Praca jest beeeeeeeeee…..

Praca jest beeeeeeeeee…..

 

Ludzie nie chcą pracować.

Polacy.

Po raz kolejny usłyszałam to od znajomych, którzy oferują ludziom pracę.

 

 

… ale jak to nie chcą pracować? – dociekam, z niedowierzaniem patrząc na kumpla.

Pracuję praktycznie przez całe życie.

- Normalnie, nie chcą pracować – tłumaczy.

- Za mało płacisz? – pytam.

- Nieeeeeee – kręci głową – Praca jest fizyczna, ale jeśli się postarać, to wpada kilkadziesiąt złotych za godzinę.

- Nieźle. Mnie „wpada”…cztery razy mniej – dziwię się.

- Sama widzisz…. Dawałem ogłoszenia do gazety, wypytywałem znajomych, czy nie znają kogoś, kto chce zarobić. Echo!

 

 

Inny mój znajomy, zatrudniający pracowników, twierdzi to samo: nie ma chętnych do pracy.

W związku z tym firmy zapełniają się coraz większą ilością ludzi pochodzących z Ukrainy.

 

 

Mam także informacje, że do pracy chętni są górnicy emeryci.

Jakby nie było, to młodzi ludzie przed 50-tką, pobierający niemałe świadczenia z ZUS.

Czasem się zastanawiam, jak to jest, że górnicy, którzy twierdzą, że kopalnia zniszczyła im zdrowie, są w stanie ciężko pracować (np. przy układaniu bruku), od rana do wieczora, w słońcu, w deszczu i w innych niesprzyjających warunkach….?

Czy schorowany człowiek jest w stanie wykonywać ciężką fizyczną pracę?

 

 

Ludzie nie chcą pracować – twierdzą pracodawcy, których znam.

Pozostało zadać pytanie podsumowujące ten temat:

W takim razie z czego żyją takie osoby?

 

 

praca

42 komentarzy

  1. szarabajka · 8 lipca 2017 Odpowiedz

    Nie wiem, czy to najważniejszy powód, ale na pewno jeden z wielu: młodzi ludzie ciągle słyszą, że na żadną emeryturę większą od zasiłku liczyć nie mogą, chyba, że będą pracować do setki. Odpada więc motywacja obywateli państw ze sprawnym systemem emerytalnym, żeby za młodu dać z siebie wiele, aby na starość żyć na luzie. Z czego żyją? Pewnie pracują, to tu, to tam…

    • ~ariadna · 8 lipca 2017 Odpowiedz

      Pracują?
      To dlaczego moi znajomi nie mogą znaleźć pracowników? Jeden z nich daje niemałe pieniądze. Co do drugiego, tego nie wiem, ale zważywszy, że to praca na produkcji, pewnie jakieś 2000-3000 tysiące :) Mało?

      Młodzi…już nasze pokolenie: 40-50 latków wie, że musi pracować dobre 20 lat więcej od naszych rodziców, żeby otrzymać…niższą emeryturę niż nasi rodzice.
      W którym momencie doszło do „przegięcia”? Która władza dopuściła do tego, żeby ludzie zbyt szybko dostali świadczenia emerytalne? Gdzie powstała finansowa luka, którą nasze i młodsze pokolenie musi teraz wyrównać?
      Hm…

  2. ~iwona · 8 lipca 2017 Odpowiedz

    Z nami Polakami zawsze tak było, że niby pracy nie mieliśmy, a żyliśmy na normalnym poziomie; niby był kryzys, a u nas pełno zapasów. Polak, moim zdaniem, ma mocno ukształtowane mechanizmy mobilizacji i życia w kryzysie. Dlatego mimo kłopotów, radzimy sobie, mimo braku pracy – mamy pieniądze. Skąd? Z boku, z nieoficjalnych kanałów, które jawią się (a często są) bardziej opłacalnymi.

    • ~ariadna · 8 lipca 2017 Odpowiedz

      Kiedy pracy jest dość, tylko chętnych nie ma.

      Z drugiej strony istnieją miejsca, które ogłaszają nabór chętnych do pracy – przychodzi kandydat, pracuje przez tydzień (na próbnym), a po tygodniu mówi mu się, że niestety się nie nadaje do tej pracy (bez wynagrodzenia – wszak był na próbnym) i bierze następnego „frajera”. Znów mu się nie płaci itd., itd.
      Interes się kręci i wciąż wisi kartka, że pracodawca potrzebuje pracowników.
      Nie dodaje, że za darmo ;)
      Mogłabym wymienić parę takich miejsc w naszym mieście – nasza Młoda przechodziła właśnie takie zawodowe perypetie -od Kajfasza, do Annasza. Wszędzie za darmo.

      W każdym razie pracodawcy, o których napisałam post, nie stosują takich metod.

  3. ~jotka · 8 lipca 2017 Odpowiedz

    Praca na emeryturze to taki sam kawał tematu jak służba zdrowia. moja znajoma zawsze powtarzała, że jej mąż musi dorabiać, bo syn jeszcze studiuje. Gdy syn skończył studia, mówiła, że emerytów nie powinno się zatrudniać, bo nie ma pracy dla młodych…
    Z drugiej strony, jeśli wypracowałam uczciwie emeryturę, to kto zabroni mi pracować?
    Przed wyjazdem kupowałam coś w Biedronce i pani w kasie pytała klientów czy nie znają kogoś, kto chciałby przyjść do pracy…
    Moja sąsiadka szukała pracy, podobno, teraz już nie, bo ma 4 dzieci i dostaje 500+ oraz rentę dla dzieci po mężu, a żyje z konkubentem.

  4. ~ariadna · 8 lipca 2017 Odpowiedz

    Jeśli chodzi o sklepy/markety poszukujące pracowników, to temat rzeka. Sama znam dwa lokalne sklepiki, w którym szuka się pracowników ( w jednym z nich notorycznie).

    Z jednej strony masz rację, Jotko – kto komu zabroni pracować, gdy brakuje emerytury lub chce się zwiększyć dochody. Z drugiej strony na wcześniejszą emeryturę idą ludzie z większym narażeniem zdrowia/życia/psychiki. Idą dlatego, żeby odpocząć od zawodowych trudów. Odpocząć, a nie pracować.
    Tak mi się wydaje ;)

    Punkt widzenia zmienia się wraz z punktem siedzenia, o czym miałaś okazję się przekonać, śledząc zachowanie znajomego ;)

    Miłego wypoczynku, Jotko.
    Jesteś jeszcze w górach? Burzy, oj burzy!

  5. ~Ultra · 8 lipca 2017 Odpowiedz

    To fakt, do ciężkiej pracy fizycznej nie ma chętnych, ponieważ nie każdy się do niej nadaje. Poza tym młodzież wydelikacona i nieprzyzwyczajona od małego – jak to było kiedyś – zwyczajnie nie daje rady. W Biedronie pracuje znajoma ledwo zipie, bo brakuje ludzi, a noce wykańczają. Wtedy przyjeżdża towar i trzeba rozładować i położyć na półki. Podobno żaden facet nie wytrzymał.
    Zasyłam serdeczności

  6. ~ariadna · 8 lipca 2017 Odpowiedz

    Hm…wiesz, ile ludzi pracuje w nocy? I to ciężko? Sama przepracowałam ponad 6 lat w miejscu, gdzie istniał zmianowy system pracy (w tym nocki).
    Gdybym Ci powiedziała, że podnosiłam CODZIENNIE ponad 10 ton (sumarycznie), uwierzyłabyś? ha ha ha Należę raczej do szczupłych osób ;)
    Przy dużej wprawie nawet nie poczujesz zmęczenia. Serio mówię i nie uwierzę, że ktoś może być taki słaby, że nie da rady.
    Raczej mu się nie chce.

    W naszej biedronie pracuje paru mężczyzn. Jeśli mężczyźni uciekają z biedrony, to na pewno nie z powodu fizycznej pracy, lecz z powodu zarobków, które nie satysfakcjonują faceta….

    Są osoby, które chwalą sobie taki system pracy tzn. nocki. Poza tym…. jeśli ktoś pracuje na nocki, to chyba musi być lekarzem, żeby „na legalu” móc się wyspać.
    Reszta ciężko pracuje (wiadomo, że „biurowy” nie pracuje nocą ;) ).

    Pozdrowienia ślę :)

  7. ~Królowa Karo · 9 lipca 2017 Odpowiedz

    No cóż… z 500+? Z pieniędzy, które zarabia za granicą drugi współmałożnek? Z pracy na czarno, bo wtedy nie trzeba płacić podatków? To chyba taka rzeczywistość.
    A Ukraińców faktycznie coraz więcej, nawet w moim mieście na zakupach to słyszę.

    • ~ariadna · 9 lipca 2017 Odpowiedz

      Z tego, co słyszę, nawet Ukraińcy zaczynają wybrzydzać, choć wielu pracuje za przysłowiowe trzy grosze…
      Ukrainie do nas, my na zachód. Któż by się w tym wszystkim połapał? ;)

  8. ~Helen · 9 lipca 2017 Odpowiedz

    Wszyscy komentatorzy mają po kawałku rację. Z jednym się nie zgodzę, ze to domena Polaków. W tej chwili na Zachodzie też już nie jest różowo, a Polacy wręcz ratują im biznes. To od lat był fenomen – tutaj było im biednie i małe zarobki, i brak odpowiedniej pracy, a tam profesor układał kafelki, jego żona niańczyła cudze dzieci, a po zapłaceniu zachodnich kosztów utrzymania zostawało im pewnie mniej niż w Polsce. Ale mało kto chciał się do tego przyznać.
    Widocznie zagraniczny pieniądz ma jakąś inną tajemną wartość, niezależnie od tej nominalnej…

    • ~fantomas · 9 lipca 2017 Odpowiedz

      Powiem ci Heleno, że może, nie mijasz się z prawdą, ale z pracą na zachodzie, gdzie koszty utrzymania są owszem wyższe, to jednak siła nabywcza pieniądza jest o wiele wieksza. Wiem, bo też pracuje za granicą.
      A wszystko w tym względzie zależy tylko i wyłącznie od ludzi. Tu gdzie jestem, Islandia, podatki mogą przestraszyć niejednego. 37 % zabiera państwo. Jednakże to, co pozostaje, pozwala dobrze i godnie żyć, czego u nas w kraju nie ma. A poza tym, wysokie podatki nie oznaczają okradania obywateli. Wręcz przeciwnie. Państwo dba o to, aby z tych podatków, spora część wróciła do obywateli w innej formie, czyli ułatwień w życiu codziennym.
      Oczywiście, tam gdzie Polacy, tam i narzekania słychać. Ale kiedy się przewala większość pieniędzy na, że tak powiem „przyjemności”, nic dziwnego, że i tu nie można dojść do niczego.
      jestem tu drugi miesiąc i wiem, że jak masz rozum i dwie zdrowe ręce, to żyjesz tu, jak panisko, o nic się nie martwiąc. jest tu wielu polaków, którzy postanowili związać swoje życie z Islandią na dłużej. Zakładają rodziny i dobrze sobie żyją. Mówią, że kiedyś wrócą do Polski, jak się dorobią. Obawiam się jednak, że przywykną do dobrobytu i do Polski, będą jeździć, aby zobaczyć egzotyczny skansen biedy ;)
      Możesz pomyśleć, odnieść wrażenie, że nie tylko praca w Polsce, ale i cała Polska jest bee… Nie, nie jest. Kocham mój kraj, choć wiele rzeczy mi się w nim nie podoba. A ekonomia szczególnie, gdzie dba się o interesy swoich, a ludzi ma sie w przysłowiowej dupie. A przecież to z pracy tych ludzi, pracodawcy i państwo mają pieniądze. Ale, gdy się dba tylko o swoich, prosty czlowiek nie ma na co liczyć. Tak postępowała każda władza, od czasów drugiej wojny światowej. To tamten czas sprawił, że skrzywiono psychikę polaków, wmawiajac im, że pracując, będą zyli godnie. wiemy, jak się to skończyło, ale był to wystarczajacy czas, aby całe pokolenia zostaly skrzywione.

      Pozdrawiam :)

  9. ~ariadna · 9 lipca 2017 Odpowiedz

    Hm…zadumałam się nad Twoją wypowiedzią.
    W sumie racja – tam zarobić i wrócić, ale czy opłaca się zostać? Słyszałam o wyższych niż u nas kosztach utrzymania.

    • ~fantomas · 9 lipca 2017 Odpowiedz

      Ariadno, tu nie ma nad czym dumać. Kto ma rozum, a pracuje za granicą, nie wraca do Polski. A nawet, jak wraca, szybko się z niego ewakuuje z powrotem. Poznałem tu paru młodych polaków i wiem, wiedzę po nich, że może i chcieliby wrócić kiedyś, ale nie sądzę, by zrobili to szybko i raczej nie wrócą. tu jest za dobrze. Chyba, że przyjdzie jakiś kataklizm, ale i on był niedawno w tym kraju. Mieli duży kryzys. jednak po rozmowach z polakami mieszkającymi tu w tym czasie, wiem, że najbardziej na kryzys narzekali sami Islandczycy. Polak nauczony jest chwytać to, co mu ręce wpadnie i potrafi przetrwać. Dlatego wiem, że świetnie sobie tu poradzę, nawet jeżeli się trochę pogorszy :) Pracy tu jest sporo, a wiadomo, że tam gdzie praca jest, nie pracują tylko ci, którym się w dupie przewróciło, albo wychował ich… socjalizm, który w naszym kraju wciąż jest wszechobecny. Nawet obecna władza pragnie go przywrócić, pod inną, nową nazwą.

      Pozdrawiam z kraju, gdzie nie zachodzi słońce :) Obecnie ;)

      • ~ariadna · 10 lipca 2017 Odpowiedz

        Dzięki, Fantomasie, za Twoją wypowiedź.
        Jest ona dla mnie bardzo cenna – wszak pokazujesz nam, jak to wygląda co prawda za granicą, ale z perspektywy Polaka :)

      • ~Helen · 11 lipca 2017 Odpowiedz

        Fantomasie, wymieniłeś dwie rzeczy, które nie obrazują typowych wyjazdów na saksy na Zachód. Po pierwsze jesteś dopiero drugi miesiąc, a to z całym szacunkiem za mało, żeby powiedzieć na pewno, że ci się to spodoba. Po drugie, jesteś na Islandii, a tam z całą pewnością można zarobić i godnie żyć. Wierzę bez dwóch zdań. Tyle że za jaką cenę? Myślę o klimacie.
        Nie bez powodu w Szwecji mają samobójstwa i alkoholizm. Klimat zmienia wszystko.
        Moi znajomi właśnie wrócili z Islandii z wycieczki. Płakali rzewnymi łzami, bo mieli pecha i trafili na wyjątkowy syf. To samo my mieliśmy w Szkocji a siostra w Norwegii. Moja przyjaciółka wyjechała przed laty do Danii i wyszła tam za mąż. Nie wytrzymała, uciekła z powrotem do kraju, choć tu jeszcze rządziła komuna. Dobił ją klimat i mentalność ludzi. Co z tego, że mogła tam „godnie żyć”?
        Nie zgodzę się, że w Polsce jest syf, że nędza. Tu też można się czegoś dorobić, i to uczciwie. Mówię o sobie i moich bliskich. Wszyscy jakoś znaleźliśmy się w tych realiach, choć zaczynaliśmy jeszcze za komuny. I nigdy, nawet wtedy, nie wyobrażałam sobie emigracji. Wiedziałam, że będę tęsknić jak oszalała, że żadne pieniądze mi tego nie wynagrodzą.
        Na koniec przykład znajomego, który wyjechał do Szwecji jako młody człowiek. Kiedy po 18 latach usiadł do stołu z naszymi znajomymi, słuchając naszego paplania, intelektualnych dysput czy głupich dowcipów, stwierdził ze smutkiem:
        - Jak ja wam zazdroszczę…
        Pozdrawiam

  10. ~Anna · 10 lipca 2017 Odpowiedz

    Od trzech chyba lat szukam kogoś, kto na ćwierć etatu, ale w elastycznych dla tej osoby godzinach, zajmie sie moim ogrodem. Oferuję godziwą pensję, i nic. Nie oczekuję cudów, a koszenia trawy, wyrywania chwastów, ewentualnie przycinania. I nic. Za bogato w okolicy?

  11. ~Agnieszka · 10 lipca 2017 Odpowiedz

    Sama nie wiem co napisać – może żyją z zasiłków?
    pozdrawiam!

    • ~ariadna · 10 lipca 2017 Odpowiedz

      Z zasiłków? Ale jakich? Zasiłek dla bezrobotnych kiedyś trwał rok, pod warunkiem, że przepracowało się określoną ilość lat. Potem zmieniono to na pół roku i tak już zostało ( z tego co kojarzę).
      Żeby dostać zasiłek z MOPS-u, GOPS-u trzeba mieć naprawdę bardzo małe dochody i…szału nie ma – te kwoty są bardzo niskie. Jak za to przeżyć….?

  12. ~Iwona Zmyślona · 10 lipca 2017 Odpowiedz

    Mój syn od półtora roku jest bez pracy. Wysyłał cv ale było ono jednym z setki. Pracując zagranicą inaczej się kalkuluje wydatki, bo przelicznik euro do złotówki jest czterokrotny i nawet przy wysokich kosztach utrzymania można godziwie żyć. Tak mówią wszyscy moi znajomi pracujący poza krajem i nie myślą aby wracać. Jeżeli chodzi i górników, to ich choroby zawodowe związane są z płucami i drogami oddechowymi, dlatego wcześniejsze emerytury w młodym wieku. Ponieważ Ślązacy, to pracowici ludzie, to przy zdrowych rękach i nogach wolą pracować nawet fizycznie i ciężko(bo nie ma cięższej pracy od tej pod ziemią, chyba że hutnicy), byleby nie gnuśnieć przy uprawianiu ogródka. Wielu bezrobotnych powinno brać z nich przykład, na zasadzie jak się chce to można.

  13. ~ariadna · 10 lipca 2017 Odpowiedz

    Górnicy to nie tylko Ślązacy ;)

    Z jednej strony masz rację – ich praca powoduje problemy z drogami oddechowymi, ale ciężki wysiłek (np. fedrowanie, nasypywanie węgla na wagony) powoduje kontuzje/urazy kręgosłupa i narządów ruchu. Przynajmniej tak się uważa. Jak dalej ciężko pracować?
    Mogłabym się w tym temacie trochę mocniej i dosadniej wypowiedzieć, ale nie chcę podpaść górnikom. Tym bardziej, że mam paru znajomych w tej grupie zawodowej, więc znam temat (powiedzmy) „od kuchni” ;)

    Serdeczności Iwonko :)

  14. ~Natalia · 11 lipca 2017 Odpowiedz

    W miejscowości, w której obecnie mieszkam i w innych przyległych, na słupach jest sporo ogłoszeń. Pewna firma w ogłoszeniu napisała :” PRACA SZUKA CIEBIE. ” Oferują niezłe zarobki, ale ludzi wciąż mało, bo ogłoszenie, co jakiś czas jest ponawiane. Nie rozumiem tego, bo Ukraińców u nas bez liku, każdy ima się różnych prac, a wciąż brakuje rąk do pracy. Przynajmniej nikt nie może narzekać, że z powodu bezrobocia nie może zarobić na chleb:)
    Serdeczności Ariadno ;)

  15. ~ariadna · 11 lipca 2017 Odpowiedz

    W zasadzie, to bezrobocie powinno mieć wartość…zero.
    Prawie jak w komunie – to praca na Ciebie czeka, nie Ty na pracę.
    Czy tak jest w rzeczywistości?

    Miłego dnia, Natalko :)

    • ~Natalia · 14 lipca 2017 Odpowiedz

      Myślę, że problemem są niskie płace, niedotrzymywanie umów przez pracodawców, opóźnione wypłaty i… lenistwo bezrobotnych. Niektórzy nie chcą pracować..jak ja na przykład:))) Przyjemnego piątku Ariadno :)

  16. ~ariadna · 11 lipca 2017 Odpowiedz

    Ciekawa jestem, Heleno, czy Fantomas zareaguje.
    Jakby nie było, przedstawiacie tę samą sprawę w dwóch różnych, odmiennych aspektach…

  17. ~Helen · 11 lipca 2017 Odpowiedz

    Nie wiem w jakim wieku jest Fantomas. Jeśli młody, to wszystko wydaje się prostsze a świat staje przed nim otworem. Ale jak to mówią – z wiekiem człowiek poznaje, co to był za otwór:))))
    Na Islandii osiedliła się masa Polaków, zaczynają oni stanowić znaczący procent ludności. Ale uwierz mi – za żadne pieniądze bym tam nie pojechała.
    A co do podatków, to w Holandii państwo zabiera 51% i wcale nie daje takiej rajskiej opieki w zamian. Mój szef właśnie dostał swoją emeryturę – całe 760,00 Euro! Spróbuj za to wyżyć. A całe życie ciężko pracował i płacił państwu haracz. Tyle że nie odkładał na prywatne polisy, bo nie było z czego i teraz jest naprawdę biedny.
    Trawa u sąsiada zawsze zieleńsza… Tak się mówi w Holandii.:)))
    Pozdrowka

    • ~ariadna · 12 lipca 2017 Odpowiedz

      Osobiście też bym nie wyjechała. Jednak mnóstwo ludzi wyjeżdża. Myślisz, że się łudzą, że będzie lepiej niż tu, w Polsce, Heleno?
      Z tego, co piszesz, Twoim znajomym nie bardzo wyszło….

  18. ~hegemon · 11 lipca 2017 Odpowiedz

    Z pracą fizyczną jest problem, ponieważ za granicą płacą znacznie lepiej. I mimo wyższych podatków oraz kosztów utrzymania, pozwala ludziom tam żyć pełnią życia – mam znajomych, którzy wykonują proste prace fizyczne w krajach zachodnich i nie dość, że zaspokajają wszystkie podstawowe potrzeby, to starcza im na podróże dla mnie nieosiągalne oraz finansowe wsparcie rodziny w kraju. Więc ten, kto chce i umie oraz mam możliwości rodzinne wyjazdu, to z Polski wyjeżdża.
    Dochodzi do takich paradoksów, że jakieś gminy w Norwegii na czas sezonu poszukiwały pracowników rolnych z Polski. Płaca 13,5 tys. miesięcznie. Zakwaterowanie za darmo i … nie mogli znaleźć wystarczająco chętnych.

    • ~ariadna · 12 lipca 2017 Odpowiedz

      Za granicą płacą lepiej za każdą pracę.
      Kwestia tylko tego, żeby na obczyźnie zarobić faktycznie tyle, żeby się utrzymać i móc coś odłożyć….
      Czy ta informacja o pieniądzach za pracę w Norwegii jest sprawdzona?
      Paru moich znajomych wyruszyło, pozostawiając swoją pracę w Polsce, na rzecz pracy za granicą np. na miesiąc (urlop bezpłatny). Kwota zarobku oscyluje wokół „piątki”-”siódemki”. Oczywiście, w naszym kraju, mało kto tyle zarobi (podobno). Jednak praca za granicą, to wyciśnięcie z pracownika wszystkiego, czego się da (na „sezonówce” często nawet po 12 godzin). Nie każdy się do tego nadaje i nie każdy wytrzyma.
      Wytrwali, którzy u nas skarżą się często na wiele dolegliwości, tam nagle zdrowieją ;) Mniej wytrwali już więcej nie pojadą.

      Za te 13,5 pewnie sama bym pojechała ;)
      Tylko kto by mnie puścił z mojej pracy….

  19. ~Maria · 12 lipca 2017 Odpowiedz

    Z powodu braku pracy na moim terenie(kuj-pom), dziewięć lat temu wyjechałam za granicę. Kilka lat wcześniej z tego samego powodu wyjechała moja córka, potem syn… Z tego co piszesz wynika, że teraz w Polsce pracy jest dużo. Nie wiem, więc nie będę się na ten temat wypowiadać. Ja w każdym razie nie żałuję, że wyjechałam, chociaż kiedyś dawno temu uważałam, że nigdy nie mogłabym żyć za granicą. Żyje mi się dobrze, a do mojego kraju mogę lecieć kiedy tylko mam ochotę. Mogę także zwiedzać inne miejsca, na co nie było mnie stać, gdy mieszkałam w Polsce. Pozdrawiam;)

  20. ~ariadna · 12 lipca 2017 Odpowiedz

    Marysiu, cieszę się, że jesteś zadowolona :)

    Nie napisałam, że pracy jest dużo, lecz, że brakuje w Polsce rąk do pracy – przede wszystkim fizycznej. Teraz jest taki trend, że wielu młodych ludzi kończy studia. Zresztą byle jakie, nieporównywalne np. z UJ czy UW, których nie respektują pracodawcy . Młodym się wydaje, że skoro skończyli studia, IM się należy (zarobek ponad „trójkę”, co najmniej). Faktem jest, że to ludzie bez żadnego doświadczenia zawodowego. Poza tym….ileż można wygenerować stanowisk umysłowych? Fizyczni też są przecież potrzebni, prawda? Powstaje konflikt interesów – skoro prawie wszyscy skończyli studia, kto ma wykonywać pracę, w której trzeba trochę poruszać mięśniami? ;) Do takiej pracy też trzeba ludzi…. A tu społeczeństwo składa się z większości umysłowych, którzy fizyczną pracą parać się nie będą, bo przecież po coś się uczyli, prawda?
    Trochę uprościłam ten obraz, ale tak to wygląda aktualnie w Polsce ;)

  21. ~Maria · 13 lipca 2017 Odpowiedz

    Ariadno, nie dawno miałam okazję poznać kilka osób po studiach z „tego trendu” . Gdyby sami się nie pochwalili, nigdy bym nie wpadła na to, że to ludzie po studiach, więc wiem o czym piszesz;)

  22. ~weronika · 14 lipca 2017 Odpowiedz

    ja kocham swoją pracę, wstaję do niej z przyjemnością i naprawdę nie rozumiem ludzi, którzy narzekają na poniedziałki… :) a codziennie muszę się rano zerwać z łóżka :)

    • ~ariadna · 14 lipca 2017 Odpowiedz

      Serio? Zrywasz się wcześniej? Ja też ;)
      Czasem czytam. Gdy za wcześnie wstanę. Zdarza Ci się takie coś? ;)

  23. ~Klarka Mrozek · 15 lipca 2017 Odpowiedz

    może zrób rozeznanie rynku – poczytaj ogłoszenia, zadzwoń do tych znajomych szukających pracowników tak, aby nie wiedzieli, że to Ty. Spytaj ich o warunki pracy i rodzaj umowy.
    Prawdą jest, że w Polsce koszty pracownika są wysokie i doprowadza to do absurdalnej sytuacji, kiedy pracodawcy bardziej opłaca się zwolnić pracownika „starego” i zatrudnić nowego za o wiele niższą stawkę. Są to młodzi ludzie, często uczniowie i studenci. Oni dopiero zaczynają karierę zawodową więc godzą się na każde warunki ale w trakcie pracy szukają lepszej, to oczywiste.
    W ogłoszeniach pracodawców często można przeczytać warunek – przyjmę..z orzeczeniem o niepełnosprawności. Również z powodu ulg.
    Poza tym – śmieciowe umowy, o dzieło, zlecenie, wreszcie – samozatrudnienie.
    Ostatnio pracowałam przez pół roku szkolnego na umowę zastępstwo, umowa opiewała na 1/2 etatu a ja musiałam pracować po 9 godzin. Dostawałam na rękę 1450 zł, czy gdybym była sama, mogłabym się utrzymać za te pieniądze? Dojazd kosztował mnie 100 zł. Praca była ciężka i wyczerpująca. Kiedy zmarła osoba, którą zastępowałam, nie przedłużono mojej umowy. W uzasadnieniu napisali – nie spełnia oczekiwań pracodawcy. Oczekiwania te to wykonywanie poleceń niezgodnych z przepisami, podpisywanie fikcyjnych umów itd.
    Ludzie nie chcą pracować jak niewolnicy, za najniższą stawkę, bez stabilizacji zawodowej. W firmach, gdzie dba się o pracownika, nie ma rotacji.

  24. Pojedyncza · 17 lipca 2017 Odpowiedz

    Też jestem zdania, że jeśli ktoś przez dłuższy czas nie podejmuje żadnego zatrudnienia (a nie ma przeciwwskazań obiektywnych), to widocznie… nie musi. Czyli ma jakieś inne źródło dochodu, które pozwala mu nic nie robić.

    Przyznam, że też często słyszę od znajomych przedsiębiorców, że nie mogą znaleźć pracowników. Mimo dobrych warunków finansowych. Ciekawe, prawda?
    Myślę, że trochę ma na to wpływ to, że jeśli ktoś jest dobry w swoim fachu to albo już dawno wyemigrował albo znalazł w kraju taką pracę, która go satysfakcjonuje i nie szuka innej. Coraz częściej też pracownicy zwracają uwagę też na inne aspekty warunków pracy, nie tylko na pieniądze, a z tym już bywa różnie. Ale pewnie kluczowe znaczenie ma konkretna branża. Np. obszar IT to ewidentnie rynek pracownika a nie pracodawcy (czyli że praca szuka człowieka, a nie człowiek pracy). ;-)

    • ariadna2 · 17 lipca 2017 Odpowiedz

      Hm…. w sumie w temacie nie wypowiedziało się wiele osób, ale….zauważyłaś jak bardzo przeciwstawne są opinie?
      Może to wszystko zależy od tego, czym sami się zajmujemy i w jakim środowisku żyjemy….

  25. ~ariadna · 17 lipca 2017 Odpowiedz

    I tu masz rację, Klarko – tam, gdzie dobrze, ludzi się nie szuka.
    Ale…czy są takie zawody, gdzie ludzi nie klasyfikuje się według słupków, daje dobrze zarobić i nie każe pracować ponad normę?

  26. ~Dorota dermiblog · 17 lipca 2017 Odpowiedz

    ech. no tak, Polacy to specyficzny naród. biedna aż piszczy, a kosze pełne zakupów, jestem zawsze zszokowana, jak idę na zakupy i widzę, jak dużo kupują inne osoby. a na wyprzedażach…no wiadomo taniej, ale ile można?

Zostaw odpowiedź