Pamiętacie saturator?

Pamiętacie saturator?

W pewnym markecie kupiłam wędlinę. Nieeeee. Nie o mięsiwie rzecz będzie.
Zaintrygował mnie fakt odniesienia sposobu przygotowywania wędliny do czasów przeszłych.
Każdy twierdzi, że to, co kupowaliśmy przed laty było dużo smaczniejsze. Pamiętacie smak pomarańczy w czasie świąt? A szynki? Dziś nic tak nie smakuje!
A pamiętacie wodę z saturatora? Nie? To przypomnijcie sobie, jak tworzyły się kolejki za taką wodą. W dzisiejszych czasach nie do pomyślenia, żeby po raz kolejny i kolejny korzystać z tej samej szklanki. A kiedyś? Wystarczyło przepłukać w zimnej wodzie i….
- Następny proszę!
I wszyscy zdrowi byli  :lol:
 
saturator
Czy ktoś potrafi wytłumaczyć ten „fenomen”?

50 komentarzy

  1. ~Krystyna · 22 sierpnia 2017 Odpowiedz

    Teraz człowiek zje i mu szkodzi nie wiadomo co, a kiedyś piłam taką wodę z saturatora i nic.
    Bakterie były wtedy chyba takie jakieś mniej zjadliwe ;-)))

  2. ~jotka · 23 sierpnia 2017 Odpowiedz

    Pewnie, że pamiętam i często piłam, z sokiem oczywiście. Podobno nie warto zbytnio sterylnie się prowadzić, bo to prowadzi do braku odporności i coś w tym jest…a czy widział ktoś wtedy salmonellę? a zrób teraz kogel-mogel! Strach!

  3. ~Teresa · 23 sierpnia 2017 Odpowiedz

    Nie raz stałam w takiej kolejce. To był smak. Niezapomniany smak. Nikt nie zastanawiał się wtedy nad myciem tych szklanek.

    • ~ariadna · 24 sierpnia 2017 Odpowiedz

      Nie dość, że niehigienicznie, to jeszcze trzeba było czekać, żeby otrzymać swój przydział bakterii hiihihih.
      Co za czasy! ;)

  4. ~Stokrotka · 23 sierpnia 2017 Odpowiedz

    Taki saturator to nawet był atrakcją. :-)

  5. ~Agnieszka · 23 sierpnia 2017 Odpowiedz

    Nigdy nie piłam z czegoś takiego… ech, widzę że ominęła mnie niezła zabawa;)
    A co do bakterii i tak dalej…może kiedyś faktycznie były mniej złośliwe?;)
    pozdrawiam serdecznie!

    • ~ariadna · 24 sierpnia 2017 Odpowiedz

      Nie wiem, czy powinnaś żałować, że nie skosztowałaś tej wody ;)
      Choć muszę przyznać, że woda z sokiem….pycha! do dziś pamiętam jej smak ;)

  6. ~Iwona A · 23 sierpnia 2017 Odpowiedz

    A jakże często się nie miało tej złotówki na wodę z sokiem bo się kupiło gumę Donald albo lizaka Kodżaka i trzeba było pić czystą gazowaną :-)))

    • ariadna2 · 27 sierpnia 2017 Odpowiedz

      …albo niczego wcześniej się nie kupiło, tylko po prostu – nie było nas stać.
      Ehhhhh, ale czasy!

  7. ~weronika · 23 sierpnia 2017 Odpowiedz

    moja mama bardzo często wspomina ten fenomen… :) dzisiaj bym się na to nie zgodziła…

  8. Ultra · 24 sierpnia 2017 Odpowiedz

    Moja babcia mówiła, że od brudu nikt nie umarł, natomiast od zepsutych potraw tak, więc codziennie wszystko musiało być świeżo przyrządzane. Kiedy wydelikacony Europejczyk jedzie do Azji, najczęściej tydzień spędza na oglądaniu kibla, a tam jedzą to samo i żyją. Trzymane w sterylnej czystości niemowlę, będzie później zmagało się z alergią.
    Zasyłam uśmiech

    • ~ariadna · 24 sierpnia 2017 Odpowiedz

      Wychowani w sterylnych warunkach, mamy problem z zaaklimatyzowaniem się w innych warunkach ;)
      Niestety….
      Co tu dużo ukrywać – wcześniej trzeba pozażywać florę bakteryjną (probiotyk), żeby nie musieć przez okres pobytu oglądać tylko…. kibelka ;)

  9. ~Magda · 24 sierpnia 2017 Odpowiedz

    A ja pamiętam, że można było kupić w kubeczkach jednorazowych i zawsze się dziwiłam tym, którzy wybierali szklanki, bo już jako dziecko brzydziłam się i dziwiłam, jak ci ludzie mogą pić z ledwo potokniętej szklanki, fuj ;-)

    Miłego dzionka :-)

  10. ~Frau Be · 24 sierpnia 2017 Odpowiedz

    Ten fenomen to się nazywa pierdolec. Dzisiaj wszystko takie delikutaśtne się zrobiło, to szkodzi, tamto szkodzi…

  11. ~iwona · 24 sierpnia 2017 Odpowiedz

    Ale ta sodówka smakowała w upał!!! Czemu była popularna? Bo nie było konkurencji. A co do szklanek – wtedy nie mówiło się tyle o higienie a i tak zdrowsi byliśmy.

  12. ~Znajoma · 24 sierpnia 2017 Odpowiedz

    Ech …piękne czasy. Kto by się tam zastanawiał, że szklanka przepłukana ino. Fajnie było się jeszcze załapać na małą piankę z ciśnienia :)

    I tu racja, wędlina inaczej smakowała, cóż dopiero pomarańcze !!!!!
    Może dlatego, że wszystko świeże, dojrzałe…a teraz na popych, na chemii…byle szybciej. No i nie każdego było na to stać.
    Pozdrawiam.

  13. ~oko · 25 sierpnia 2017 Odpowiedz

    jak pić się chce, to i z kałuży się człowiek napije (gdyby była). Saturator życie ratował pośrodku miasta. podobno życie jest chorobą śmiertelną…

    • ~ariadna · 26 sierpnia 2017 Odpowiedz

      W takie desperacji jeszcze nie byłam, żeby musieć pić z kałuży ;)

      • oko · 26 sierpnia 2017 Odpowiedz

        cóż. mi się zdarzyło wypić kran, a innym razem herbatę smażyłem na patelni na ognisku z braku bardziej wyspecjalizowanych przedmiotów. żeby było trudniej do tej smażonej herbaty wodę pozyskiwałem ze śniegu, bo innej nie było, a wódki nikt się nie odważył wlać na patelnię… do Pałkiewicza mi jednak daleko. życzę wody w bardziej przyjaznych „opakowaniach”.

  14. ~gordyjka · 26 sierpnia 2017 Odpowiedz

    Jako genetyczny zdechlak, miałam kategoryczny zakaz korzystania z saturatorów, więc korzystałam z nich na potęgę…I wyobraź sobie jak może smakować woda z saturatora pita w tajemnicy !! ;o)
    (Jak wprowadzili nakaz kubków jednorazowych to przestała mi smakować)…;o)

  15. ~ariadna · 26 sierpnia 2017 Odpowiedz

    Zakazany owoc smakuje najbardziej?
    Oj Gordyjko, Gordyjko….
    Dobrze, że wprowadzili te jednorazowe kubki ;)

  16. ~Królowa Karo · 27 sierpnia 2017 Odpowiedz

    Ja z tych, co jeszcze pamiętają saturatory… :) Letnie spacery w dzieciństwie nie mogły obejść się bez zahaczenia o taki punkt.

    • ~ariadna · 27 sierpnia 2017 Odpowiedz

      Właśnie ostatnio się zdziwiłam – koleżanka z mojego rocznika NIE POZNAŁA saturatorów. Wyobrażasz sobie? :)
      Może wszystko zależało od tego, gdzie kto mieszkał i jakie drogi przemierzał ;)

  17. ~Maria · 27 sierpnia 2017 Odpowiedz

    Tak, coś w tym jest… Dzieci wychowywały się bez nadmiernego chuchania i dmuchania, a jednak zdrowe były. Chyba poszliśmy za bardzo w tę sterylność i sztuczność. Wodę z takiego urządzenia pamiętam, a jakże, w upalny dzień smakowała jak napój Bogów;)

  18. ~ariadna · 27 sierpnia 2017 Odpowiedz

    Prawda?
    TO było PICIE! :)

  19. ~Natalia · 29 sierpnia 2017 Odpowiedz

    Kiedyś jedzenie było zdrowsze, nie było tyle chemii, co teraz. W 100gramach wędliny jest np.35 gram mięsa. A reszta? W końcu kupujemy wędlinę czy chemię, wodę i skórki ? Ludzie byli zdrowsi, mieli silniejszy układ immunologiczny, teraz większość je byle co, a więcej w tym chemii , niż natury, więc nie może spodziewać się, że będzie zdrowa. Przyjemnego dnia Ariadno :)

    • ~ariadna · 30 sierpnia 2017 Odpowiedz

      Z tym faszerowaniem jedzenia chemią to jakaś masakra!
      Jeśli kupuję wędlinę z drobiu i jest w niej 90 parę procent piersi z kurczaka, to jest OK ;) Rzadkość zresztą… Zazwyczaj proporcje są dużo mniej zachęcające.
      A jaki z tego wniosek?
      Trzeba starać się samemu przygotowywać jak najwięcej :)

      Buziaki ślę :)

      • ~Natalia · 31 sierpnia 2017 Odpowiedz

        Tak właśnie robię Ariadno. Nie pracuję, więc kurczaki kupujemy bezpośrednio u gospodarzy, to samo z jajkami, mlekiem i innymi produktami. Mięso w sklepie jest zazwyczaj z nastrzykami, w których jest chemia. Ziemniaki są gorsze, niż kiedyś mój dziadek miał dla świń. Teraz okazało się, ze Niemcy wysłali do nas tony zakażonego mięsa i zakażone jaja, już ugotowane. To dopiero masakra. Jeżeli ktoś lubi jeść świństwa, to jego sprawa, ale lepiej trochę się wysilić i jeść zdrowiej, bo czy całkiem zdrowo się da, tego nie jestem pewna:) Miłego dnia :*

        • ~ariadna · 1 września 2017 Odpowiedz

          Problem jest takiej natury, że nie każdy ma ten komfort, żeby nie pracować. Większość z nas pracuje ponad etat. W pracy wtedy przebywa się dużo więcej, niż w domu. Wiem…słaba wymówka, bo jeśli człowiek chce… tralalalala.
          Jednak czas coraz bardziej nas ogranicza. I wtedy najczęściej sięgamy po to, co gotowe…

          Uściski ślę :)

  20. ~paczucha · 29 sierpnia 2017 Odpowiedz

    Zdrowi byliśmy, bo uodpornieni. Dzisiaj dmuchamy na wszystko co powoduje, że zbyt sterylnie żyjemy i nie tworzymy płaszcza ochronnego. Uścisków moc.

    • ~ariadna · 30 sierpnia 2017 Odpowiedz

      Uściski się przydadzą – ja też ściskam :)

      A skąd brała się ta odporność? Myślę, że od nieustannego przebywania na świeżym powietrzu i mniejszej „sterylizacji” otoczenia ;) Jadło się marchewkę prosto z ziemi opłukaną tylko w kałuży, a wyrwaną z ogrodu rzodkiewkę, wcinało się nawet bez mycia. Na porządku dziennym było zajadanie cebuli ;)
      I zdrowi żeśmy byli! :)

  21. ~Iwona Zmyslona · 29 sierpnia 2017 Odpowiedz

    Dzisiejsi 30-latkowie nie pamiętają( tak jak mój syn) saturatora, smacznego jedzenia, wolnego od chemii, bo na pierwsze miejsce wysunęła się zachłanność i moc pieniądza.Tak jakby uważano, że im więcej pieniędzy tym dłuższe życie, a jak tak to powinno być także lepsze. Pozdrawiam.

    • ~ariadna · 30 sierpnia 2017 Odpowiedz

      A ja Ci powiem jeszcze jedno: nie tylko takie zmiany nastąpiły. Zmieniło się także to, iż desperacko usiłujemy przedłużyć swoje życie i urodę, pakując się w siebie tony suplementów. Oczywiście przeciążona wątroba daje znać o sobie i wtedy…. kupujemy następny suplement, który ma ją zregenerować ;)
      Może wystarczyłoby po prostu przestać w siebie pchać tony zmodyfikowanego jedzenia i leków? Wróćmy do tego, co najprostsze :)

  22. ~Ewa · 1 września 2017 Odpowiedz

    Będzie krótko. Wolałam z sokiem.

  23. ~hegemon · 1 września 2017 Odpowiedz

    Saturatory pamiętam świetnie. Teraz próbują ideę wskrzesić, ale nie da się wrócić do przeszłości…

  24. ~ariadna · 3 września 2017 Odpowiedz

    Nie wiem nawet, czy byśmy tego chcieli…

  25. ~Helen · 4 września 2017 Odpowiedz

    Niewątpliwie taka wymiana bakterii sprzyjała odporności, ale tylko do pewnego momentu. Dziś niewątpliwie jesteśmy bardziej delikatni, bo wszystko jest jednorazowe. Zderzenie z obcą kulturą bakteryjną od razu powoduje sensacje.
    A czy wtedy jedzenie zawsze było lepsze…? Pamiętasz pasztetówkę złożoną głównie z „papieru toaletowego”? A masło pompowane wodą (osobiście nie mam nic naprzeciw, ale wiadomo, jaki był cel)? Kurczaki karmione mączką rybną jedliśmy także za komuny.
    Człowiek wtedy pojadł dobrej szynki jak miał znajomego chłopa na wsi. A tę dobrą, prawdziwą ze sklepu, miał parę razy do roku, na święta. Nie chciałabym do tego wracać.
    Pozdrawiam

  26. ~ariadna · 4 września 2017 Odpowiedz

    Ja też bym nie chciała wracać. Jeśli pojawia się sentyment, to wiąże się to raczej z okresem dzieciństwa, beztroski (przynajmniej jeśli chodzi o tamte czasy) ;)
    Absolutnie nie dotyczy to żywności na kartki i deficytu wszystkiego na rynku.

    Pozdrowienia ślę :)

Zostaw odpowiedź