrzucających żywność?

Co by pomogło Polakom zrozumieć, że żywności nie można marnować?

 

jedzenie na śmietniku

 

_________________________________________________________________________

* zdjęcie pochodzi ze strony podejmującej temat marnowania żywności i traktuje problem statystycznie, podając ilości procentowe, w zależności od rodzajów marnowanej żywności i podaje przyczyny ich wyrzucania przez Polaków

 

48 komentarzy

  1. Ultra · 23 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Według mnie brak wyobraźni, brak przemyślenia, co w każdy dzień będziemy jeść i ile czego trzeba. Okaże się, że zamiast kilogramów wędlin kupimy połowę mniej i tylko to, co potrzebne. Poza tym niezjedzone resztki można mrozić. Tak robię także z ciastem i chlebem.
    Pozdrawiam

    • ~ariadna · 25 kwietnia 2017 Odpowiedz

      Czyli przyczyną jest złe planowanie – kupujemy spontanicznie i „nie na temat”.
      Ja też mrożę. Wszystko, co mogłoby się zepsuć.

      Serdeczności Ultro :)

  2. ~Frau Be · 23 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Nigdy nie rozumiałam zakupoholików, nieważne – spożywczych czy innych. Zdarza mi się czasem przeholować z czymś lub zdublować się w zakupach z córką, ale przecież wszystko, dosłownie wszystko – poza bardzo nielicznymi wyjątkami – można mrozić! Kupując np. chleb od razu go zamrażam, bo wiem, ile go zużywamy. Codziennie wieczorem wyjmujemy tyle, ile będzie nam potrzebne następnego dnia. Nic się nie marnuje, nie mogę sobie na to pozwolić, bo mnie zwyczajnie na marnotrawstwo nie stać.

  3. ~Stokrotka · 24 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Też tego nie rozumiem. Ludzie mają chyba jakieś zaburzenia psychiczne pod tym względem. Poza tym to źle o nich świadczy. Bo gdyby kupili dużo i naprawdę podzielili się tym z ludźmi potrzebującymi – to rozumiem. A oni z olbrzymiego wózka załadowanego z czubem wyjmują najtańszy makaron dla przekazują go biednym.
    Chyba nam rozum odebrało.
    Na szczęście mnie ani moich najblizszych to nie dotyczy.
    Owszem zdarza się czasami, że kupuję parę sztuk czegoś co bardzo lubimy i co jest akurat tańsze, ale zawsze to zjadamy.
    No…. żeby nie kłamać to napiszę, że ostatnio wyrzuciłam kostkę margaryny – bo się przedawniła, a ja nie zdążyłam jej zużyć.
    Bardzo ważny temat poruszyłaś.
    Pozdrawiam serdecznie.

    • ~ariadna · 25 kwietnia 2017 Odpowiedz

      Tak naprawdę, jeśli chodzi o święta, kiedy wszystko jest zamknięte, ludzie wpadają w panikę i kupują ponad miarę. Ponad to, co są w stanie zjeść. A tak w ogóle…. przecież jeśli zabraknie chleba, zawsze można go upiec (warto mieć mąkę na zapasie, to fakt). Można zjeść owsiankę na mleku lub usmażyć omlet i wrzucić do niego, co nam się tylko zachce ;) A może sałatka z kurczakiem i warzywami? Bez chleba przecież da się żyć ;)
      Niby Polak potrafi, a aktualnie mam wrażenie, że właśnie nie, bo wszystko musi być na gotowo, żeby się nie narobić i nie nagłówkować. Z jednej strony jesteśmy zarzucani programami kulinarnymi, które budzą w nas chęć eksperymentowania w kuchni, z drugiej idziemy na skróty – gotowe dania, chleba tyle, że nie idzie przejeść – ŁATWIZNA, wszystko na skróty, nie chce nam się.
      Czy te czasy wypalają w ludziach kreatywność?
      W czasach komuny z niczego robiło się coś. Do dziś pamiętam cukierki robione na gorąco i wylewane na łyżeczkę, zastygające w postaci lizaka. Do dziś pamiętam smak chleba posmarowanego tylko musztardą. Do dziś wspominam paluszki nurzane w powidle śliwkowym. Czy kogoś dziś stać na taki „wyczyn”, żeby zjadać takie prymitywne „dania”? ;)

      Miłego wieczoru, Stokrotko :)

  4. ~Krystyna · 24 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Ja nie marnuję , synowa nie marnuje i bardzo dziwę się ludziom ,że wyrzucają żywność.
    Przecież to ich własne ciężko zarobione pieniądze…
    Pozdrawiam…

  5. ~jotka · 24 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Myślę, że nie zwariowali, ale :
    - niektórzy zachłysnęli sie napływem dodatkowej gotówki z 500+ co obserwuję na zakupach w znanej sieci
    - czasem jakość produktów wymaga na nas wyrzucenie tego i owego, wiem to po sobie, choć staram się kupować mało
    - w przypadku świąt, wolnych dni, uroczystości rodzinnych generalnie kupujemy zbyt dużo
    - zostało to nam z dawnych czasów, gdy trzeba było robić zapasy na gorsze czasy lub kupowało sie, bo rzucili
    - polska gościnność to nie tylko suto zastawiony stół, ale i pełne jedzenia śmietniki, bo chleb musi być ciepły, a banany bez żadnej plamki

    • ariadna2 · 25 kwietnia 2017 Odpowiedz

      Mnie zawsze zastanawia, jak to możliwe, że rzodkiewka kupiona w warzywniaku lub markecie NA PEWNO padnie na drugi dzień – liście jej wyschną, zwiędną, a owoc zacznie tracić turgor (pamiętam jeszcze z biologii – utrata wody, prowadząca do więdnięcia owocu). Staram się, jak mogę reanimować rzodkiewkę i od razu po zakupie daję ją na talerzyk wypełniony wodą, żeby sobie mogła ten turgor uzupełnić tak, jak chce i być jędrną, jak najdłużej. Jednak…nie zawsze to się udaje. A jak to możliwe, że wytrzymuje w warzywniaku lub markecie? Jakie macie metody na zachowanie w świeżości rzodkiewki? Jeśli nie wszyscy w rodzinie ją lubią, potrzeba kilku dni, żeby zjeść pęczek.
      W komunie faktycznie kupowało się, bo rzucili. I kupowało się tylko tyle, co na kartkach – to było takie ograniczenie. Teraz go nie ma, więc ludzie nie potrafią zapanować nad elementem konsumpcji. Poza tym….powiem Ci ciekawostkę, a jednocześnie zadam pytanie: czy poszłabyś do dyżurującej w święta apteki, żeby kupić krem przeciwzmarszczkowy? Ja nie ;)
      Po jakości zakupów wnioskuję, że ludzie bez zakupów nie potrafią żyć. MUSZĄ kupować, obojętne co, byle każdego dnia ;)

      • ~jotka · 26 kwietnia 2017 Odpowiedz

        To prawda, rozmawialiśmy dopiero z mężem, że jak dla nas, to sklepy w niedzielę mogliby pozamykać, często zdarza mi się, że jak czegoś nie mam, to kombinuję bez tego, a krem to chyba wiemy, kiedy nam sie skończy…
        Mojego męża muszę stopować w niektórych zakupach, bo jest łowcą promocji, ale robi postępy i się ogranicza, tym bardziej, że syn mieszka poza domem, więc mniej nam potrzeba…

        • ~ariadna · 26 kwietnia 2017 Odpowiedz

          Ty wiesz czym się skończy zamknięcie sklepów w niedziele?
          Skomasowaniem klientów w sklepach w sobotę. Już sobie wyobrażam ten Armageddon w każdy przedostatni dzień tygodnia ;)
          Ja też pewne produkty magazynuję. Na przykład trudno u nas kupić makaron do lazanii, więc kiedy go zobaczę, kupuję dwie paczki, żeby starczyło na jakiś czas ;) To takie przemyślane działanie i nie ma nic wspólnego z ceną. Z wygodnictwa kupiłam dziś dwie torebki mąki gruboziarnistej, bo normalnie się na nią nie natykam (trzeba by jechać do sklepu ze zdrową żywnością, a mnie zupełnie nie po drodze…). Mogłabym podać jeszcze pewnie kilka przykładów takich działań. Jednak w tych przypadkach za kupowaniem przemawia ergonomia – kupię raz i mam na jakiś czas. Dotyczy to tylko produktów rzadko spotykanych na mej stałej drodze do najczęściej uczęszczanego przeze mnie marketu :)

  6. ~Iwona · 24 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Bardzo ważny temat Ariadno. Miałam wrażenie, że na święta kupiłam zbyt dużo, jednak okazało się, że niczego nie wyrzuciłam, co trzeba zamroziłam, a resztę cała nasza 5, w porywach 6 – zjadła. A czemu jednak tyle żywności się marnuje? Bo wciąż na czasie jest: postaw się i zastaw się; bo zachłystujemy się wciąż pełnymi półkami (starsze pokolenia); bo jest mnóstwo programów kulinarnych pokazujących inne jedzenie i gotowanie – chcemy wypróbować, być na czasie ale żeby to robić trzeba mieć wiele nietypowych składników, których nie da się kupić minimalnie i potem się marnują; bo NIE MAMY ŚWIADOMOŚCI, że ludzie głodują, a nasze postępowanie jest skrajnie nieetyczne i wreszcie – bo jemy za dużo więc kupujemy za dużo a żołądki mają swoje ograniczenia. Pozdrawiam

    • ariadna2 · 25 kwietnia 2017 Odpowiedz

      Obstawiałabym, że żołądek ma swoją pojemność. I znów ciekawostka – co święta, ludzie chorują na grypę jelitową. Mówi się o tym, że to wirus. Według mnie najczęściej zwykłe obżarstwo – ludzie jedzą bez umiaru, mieszając składniki potraw, których zwykle nie jadają, aż w tak wielkiej ilości. Biegunka, wymioty i bóle żołądka. Jeśli miałabym określić, czym się charakteryzują dni wolne od pracy/ święta, tym właśnie bym określiła – „grypą jelitową” ;)
      Znów idą święta. Już widzę kolejki do lekarzy na dyżurze z powodu TEJ dolegliwości ;)

  7. ~Jaga · 24 kwietnia 2017 Odpowiedz

    :) to mogę sobie pogratulować – nie wyrzucamy jedzenia ale też nie kupuję jak obłąkana . Przecież wózek wypchany po kokardy przed jednym wolnym dniem jest jakimś totalnym absurdem

  8. ~Teresa · 24 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Ja tego pojąc nie mogę, przecież są zamrażarki, no tak, ale może nie wszyscy je mają?
    Pozdrawiam Ariadno. :) .

    • ariadna2 · 25 kwietnia 2017 Odpowiedz

      Zamrażarki faktycznie nie są tak częstym nabytkiem, ale zamrażalniki w lodówce, to chyba wszyscy mają? ;)

  9. ~Ewa na plusie · 24 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Ja niestety czasem coś zmarnuję. Rzadko, ale zawszeć. I wiem dlaczego. Mam daleko do sklepu, więc kupuję na zapas, by do następnych zakupów starczyło. I jeśli dobrze tych zakupów nie przemyślę, to wyrzucam, głównie zieloności; np. sałatę. Co prawda do kompostownika, ale powodu do chwały nie mam.

    • ariadna2 · 25 kwietnia 2017 Odpowiedz

      Faktem jest, że nie ma co porównywać kompostownika do śmietnika.
      Nie widzisz różnicy? Ja widzę i to znaczną. Kompost zużyjesz powtórnie. Chleb ze śmietnika wyląduje na śmietnisku, gdzie zlecą się ptaki i pewnie będą mieć kłopoty z układem trawiennym, gdy zjedzą spleśniały….

  10. ~Helen · 24 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Mnie jest łatwo NIE wyrzucać, bo mam Auchan pod biurem i ze względu na dojazd i tak mam CODZIENNIE rano czas na zakupy. Ale rozumiem tych, którzy mogą się wybrać do supermarketu raz w tygodniu. Wtedy nie da się wyliczyć dokładnie, ile czego zejdzie.
    A kupić trzeba dużo. Naprawdę nie wiem, jak to się dzieje, ale kurna, codziennie targam do domu dużą torbę zakupów, i prawie nic nie wyrzucam. A jest nas tylko dwoje i bardzo dbamy o rozsądne odżywianie. To kto to wszystko zjada???
    A te pełne wózki biorą się z tego, że ceny w supermarkecie są jednak 20-30% niższe niż w osiedlowych sklepikach. No to jak się człowiek już tam wybierze…

    • ariadna2 · 25 kwietnia 2017 Odpowiedz

      Jak to kto?
      Wy zjadacie ;)

      Tak się tylko wydaje, ale jeden człowiek trochę tego zje przez cały dzień. Jeśli pomnożyć to przez dwa…. a jeśli przez trzy, czy cztery, to uzbiera się góra jedzenia. Jednak bez przesady – kupowanie ponad to, co da się zjeść w rodzinie, to zwykłe marnotrawstwo…

  11. ~Anna · 25 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Opisze tylko jedną sytuację. MOja synowa nie je wędlin, ale je ser zółty. Ja nie jem sera zółtego, jem wędliny. Ponieważ syn i synowa spędzają u nas święta, to ów ser nabyłam. Najmniejsze możliwe opakowanie. Synowa zjadła trochę, bo jadła tez inne rzeczy. I ser został, bo nie chcieli go zabrac ze sobą, twierdząc, że w domu tez mają. Jakoś nie widze opcji zamrożenia tego sera, by na kolejne święta podac go synowej…

    Ok, to może dziwny przykład, i wcale nie chcę bronić osób nadmiernie kupujących , a potem wyrzucających jedzenie, bo to okropne. I lubię mrozić, bo potem nie musze gotować, tylko wystarczy odgrzać. Tyle, że właśnie taki kompletnie rozbieżny gust jedzeniowy ( uwarunkowany zdrowotnie) mam tez z mężem….I dosyć często przychodzi wnuk, który je jeszcze coś innego. – a potem nagle jednak nie przyjdzie i jego jedzenie się przeterminuje… nie, to dalej niczego nie usprawiedliwia, ale chcę tylko pokazać ogrom różnych sytuacji. I jak tak próbuję to uporządkować, to naprawdę niewiele wyrzucam – zeschnięte pieczywo zabiera pani sprzątająca dla swoich kur, to co dobre, rozdzielam między rodzinę, a poza tym staram się gotowac tyle, ile zjemy. I mimo to czasem coś ląduje w koszu…żal.

    • ariadna2 · 25 kwietnia 2017 Odpowiedz

      A ja Ci powiem jedną rzecz – napisałaś, że synowa dziobnęła tylko troszkę sera, bo jadła także coś innego. To może skupić się na „tym innym” i nie kupować sera?
      Gdyby jadła TYLKO ser, byłby problem, choć myślę, że zjadłaby wtedy całość. Jeśli je inne potrawy, bez sera spokojnie mogłaby się obejść. Jak myślisz? ;)

      Fajnie mieć panią sprzątającą ;) A tak serio – Ty masz panią, która zabiera chleb, a ja psa w potrzebie, więc wszelkie „ostatki” lądują w psiej misce (nie mojego psa…..na szczęście, bo wyglądałby jak niedźwiedź ;) ). Tak więc u mnie praktycznie nic w koszu nie ląduje :)

      • ~Anna · 25 kwietnia 2017 Odpowiedz

        Sorry, ale ser jest jej ulubionym jedzeniem, i w dodatku jest w ciąży – nie wyobrażam sobie tekstu: nie ma sera, bo możesz jeść jogurt.
        A ja po prostu nie lubię sprzątać, więc wolę za to komuś zapłacić, a w tym czasie sobie leżeć i pachnieć.

        • ariadna2 · 25 kwietnia 2017 Odpowiedz

          Mało mam sytuacji, w których leżę i pachnę hi hi hi.
          Mniejsza z tym…

          Skoro tak lubi ser, trzeba jej było zapakować na wynos. Ty sera nie jadasz, ale respektujesz, że synowa jada i dla niej go kupujesz. Sorry Gienia…na wynos i już – niech się ciężarna w domu posili, skoro tak lubi ;)
          Inaczej ser się zmarnuje, bo u Ciebie się go nie jada. Tak myślę.
          Ciąża to nie choroba, a ser nie lek. Nooooooooo :)

  12. szarabajka · 25 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Ciekawa jestem, jak autorzy raportu doszli do takich wyników? Oglądałam kiedyś program o marnowaniu żywności i okazuje się, że podlicza się nie tyle gospodarstwa domowe, ile te przeterminowane produkty z marketów, które zalegają kontenery. Daty ważności są bardzo restrykcyjne, więc faktycznie tę wyrzucona żywność z powodzeniem można spożytkować. Para robiąca ten reportaż, postanowiła się żywić tylko tym, co znajdą na śmietniku i w efekcie utyli dobre parę kilo, bo szkoda im było wyrzucać zdobytej żywności.

  13. ariadna2 · 25 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Myślisz, że w innych krajach markety nie wyrzucają przeterminowanej żywności?
    To ciekawe, co z nią robią….?
    Kiedy szukałam linków do tego postu, zaskoczyli mnie właśnie tacy, którzy odżywiają się tym, co „oferują” śmietniki. Od razu odzywa się we mnie higieniczna strona natury – czy znalezionymi „skarbami” nie można się zatruć? Wszak śmietniki kojarzą mi się przede wszystkim z brudem i siedliskiem bakterii….
    A tu parę danych na temat ludzi spożywających śmietnikowe odpadki:

    http://polki.pl/dieta-i-fitness/zdrowe-odzywianie,freeganizm-jedzenie-ze-smietnikow-sposobem-na-zycie,10403388,artykul.html

    http://blog.onet.pl/42344,archiwum_goracy.html

    http://natemat.pl/9713,odpadozercy-z-wyboru-kto-stoluje-sie-w-smietnikach

    • szarabajka · 26 kwietnia 2017 Odpowiedz

      Ale ja właśnie pisałam o „innych krajach”. To nie był polski reportaż. Dlatego zastanawiam się, jak doszli do tych danych.
      Wiesz, produkty, którymi się żywili bohaterzy reportażu były wyłącznie z hermetycznych opakowań i kontenerów przysklepowych, gdzie nie było innych „śmieci”.

      • ~ariadna · 26 kwietnia 2017 Odpowiedz

        Dziwny to śmietnik, gdzie nie ma także innych śmieci ;)
        W innych krajach rozpowszechniło się zjadanie odpadków ze śmietników, a dane pewnie nasze. Markety także należy traktować w kategorii marnowania żywności. I…nie dziwię się, że wrzucono ich do jednego, śmietnikowego wora. To przecież też Polacy. Całokształt rujnuje nas w oczach świata…

  14. ~A. · 26 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Być może Polacy są już wystarczająco „majętnym” narodem i pozbyli się cech oszczędzania;)

  15. ~ariadna · 26 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Właśnie….Chyba nam się wydaje, że bieda nas nie dotyczy i można bezkarnie wyrzucać na przykład banana, który pokrył się plamkami…
    Bogaty może marnować żywność, prawda? ;)

  16. ~Blondynka · 27 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Na wsi tego nie widziałam, bo czego my nie dojedliśmy, to jadły zwierzęta (mięso psy, chleb kury itp), dopiero w mieście widzę, ile wszystkiego się marnuje. Ludzie z pełnymi koszykami, a potem przy śmietniku osobno wystawiane słoiki z jedzeniem, chleb w reklamówkach, z myślą, że może ktoś jednak weźmie.

    • ariadna2 · 30 kwietnia 2017 Odpowiedz

      …bo ludzie nie mają zwierząt, którym można by to dać – dają do śmietnika.
      W sumie, to z suchego chleba, można przecież zrobić bułkę tartą. To niby jest proste, ale komu się chce, kiedy można teraz wszystko kupić – bułkę tartą też….

  17. ~Maria · 27 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Ludzie nie używają wyobraźni i zarażają się od innych kupujących, widząc ich wypchany koszyk od razu wpadają w popłoch, że może zabraknie w domu tego i tamtego, no i dobierają do koszyka.

    • ariadna2 · 30 kwietnia 2017 Odpowiedz

      Właśnie, to chyba zaczyna tak działać – jak wirus: „ta kupiła tak dużo, nie mogę być gorsza…”.
      Najlepiej byłoby chodzić z listą tego, co chce się kupić.

  18. ~Kobieta po 30 · 28 kwietnia 2017 Odpowiedz

    zasada – posta się a zastaw się. tendencja do wyprawiania wielkich spotkań rodzinnych, podczas których stoły się uginają…brak planowania. dużo tego

    • ariadna2 · 30 kwietnia 2017 Odpowiedz

      …a niby się mówi o tym, że Polacy coraz rzadziej wychodzą do ludzi i nie znają nawet swoich sąsiadów. To z kim tak biesiadują, że kupują takie masy jedzenia? ;)

  19. ~gordyjka · 28 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Wszystko jest w sklepie, to wszystko ma być w lodówce…Dobrobyt uzależnia…To nie tylko Świąt dotyczy…W każdą sobotę widuję „pielgrzymów” wracających z „markietu”…A potem wieczorne „pielgrzymowanie” do kontenerów (żeby w sąsiedzkie oko się nie wbijać)…
    Niby wszyscy wiedzą, że robią źle…;o)

  20. ~Jolanta · 28 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej poleciało 419 ton żywności, ubrania, sprzęt. Nikt nie martwi się głodującą Afryką, czy Chińczykami.
    No to o czym my mówimy? Że kupimy 1 kg kiełabasy za dużo?
    Pozdrawiam serdecznie :)

  21. ariadna2 · 30 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Hm…w jednej rodzinie kg za dużo, w drugiej…łańcuszek nadprogramowych zakupów i uzbiera się. Pewnie więcej dużo, dużo więcej niż te 419 ton….

    Miłej niedzieli, Jolu :)

  22. ~Natalia · 1 maja 2017 Odpowiedz

    Zastanawiam się czy część zwyczajów związanych z przesadnymi zakupami nie zostało nam z czasów komunizmu, gdzie trzeba było kupować ile się dało, bo następnego dnia sklepy świeciły pustkami. Kiedyś zdarzało mi się marnować jedzenie, teraz już nie. Pieczywo robimy sami, w razie nadmiaru zamrażamy, to samo robię z ciastami i mięsem. Niektórzy nie mają wyobraźni, kupują jak szaleni, pełne kosze w marketach, pełne torby na targowiskach, pełne lodówki…. a d–a rośnie… :))Reszta, której nie dało się zjeść ląduje na śmietniku…. Miłego wieczoru Ariadno :)

  23. ~ariadna · 2 maja 2017 Odpowiedz

    PO tym poście moja lodówka jakoś dziwnie opustoszała. Zjadł mi ktoś wszystko, czy co? A może to, co było do tej pory i tak wydawało mi się…nadmiarem? ;)

    Serdeczności Natalko :)

    • ~Natalia · 3 maja 2017 Odpowiedz

      Jakoś trzeba było nadrobić postną powściągliwość. Organizm domaga się tego, czego mu wcześniej pożałowano:))
      Miłego wieczoru Ariadno:)

  24. ~ariadna · 3 maja 2017 Odpowiedz

    No właśnie u mnie jest odwrotnie – raczej trzeba by rozmrażać, niż wyciągać z lodówki, bo nie ma czego ;)

    Słyszałaś na pewno o włoskim strajku w marketach. Gdyby tak przed świętami, kiedy tłumy szalały…. Bez tego niektórym nóż się wczoraj w kieszeni otwierał, a nerwy puszczały…

    Całusy ślę :)

Zostaw odpowiedź