Mierzyć się z potworem…

Mierzyć się z potworem…

Poranek.

Jakich wiele.

Tylko czyjeś życie zmienić się miało.

 

 

Zegar tykał niemiłosiernie.

Gonił nas czas. Niewyspane stawiłyśmy się u celu.

A tu nic nie tknięte.

Rozumiałam. Trudno było opuszczać miejsce, w którym trzeba było zostawić mnóstwo przeżyć.

 

 

Zakasałam rękawy.

Młoda też.

Znikało życie kobiety w czeluściach kartonów.

 

 

Nie dziwię się, że poruszała się niczym w malignie.

Trudno było jej się pogodzić:

ze śmiercią,

ze zmianami,

z przeprowadzką.

Rozumiałam to.

 

 

Na nowym mieszkaniu alarm!

Niecierpliwy właściciel.

Stawiała kroki. Niespiesznie. Po lekach spowolniona.

- Jak ona da rady?! – myślałam – Zmierzyć się z tym wszystkim….

- Chodź szybciej, nie będzie czekać – rzuciłam.

- Idę – rzekła, poruszając się wciąż ślimaczym tempem.

 

 

Mieszkanie było dużo mniejsze i droższe, ale jaśniejsze.

Klitka.

Jak w hotelu.

Jednak przyjemnie zaglądało tu słońce.

Mam nadzieję, że słońce polubi właścicielkę, a ona rozjaśni się choć na chwilę.

Jest taka poważna!

Dotarło do niej to, co się dzieje…

Do nas wszystkich.

Już dawno.

 

 

Załatwiłyśmy.

Podpisała werdykt.

Trzeba było wracać.

Przed mieszkaniem tumult – nie spakowane pół życia!

A tu trzeba się spieszyć, nie bacząc na smutek – policja może nałożyć mandat na życzliwego, który przyjechał samochodem, by pomóc.

 

 

               *                     *                    *

 

Minęło prawie pół miesiąca.

Rozumiem tamten smutek.

I modlę się, by jej się udało.

Nałogi są jak rak – trudno się od niego uwolnić.

Mam nadzieję, że jej się uda.

 

krzesło

 

 

 

 

 

57 komentarzy

  1. ~iwona · 4 września 2017 Odpowiedz

    Zgaduję, że udało ci się pomóc tej nieszczęśliwej kobiecie – jesteś wielka, wspaniała. Mam nadzieje, że ta pani wykorzysta swoją szansę.

  2. ~ariadna · 4 września 2017 Odpowiedz

    „Ta” pani to mama Młodej, więc….

    • ~Znajoma · 4 września 2017 Odpowiedz

      Zatkało mnie. W ogóle nie skojarzyłam :(
      Dobrze, że ma WAS.

      • ~ariadna · 4 września 2017 Odpowiedz

        Hm…no cóż.
        Wiesz już.
        Mam nadzieję, że wszystko dobrze się ułoży.

        • ~Znajoma · 4 września 2017 Odpowiedz

          Na pewno sie ułoży. „Zarazisz” ją swoją siłą :)

          • ~ariadna · 4 września 2017

            Mam siłę, bo pozwalam jej się wyzwolić.
            Bywało rozmaicie.
            Może dlatego rozumiem, że ktoś może nie mieć ochoty na nic, nawet na życie. Dlatego pomagam.
            Przede wszystkim dlatego.

            Trzymaj się ciepło :)

    • ~iwona · 4 września 2017 Odpowiedz

      Nie wiedziałam, może nie zrozumiałam… Tym bardziej dobrze, że jesteś i wspierasz.

      • ~ariadna · 4 września 2017 Odpowiedz

        Dawno, zanim nie wykasowałam wcześniejszego bloga, pisałam o tym obszerniej, ale może nie powinnam…
        Teraz nie piszę już tak otwarcie, żeby Młodej nie było przykro.
        Faktem jest, iż nie chcę nikogo oceniać. Raczej podzielić się swoimi odczuciami. Blog to przecież także pamiętnik, w którym dzielimy się ważnymi sprawami. TA jest bardzo ważna.

  3. ~Teresa · 4 września 2017 Odpowiedz

    Ariadno trzymam kciuki bardzo mocno.
    Pamiętam, jak o Niej pisałaś dużo wcześniej…….
    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie Ariadno. :) .

  4. ~korek · 4 września 2017 Odpowiedz

    Ja też postanowilam się zmierzyć ze swoim potworem …kolejny raz .
    może tym razem mi się uda.

  5. ~ariadna · 4 września 2017 Odpowiedz

    Trzymanie na pewno przyniesie pozytywny efekt :)

  6. ~Krystyna · 4 września 2017 Odpowiedz

    Życzę , aby wszystko się unormowało…
    Życie nie jest proste…
    Pozdrawiam serdecznie !

    • ~ariadna · 4 września 2017 Odpowiedz

      Będziemy trzymać rękę na pulsie – musi być dobrze.
      Na razie bezduszność procedur, a właściwie urzędów podcina skrzydła – nie dość, że się pomaga, to trzeba się tłumaczyć z dochodów, wydatków itp.
      Szkoda gadać….

  7. ~Ultra · 4 września 2017 Odpowiedz

    Ariadno, wszystko wymaga czasu i spokoju. Niemniej jednak uważam, że koniecznie Młoda powinna skorzystać z rady dobrego psychologa, by zmniejszyć traumę i skrócić czas oczekiwania na powrót do życia w pełni.
    Serdeczności

    • ~ariadna · 4 września 2017 Odpowiedz

      Młoda ma chodzić do psychologa? Chyba jej mama…
      My już przerabiałyśmy psychologów, kilka lat temu, gdy życie przygniatało ciężarem, a przeszłość była na tyle przytłaczająca, że coś Z TYM trzeba było zrobić.
      I zrobiłyśmy. Wtedy.
      Teraz musimy pomóc komu innemu.

      Dobrego wieczoru :)

  8. ~Jaga · 4 września 2017 Odpowiedz

    „Znikało życie kobiety w czeluściach kartonów” – tak właśnie kilka dni pakowałyśmy czyjeś życie w kartony… boli – ale teraz tylko nas

    • ~ariadna · 4 września 2017 Odpowiedz

      Śmierć zawsze boli. Trudno się z nią pogodzić.
      Jeśli wszystko się nawarstwia – czyjaś śmierć, utrata pracy, mieszkania, choroba, wtedy jest jeszcze trudniej.

      Zawsze mówią, że pozostającym przy życiu i opłakującym zmarłego, jest dużo gorzej niż zmarłemu. Przytulam Cię mocno. Na śmierć niestety nie ma rady. Zawirowania w życiu można wyprostować….

  9. ~jotka · 4 września 2017 Odpowiedz

    Z życiem radzi sobie podobnie jak z tymi kartonami…niektórym trzeba pomagać ciągle , chyba do końca, niestety :-(

    • ~ariadna · 4 września 2017 Odpowiedz

      Coś w tym jest – jedni poradzą sobie sami, innych trzeba pchać do życia.
      W tym przypadku to rozumiem – za dużo się zwaliło….

  10. ~paczucha · 4 września 2017 Odpowiedz

    Trzymam kciuki za pozytywne zakończenie. Bo musi być dobrze, prawda ???

  11. Stokrotka · 5 września 2017 Odpowiedz

    Zobaczysz – będzie dobrze.
    Nie może być inaczej.

    :-)

  12. ~Iwona Zmyslona · 5 września 2017 Odpowiedz

    Przyznaję, że nie w pełni zrozumiałam treść, kim jest młoda i jej matka dla Ciebie? Pomagasz „Starszej”, bo robisz to w stosunku do każdego potrzebującego? Potworem jest nałóg, depresja czy inna choroba? Takie pytania mnie nurtowały po przeczytaniu tekstu, dlatego je zadałam. Dopiero gdybym dogłębniej poznała temat potrafiłabym powiedzieć czy będzie kiedyś dobrze, czy nie i czy Tobie wystarczy sił. Dlatego dzisiaj ściskam na odległość i życzę wytrwałości.

  13. ~Frau Be · 5 września 2017 Odpowiedz

    To o tej kobiecie niedawno pisałaś, prawda?
    Zamyśliłam się nad jej smutkiem – znam go aż nazbyt dobrze. Towarzyszy mi wiernie jak cień od iluś tam lat, choć go nie widać… A i życie moje inaczej się poukładało… Tylko Wielki Smutek – zawsze ten sam…

    • ~ariadna · 5 września 2017 Odpowiedz

      Dlaczego?
      Skąd ten smutek?

      Czytałam ostatnio pewną książkę, w której określono bohatera, jako wiecznie smutnego. Już jako dziecko był dojrzały, poważny i….smutny. Taki „młody stary”. Myślisz, że takim można się urodzić?

      Serdeczności Frau Be :)

      • ~ariadna · 5 września 2017 Odpowiedz

        Wiem coś o takim wszechogarniającym smutku.
        Mogę się domyślać, co się wtedy czuje.
        Dlaczego czują go także ludzie, którzy nie powinni narzekać na swoje życie?

        • ~Frau Be · 6 września 2017 Odpowiedz

          Nie wiem, Ariadno. Wiem tylko, że mój Wielki Smutek nie jest nieuzasadniony, a moje życie nie należy do tych, na które nie powinno się narzekać. Mój smutek ma swoje źródło. Liczę się z tym, że być może do końca życia się od niego nie uwolnię, choć, oczywiście, wolałabym, żeby odszedł na zawsze.

          • ~ariadna · 7 września 2017

            Hm…co do narzekania….zawsze powtarzam, że z moim życiem dałoby się obdzielić kilka osób (dotyczy to także złych wydarzeń, które się w nim działy….działy, na szczęście :) ).
            Nie umniejszam Twego smutku, ale myślę, że jeśli ma się świadomość, że zło dotknęło nie tylko nas, wtedy jest łatwiej.

            Uściski ślę (takie mega pozytywne! :) )

  14. ~ariadna · 5 września 2017 Odpowiedz

    Iwonko, odsyłam Cię jeszcze raz do tekstu:
    http://ariadna.piszecomysle.pl/2017/08/17/kto-jest-bez-grzechu-niech-pierwszy-rzuci-kamieniem/
    Potwór – nałóg.
    Młoda – moja synowa.
    Jeszcze jakieś pytania? :)

    Nie wiem, co musiałoby się wydarzyć, żeby brakło mi sił.
    A kiedyś faktycznie brakowało…. Minęły lata, ja się zmieniłam, moja sytuacja się zmieniła – stałam się twardsza. Bez Twoich prognoz wiem, że dam radę. Bardziej martwię się o mamę Młodej, czy ona wytrwa….

    Ściskam wieczorową porą :)

  15. ~Agnieszka · 5 września 2017 Odpowiedz

    Chciałabym aby wszystko się ułożyło. I było normalnie… bo żyjemy takich „ciekawych” czasach, że normalność staje się towarem luksusowym…
    pozdrawiam serdecznie!

  16. ~gordyjka · 5 września 2017 Odpowiedz

    W tej materii nie mam dobrych doświadczeń, więc pozostawię tylko pozdrowienia i…Trzymaj się !! Bo kiedy Matka Młodej „zawali”, Wy dostaniecie odłamkami…
    Kciuki trzymam za Młodą…;o) I to Ona Cię potrzebuje jak nikt na Świecie…

  17. ~Dorota dermiblog · 6 września 2017 Odpowiedz

    Oby się wszystko ułożyło. Każdy zasługuje na spokojne życie…

  18. ~Asia · 6 września 2017 Odpowiedz

    Najtrudniejsza rola to pomagać. Nie każdy potrafi. Łatwo można skrzywdzić. Wierzę, że uważasz… Trzymajcie się mocno nowego życia
    Pozdrawiam
    https://goodmorning73.blogspot.com/

  19. ~Natalia · 7 września 2017 Odpowiedz

    Miłości najbardziej potrzebują osoby, których najtrudniej kochać. Gdzieś kiedyś przeczytałam to zdanie i utkwiło w mojej pamięci, bo to prawda.Nałóg to straszna rzecz i rzadko kto wychodzi z niego bez pomocy. Czym dłużej ktoś w nim tkwi tym mniejsze ma szanse na wyjście. Potwór zwykle okazuje się silniejszy od człowieka. Ciężka sprawa. Pozdrawiam serdecznie Ariadno :)

    • ~ariadna · 7 września 2017 Odpowiedz

      Ciężka, ale nie niemożliwa do udźwignięcia.
      Jestem dobrej myśli :)

      Buziaki :)

      • ~Natalia · 9 września 2017 Odpowiedz

        Ariadno życie pokazuje, że wszystko można zmienić, dosłownie wszystko. Trzeba tylko chcieć, robić coś w tym kierunku i mieć pomocnika, przynajmniej jednego, bo w pojedynkę zawsze jest trudniej:)
        Mnie wyszło, bo wyzbyłam się nałogu. Jako nastolatka paliłam, potem nałogowo, dosłownie ..obżerałam się czekoladą, a teraz nie jem nawet słodyczy, o paleniu zupełnie zapomniałam. Z wodą ognistą jest trudniej, ale można sobie i z tym potworem poradzić. Powodzenia dla tej pani :)
        Miłej soboty:)

        • ~ariadna · 16 września 2017 Odpowiedz

          Oczywiście!
          Wszystko jest kwestią odpowiedniej motywacji :)
          Ja też paliłam, ale już od ćwierćwiecza nie palę ;)
          Jednak muszę z tym uważać – jeden papieros i….

          Wzajemnie – miłej soboty, choć nie tej, o której mówisz :)

  20. ~Królowa Karo · 7 września 2017 Odpowiedz

    Budowanie życia na nowo jest trudne. Potrzeba wielkiej odwagi. Nawet jeśli wokół jest wiele życzliwych ludzi, trzeba tę siłę znaleźć w sobie. Wiem o czym mówię. I wiem, że to jedyna droga do uśmiechu.

  21. ~ariadna · 8 września 2017 Odpowiedz

    Jedyna rozsądna droga :)

  22. szarabajka · 10 września 2017 Odpowiedz

    Do mojej mamy wprowadził się syn, bo nie mogła już mieszkać sama. Też mam nadzieję, że jakoś się im ułoży. Na razie jest rozpacz, bo „w ostatnich 5ciu minutach życia chciałam być u siebie i mieć swoje porządki”.
    Nie masz wrażenia, że w życiu wszystko przychodzi za późno?

    • ~ariadna · 16 września 2017 Odpowiedz

      Zależy jak na to spojrzeć.
      I zależy jakie doświadczenia są udziałem człowieka.
      Ja już się „nadoświadczałam”, i złego i dobrego. Bilans jest jednak dodatni :)

  23. ~dobrycoach · 11 września 2017 Odpowiedz

    Wspaniale, ze pomagasz, bo tej Osobie jest to bardzo. bardzo potrzebne pry walce nałogiem wsparcie kogoś dobrego jest kluczowe. Gdyby jeszcze więcej było takich Osób jak Ty świat stałby się wspaniały…. pozdrawiam ciepło

    • ~ariadna · 16 września 2017 Odpowiedz

      Przyłożyłam tylko rękę do lepszego startu, jeśli mam być szczera :)
      Dalej już wszystko w rękach mamy Młodej :)

  24. ~A. · 12 września 2017 Odpowiedz

    Życie bywa okrutne i niezbadane…Ale zawsze warto pomagać…Dobra energia wraca.

  25. ~ariadna · 16 września 2017 Odpowiedz

    Energia może i wraca, choć nie zawsze ze strony osób, które jej doświadczają ;)

  26. ~Gaja · 16 września 2017 Odpowiedz

    Dobrze, że miała obok kogoś takiego jak Ty, chcącego pomagać. Prawdziwe szczęście w nieszczęściu. Ile razy słyszy się, że np. znaleźli w mieszkaniu zwłoki starszej osoby, która nie żyła od miesiąca, ale nikt nie zauważył, że zniknęła.

  27. ~ariadna · 17 września 2017 Odpowiedz

    To smutne, że wciąż oddalamy się od ludzi…

  28. ~Helen · 18 września 2017 Odpowiedz

    Pomaganie daję siłę. Ja pomagam maluchom wejść w życie bez obciążeń, ty pomagasz się tych obciążeń pozbyć. Ja zapobiegam, ty leczysz.
    A dobro zawsze wraca, nawet jeśli ze strony innych :)) Trzymaj się ciepło:)

    • ~ariadna · 25 września 2017 Odpowiedz

      Heleno, nie zauważyłam wcześniej Twego komentarza – wybacz :)
      Ja bym chciała uleczyć tę sytuację, ale….dużo zależy od głównej zainteresowanej.
      Mogę pomóc, ale nie dam rady wyręczyć.

      Całusy ślę dla Ciebie i maluchów :)

  29. ~Vojtek · 25 września 2017 Odpowiedz

    Pogoda już się poprawiła. Wczoraj byłem w Bielsku Białej. Dlaczego tak długo pozostaję???? A NIECH CIĘ TROCHĘ POKORCI :) :) :)
    Pozdrowienia serdeczne górskie

Zostaw odpowiedź