Optymistów ze świecą szukać

Optymistów ze świecą szukać

 

 

Nie wiem, czy lubię to miejsce.

Wolałabym tu nie bywać. Za każdym razem czuję się, jak niepożądany gość.

Brzydota pomieszczeń odstrasza.

Dobrze, że to nie w moim mieście…

 

Tym razem zapisano nas na godzinę. Chwała Bogu! Nie trzeba czekać tak długo, jak w zeszłym roku. Przecież to takie proste rozwiązanie, żeby wyeliminować długi czas oczekiwania – przypisać pacjenta do danej godziny.

 

Usiadłam na korytarzu, wdając się w niezobowiązującą pogawędkę z pacjentkami.

Najprawdopodobniej będziemy się spotykać wciąż w jednym i tym samym gronie.

Jedną z kobiet miałam okazję poznać w czasie wizyty w zeszłym roku.

Tymczasem przez korytarz przesuwała się dziwna trójka. Dwójkę starszych państwa oceniłam na małżeństwo. Starszego mężczyznę prowadził młodszy, zapewne syn tych dwojga.

Kobieta przystanęła przy ławce na której siedziałyśmy.

- Czy tutaj przyjmuje lekarz…? – i wymieniła nazwisko.

- Nie. Doktor…. – podałam właściwe.

Trójka przesuwała się dalej, w głąb korytarza.

 

Czas mijał.

Pacjenci przychodzili i odchodzili.

Zabijając czas oglądałam zdjęcia wyspy (Frau Be, pogrożę Ci palcem – to przez Ciebie stwierdziłam, że TAM muszę być! Może zakocham się w kolejnym miejscu…).

Zerknęłam w dal korytarza. Z gabinetu wyszła trójka poznanych wcześniej osób.

Rytm marszu narzucał mężczyzna o lasce – pomalutku, noga za nogą.

- Pytała mnie, czy byłem grzeczny – opowiadał. – Oczywiście, że byłem…

To pewnie o lekarce.

 

Jestem przyzwyczajona do chorób i niepełnosprawnych ludzi.

Jednak przelotnie zerknęłam na mężczyznę i może to wystarczyło….

Przy ławce, na której siedziałam, przystanęła kobieta idąca z mężczyznami.

Choć starsza, ubrana bardzo gustownie, we wszelakiego rodzaju odcienie zieleni.

Pasowało jej to.

Dopiero teraz zauważyłam, że i ona podpiera się laską.

- Ładnie razem wyglądamy, prawda? – zaśmiała się. 

- Dlaczego? – zapytałam, zupełnie nie rozumiejąc kontekstu. .

- Niech pani spojrzy. On ma Parkinsona, a ja endoprotezę biodra.

- Pięknie państwo wyglądacie. Naprawdę bardzo dobrze! – rzekłam.

I właśnie tak myślałam.

Z całego serca!

Oboje swoim poczuciem humoru rozświetlili mrok zaniedbanego szpitala.

- Dziękuję pani – odrzekła starsza pani.

Mało kto w tych czasach potrafi wdzięcznie przyjmować komplementy.

I wiecie co? Rzadko spotyka się ludzi, którzy nie narzekają na swoje dolegliwości, ale pomimo nich, potrafią cieszyć się życiem.

 

Ci starsi państwo rozświetlili dziś mrok deszczowego dnia.

To był dla mnie zaszczyt spotkać kogoś takiego na swej drodze.

Widać, że pomimo upływu lat, ta para się kocha 8-)

 

 

poduszki

 

 

*                                  *                                  *

 

 

O pięknej miłości nut kilka:

 

 

 

68 komentarzy

  1. ~Teresa · 4 października 2017 Odpowiedz

    Fajni starsi ludzie. Ariadno miałaś szczęście, bo ja nigdy nikogo takiego nie spotkałam, tylko wiecznie narzekających w tych kolejkach.
    Pozdrawiam Ariadno. :) .

    • ~ariadna · 4 października 2017 Odpowiedz

      Fajni. Naprawdę miło było na nich patrzyć, choć byli bardzo, bardzo powolni….
      Przynajmniej, jeśli chodzi o sposób poruszania się.
      Miłego dnia, Teresko :)

  2. ~jotka · 4 października 2017 Odpowiedz

    A ja widuję takie starsze pary, idące zawsze za rączkę, wszędzie razem, nawet do piekarni po chlebek. Nie wszystkim się to udaje, jeden z takich znajomych z widzenia, od jakiegoś czasu chodzi sam…
    życzyłabym sobie tak późnej starości we dwoje…

    • ~ariadna · 4 października 2017 Odpowiedz

      Może doszło do rodzinnej kłótni między staruszkami, skoro pan chodzi sam…?
      Wiesz, jak to jest w życiu, Jotko ;)

      Pary, które bywają wszędzie razem, wcale nie są zgodne (przynajmniej tak to wygląda z moich obserwacji). Często to zadziory, które walczą ze sobą, ale mimo wszystko, nie potrafią żyć bez siebie. Może właśnie o to chodzi, żeby wcale nie mieć zawsze tego samego zdania, ale w newralgicznych momentach, stanąć za sobą murem… :)

  3. ~Krystyna · 4 października 2017 Odpowiedz

    Pięknie opisałaś historię…
    O poczucie humoru jakoś w tych czasach trudno…
    Ja dużo uśmiecham się i śmieję , ale ludzie nie.
    Piękna para, zdrowia im i Tobie życzę…
    Może sprawdź tę stronę
    Akademia Witalności
    Mnie się przydała.
    Pozdrawiam :-)

    • ~ariadna · 4 października 2017 Odpowiedz

      Oczywiście Krysiu, że zajrzę :)
      Wykonywany przeze mnie zawód wymaga bycia na bieżąco w kwestiach zdrowia, ale nie zawadzi dowiedzieć się czegoś więcej ;)

  4. ~Frau Be · 4 października 2017 Odpowiedz

    Ejże, nie strasz mnie, bo się zamknę w sobie!
    Stan zakochania trwa, u mojej córki też. Muszę tam wrócić…

    • ~ariadna · 4 października 2017 Odpowiedz

      Ja właśnie nie wiem, czy pojadę po raz wtóry, ale na pewno choć jeden jedyny raz bardzo bym chciała.
      Jakby nie patrzyć, to nie jest tani wyjazd, choć w sumie po to człowiek pracuje, żeby coś mieć z tego życia, prawda? ;)
      W każdym razie, jakbyś chciała udzielić mi jakichś praktycznych porad w kwestii tego wyjazdu, pisz na maila :) Trochę się już wyedukowałam – ludzie, którzy tam byli, sporo piszą o tym miejscu. Jeszcze mam sporo czasu….

      Pozdrowienia dla dwóch zakochanych pań :)

      • ~Frau Be · 5 października 2017 Odpowiedz

        Kocham, kocham, kocham!
        Nie wiem, co chciałabyś wiedzieć, możesz mi przysłać listę pytań i tematów :D Adres jest na blogu po prawej.

        • ~ariadna · 8 października 2017 Odpowiedz

          Na razie podczytuję trzy blogi, w których znalazłam info na temat wyspy i koresponduję z lokalnym przewodnikiem Polakiem :)
          Jeśli czegoś się nie doczytam, oczywiście napiszę.
          Jeszcze sporo czasu. Na razie zakładam akcję „skarbonka” czyli zbieranie kasy ;)
          Będę pamiętać, że i Ciebie mogę zapytać o to i o owo :)

  5. ~Iwona Zmyslona · 4 października 2017 Odpowiedz

    Dawno temu, jeszcze za moich licealnych czasów, w jednym z wypracowań napisałam zdanie, że czegoś/ kogoś ze świecą szukać. Odpowiedź mojego polonisty brzmiała „w dobie atomu, ty chcesz ze świecą szukać?”. Optymistów nie tylko wśród starszych ludzi nie brakuje. Tyle tylko, że pesymistów jest więcej dlatego tych pierwszych tak trudno jest dostrzec. Motyw muzyczny bardzo romantyczny. Pozdrawiam.

    • ~ariadna · 4 października 2017 Odpowiedz

      Motyw muzyczny ciekawy, aczkolwiek ja, jak zwykle wybieram książkę.
      „Zanim się pojawiłeś” złamało mi serce. Na długo. Z tym większą chęcią sięgnęłam po drugą pozycję „Kiedy odszedłeś”.

      W naszą polską naturę wpisane jest narzekanie. Czasem się zastanawiam, czy powodem tego stanu rzeczy, nie jest czasem klimat w naszym kraju.
      Zauważyłaś, że na wiosnę i lato mamy lepszy nastrój?
      Budzisz się i widzisz słońce. Jak tu mieć zły nastrój? ;)

  6. ~Anna · 4 października 2017 Odpowiedz

    Chyba nie do końca łapię przesłanie, nie pierwszy raz zreszta :):):), coś mi szwankuje głowa ostatnio. A może inaczej rozumiem optymism, niekoniecznie jako radośc zycia.

    • ~ariadna · 4 października 2017 Odpowiedz

      Wiki mówi tak o optymizmie:

      „Optymizm (z łac.optimum – najlepiej) – pogląd filozoficzny, według którego istniejący świat jest najlepszy z możliwych i racjonalnie urządzony, a życie jest dobre, można więc osiągnąć w nim szczęście i doskonałość moralną. Podkreśla stosunek do życia, w którym świat postrzegamy przede wszystkim jako pozytywne miejsce, jako coś dobrego.
      Optymiści generalnie postrzegają ludzi i zdarzenia jako dobre. Mają pozytywny stosunek do życia, wierząc w to, iż rzeczy z czasem ułożą się pomyślnie. U chrześcijan ten „pozytywny” stosunek do życia jest konsekwencją ich wiary, a nie ludzkiego temperamentu czy okoliczności.”

      Summa summarum pozytywny stosunek do życia przekłada się na to, jak żyjemy. Czy cieszy nas to, w czym tkwimy i z czym się stykamy…
      Pesymista widzi wszystko w czarnych kolorach, jak więc ma się cieszyć życiem? ;)

      A jak Ty, Anno postrzegasz radość życia? :)

  7. ~Iwona · 4 października 2017 Odpowiedz

    Ja też znam takie pary, jedna, bliska nam, niedawno się rozdzieliła na zawsze. Ta strona, która została na ziemi, nie może dojść do siebie, czas niewiele pomaga. W ogóle mam wrażenie, że wśród starszego pokolenia jest dużo par takich na zawsze, dopóki się da. takich, co to nie rozstają się z pierwszego powodu, który pozwala dostrzec, że jednak się różnią. Korciło mnie, żeby napisać – tak jak młodzi. Ale traktuj to tak, jakby nie było napisane. Wszak jesteśmy optymistkami, prawda? Młodzi też dojrzeją do wspólnej starości. Pozdrowienia Ariadno:)

    • ~ariadna · 4 października 2017 Odpowiedz

      Młodzi nie myślą o starości.
      Dla 18-latka 40-latek jest bardzo stary.
      Gdy dawny 18-latek osiągnie wiek 40, wtedy nawet 60-latek wydaje mu się młody ;) Tak to już jest.
      Chęci bycia na zawsze faktycznie nabywa się z wiekiem. Nie chciałabym, żeby zabrzmiało to pesymistycznie, ale czyż nie jest trochę prawdy w tym, że starsi po prostu nie mają innego wyjścia, jak tylko tkwić dalej w czymś, co połączyło ich przed laty…? Młodzi walczą między sobą – o dominację, o rację, o kasę. W starszych nie ma już chęci na tę walkę.

  8. ~Iwona A · 4 października 2017 Odpowiedz

    A bo ja wiem? U nas ludzie jakos mniej narzekaja. Chcialabym tak do konca zycia trzymac sie za rece…

    • ~ariadna · 4 października 2017 Odpowiedz

      Co kraj, to obyczaj.
      Masz szczęście, że trafiłaś do kraju, gdzie ludzie nie narzekają. A może po prostu myślą, że im nie wypada….?
      Czy Amerykanie narzekają? Ależ skąd! U nich zawsze jest OK.
      Jednak to właśnie tam największy odsetek ludzi cierpi na depresję i zażywa neuroleptyki. Jak to wytłumaczyć, skoro… „zawsze jest OK”? ;)

  9. ~oko · 4 października 2017 Odpowiedz

    umieć nie narzekać, to urzekająca umiejętność (że tak się pobawię słówkami)

  10. ~Natalia · 5 października 2017 Odpowiedz

    Ludzie najczęściej narzekają, wtedy, gdy mają powód i gdy nie mają powodu. Myślę, że często z przyzwyczajenia. Starsi najczęściej opowiadają o swoich chorobach, ale fajnie pogadać z kimś wesołym, kto potrafi i dobrze znosić swoje cierpienia i żartować z nich. Nie wiem, ale osobiście chyba nie potrafiłabym, bo ciężko znosiłam różnego rodzaju bóle. Dzięki Bogu jestem zdrowa, lekarzy nie odwiedzam, czuję się wspaniale i jestem zadowolona z życia:)) Serdeczności Ariadno:)

    • ariadna2 · 8 października 2017 Odpowiedz

      Nie pamiętam, żeby coś przewlekle mnie bolało.
      Czasem dusza, ale to już całkiem inna sprawa ;)

      Udanej niedzieli, Natalko :)

      • ~Natalia · 9 października 2017 Odpowiedz

        Moja dusza śpiewa, więc i ciało się regeneruje. Jedni z drugim jest powiązane. Generalnie zawsze byłam optymistką, nawet gdy coś nie zagrało. Taki mam charakter. Życzę Ci wszystkiego, co dobre Ariadno:)

        • ariadna2 · 9 października 2017 Odpowiedz

          Pamiętam, pamiętam, że zawsze miałaś optymistyczne nastawienie do życia :)
          W końcu jakby nie było, wirtualnie znamy się kopę lat ;)

          Wzajemnie – wszystkiego, co najlepsze :)

  11. ~Helen · 5 października 2017 Odpowiedz

    Ja mam to permanentnie, kiedy odwiedzam moich staruszków.:))
    80 lat, z czego ponad 60 razem, ręka w rękę.
    I chociaż życie ich nie głaskało, nie stracili optymizmu. Właściwie dotyczy to już tylko mamy, bo ona ma zdrowe poczucie rzeczywistości, a mimo to…
    Tata po wypadku jest niedużym dzieckiem, którego też nic nie martwi, ale podłoże tego stanu jest inne.
    Tak czy siak, lubię do nich jeździć, bo mnie nie dołują, co częste jest w tym wieku.

    • ~ariadna · 8 października 2017 Odpowiedz

      To nie jest łatwa sprawa lubić swoich rodziców zwłaszcza, gdy są typami wypytującymi o wszystko i narzekającymi na co się da.
      Moi na szczęście tacy nie są, choć nie mogę powiedzieć, żeby tak ręka w rękę….
      Jednak, choć chodzą swoimi ścieżkami, niedawno obchodziliśmy ich 50 rocznicę ślubu. Da się, da, choć innymi metodami ;)

  12. ~weronika · 5 października 2017 Odpowiedz

    Moi ostatni klienci to było małżeństwo z 50letnim stażem – absolutnie uroczy. Cały czas „myszko, żabko”… Myśleli o potrzebach drugiej osoby. Coś niesamowitego! A kupowali mieszkanie dla siebie! WOW!

  13. ~Cracker · 5 października 2017 Odpowiedz

    Taka miłość jest czymś wspaniałym i wartościowym. Sama często zwracam uwagę na właśnie takie pary, osób już starszych, kiedy to mąż pomaga żonie lub na odwrót w tramwaju czy autobusie. Ech, też będę kiedyś tworzyć taką parę, a co! Tylko trzeba się przez całe życie starać, dbać i pielęgnować uczucie :3 Tylko, albo aż tyle ;)

    • ~ariadna · 8 października 2017 Odpowiedz

      Jeśli tylko człowiek się stara, wszystko może zdobyć, chociaż…. jak wiadomo do tanga trzeba dwojga – starania jednej osoby, przy bagatelizowaniu przez drugą potrzeb tej pierwszej, na nic się zdadzą…..

  14. ~Ultra · 5 października 2017 Odpowiedz

    Te zgodne pary , to nie wyjątkowo dobrani, a umiejętność znajdowania kompromisów. Nie jest to łatwe, ale z czasem można dojść do bardzo dobrych wyników. A na starość przyda się podpora. I tę herbatę będzie miał kto zrobić.
    Serdeczności zasyłam

    • ~ariadna · 8 października 2017 Odpowiedz

      Tak, bo w życiu właśnie o te kompromisy chodzi.
      Byleby w dążeniu do ugody nie zatracić swojego ja, prawda? ;)

      Powiem Ci, że moim marzeniem jest fakt, żeby nie musieć nikogo prosić o tę herbatę :)

      Uściski ślę niedzielne :)

  15. ~gordyjka · 8 października 2017 Odpowiedz

    Więcej trzeba trudu, żeby rozpalić ogień, niż żeby go zgasić…;o)

    • ~ariadna · 8 października 2017 Odpowiedz

      Dla mnie Wy z mężem jesteście przykładem takiej pary – wszystko razem.
      W zgodzie.
      Też bym tak chciała – u nas razem, ale ciągle iskrzy.
      Na wyjazdach, w domu i nawet, gdy nie jesteśmy razem – ciągłe ścieranie się charakterów. Rozwodziliśmy się ze sto razy i godzili tyle samo.
      Myślisz, że mamy dalsze perspektywy? ;)
      Za dwa lata stuknie nam okrągła „trzydziestka”.

      • ~gordyjka · 8 października 2017 Odpowiedz

        Ło Matko i Córko !! Nie ma ideałów !! To, że znamy się od „zawsze”, to nie gwarancja, że całe życie po „masełku”…Nasze „iskry” to nawet NASA rejestruje !! (Jako rozbłyski na Słońcu)…
        Jesteście świetnym materiałem na „Słodkich Staruszków” !! Wszystko co genialne ma podłoże w „tarciu”…;o)

        P.S. Żeby Cię utwierdzić w tym przekonaniu, zdradzę tajemnicę…;o) Wyobraź sobie, że mój Ślubny jest Pesymistą…;o)

        • ariadna2 · 9 października 2017 Odpowiedz

          Oooooooooo, czyli jest jakaś równowaga w Waszym stadle :)
          Może jest i pesymistą, ale i spokojnym człekiem.
          Z takim zaś cholerykiem naprawdę trudno czasem wytrzymać ;)

  16. ~ariadna · 8 października 2017 Odpowiedz

    Oko….
    Śmiech bywa różny. I uśmiech różny bywa.

    Wchodzi człowiek – uśmiecha się od ucha do ucha.
    Bo tak wypada.
    W miejscu, w którym jestem.
    Podchodzi do mnie. Już poważny – oczy mu zgasły i usta nie rozciągają się w uśmiechu.
    - Jaki sztuczny był ten uśmiech – myślę.
    Bo czy może być prawdziwy uśmiech wtedy, gdy usta się wyginają, ale w oczach w ogóle nie ma wesołych iskier?

    Zauważyłeś różnicę?
    Można się uśmiechać całym sobą, a można się uśmiechnąć, bo tak wypada w pewnym miejscu, do określonej osoby.

  17. ~oko · 8 października 2017 Odpowiedz

    dzieci potrafią się śmiać całym gabarytem – dorośli mają kłopot, bo faktycznie oszukują w uśmiechu – wychowanie, wyrachowanie, polityka – za wiele siedzi strategii w postępowaniu, żeby prawda wyszła na wierzch. mi jednak zdarza się uśmiech który mnie niesie, a ludzie się oglądają zdumieni, dlaczego.

    • ~ariadna · 8 października 2017 Odpowiedz

      Dzieci są szczere i nie potrafią ukrywać emocji.
      Szkoda, że życie potrafi nas zmienić….
      Mówisz, że Ty się nie zmieniłeś? :)

      • ~oko · 9 października 2017 Odpowiedz

        zmieniłem się. ale nadal potrafię – tak jak napisałem – zdarza mi się nieść Miastem uśmiech beztroski i bez żadnego uzasadnienia. Uzasadnienie rodzę we własnej głowie interpretacją widzianego – na ogół jest to nadinterpretacja, bo wymyślam światy, które są dalekie od szarego chodnika i mokrej elewacji. Ciekawe, że niektórzy są speszeni, dy w ich stronę taki uśmiech poślę beztrosko.

        • ~ariadna · 9 października 2017 Odpowiedz

          Wiesz, jak to jest – raczej jesteśmy ponurym narodem i z rzadka się uśmiechamy ot tak sobie ;)
          Idzie taki ulicą i się śmieje (czy uśmiecha?). Może z kogoś się śmieje….? ;)

  18. ~paczucha · 8 października 2017 Odpowiedz

    Cudowni, znam podobnych, ale takich ze świecą szukać, szczególnie w Polsce. My jesteśmy narodem narzekającym.

  19. ~Agnieszka · 8 października 2017 Odpowiedz

    Muszę Ci się do czegoś przyznać… ja na starość będę zrzędą. I już to wiem, bo jak coś mi jest to bywam nie do wytrzymania. Czy da się to jakoś wyćwiczyć? Tę pogodę ducha mimo dolegliwości ciała?

    • ~ariadna · 9 października 2017 Odpowiedz

      Skoro wiesz, że jesteś WTEDY uciążliwa, może faktycznie spróbuj nad sobą popracować ;)
      Jakby nie było, stan naszego umysłu rzutuje na ogólny stan organizmu :)

  20. ~A. · 9 października 2017 Odpowiedz

    Czasami warto mnie dystans do swojego stanu zdrowia…Tylko strasznie ciężko jest go zdobyć…Wiem coś o tym…

  21. ~codojedzenia · 9 października 2017 Odpowiedz

    Ładnie to ujęłaś. Ja akurat należę do optymistów i mam nadzieję, że tak będzie aż do późnego wieku…

  22. ~Greenelka · 9 października 2017 Odpowiedz

    Znałam kiedyś panią, bardzo starszą, bo miała już 94 lata. Miała problemy z kolanami i poruszała się o kulach, brała stosy różnych leków i uwielbiała się śmiać. Byłam wtedy zupełnie inna osobą niż dzisiaj, wiecznie narzekałam i skarżyłam się na wszystko. Ta pani mnie pocieszała! Na pytanie, skąd u niej taki optymizm, odpowiadała, że po prostu lubi żyć. Tak,że różnie jest…

    Pozdrawiam serdecznie

  23. ~ariadna · 9 października 2017 Odpowiedz

    Super! Trafiła nam się perełka. Dawaj rady, jak to robisz, Codojedzenia :)

  24. ~fantomas · 9 października 2017 Odpowiedz

    hejka Ariadno :)

    A ja miałem okazje spotkać ich wielu :)
    I o dziwo, w różnym wieku. młodszych też :) Czy tez młodych :)
    Tak się złożyło, że kiedyś byłem na pewnym wyjeździe, pomiędzy ludźmi, niewidzącymi i niedowidzącymi. Podziwiałem ich pogodę ducha. Może dlatego, że byli przyzwyczajeni, do swojego kalectwa ? A może zrekompensowano im, pogodą ducha, tą ich niedoskonałość ? Tyle optymizmu, jaki tam widziałem, nie widziałem nigdy :) tego mi też bylo potrzeba w tamtym czasie :))
    Była tam tez para, która obchodziła pierwszą rocznicę ślubu. On miał 94 lata, ona 87 :))) Poznali się trochę ponad rok wcześniej na podobnym wyjeździe :)
    I jak tu nie wierzyć, że miłość jest wieczna :)))

    Pozdrawiam :)

  25. Stokrotka · 10 października 2017 Odpowiedz

    Nie jest łatwo być optymistą…. ale i mnie czasami to się udaje…
    :-))

  26. ~ariadna · 10 października 2017 Odpowiedz

    Podobno z jakim przestajesz…., więc bywaj tu jak najczęściej, Stokrotko-Optymistko :) ;)

  27. ~Królowa Karo · 11 października 2017 Odpowiedz

    Bo szczęście kryje się właśnie w drobiazgach dnia codziennego :)

  28. ~ariadna · 11 października 2017 Odpowiedz

    Oczywiście – święta racja! :)

  29. ~Vojtek · 29 października 2017 Odpowiedz

    Tak, przechodzą deszcze ale nie takie, żeby nie można było z domu wyjść. Wczoraj byłem na cmentarzu w Szczyrku. Pozdrowienia deszczowe i nie deszczowe :)

    Ja na razie nie choruję. Dzięki Bogu. Ale to też znaczy, że wszystko przede mną? My generalnie nie jesteśmy optymistami. Ale na przykład Amerykanie z USA są hura optymistami. Nawet jak jest źle lub bardzo źle to z uśmiechem na ustach odpowiadają OK! Tak po prostu u nich wypada. Czy to dobrze? Niekoniecznie ponieważ nie można się dowiedzieć JAK NAPRAWDĘ JEST. Pozdrowienia optymistyczne mimo nienajlepszej pogody.
    Vojtek ze Szczyrku

  30. ~ariadna · 29 października 2017 Odpowiedz

    A propos Amerykanów i ich samopoczucia…. szczęka opadła mi z wrażenia, kiedy przeczytałam medyczną wypowiedź na temat depresji, w których jako naród najbardziej depresyjny i korzystający z adekwatnych do choroby leków, wymieniono właśnie Amerykanów. Dziw bierze, bo przecież u nich zawsze wszystko OK ;)
    Więc może trzeba narzekać, żeby być psychicznie zdrowym :) ;)

Zostaw odpowiedź