Po drugiej stronie lady

Po drugiej stronie lady

 

Do pewnego sklepu wchodzi klient.

Jest zdecydowany zakupić pewną rzecz.

Na propozycję ekspedientki, która poleca mu zakup analogicznego produktu, ale zagranicznej marki on reaguje:

- Wie pani co? Wiem, że macie pchać te zagraniczne produkty. Nie chcę tego! – mówi kategorycznie.

- Ależ skąd – zapiera się ona – Naprawdę uważam, że są dobrej jakości.

- Preferuję tylko nasze polskie. Są najlepsze! – rzecze klient. Tu zaczyna się wywód, dlaczego pan tak uważa.

Przysłuchuje się temu kilka osób, które zgromadziły się w sklepie.

Zgodnie z zasadą „klient nasz pan” ekspedientka musi wysłuchać punktu widzenia klienta – stoi i słucha, nie przerywając ani słowem, choć w sklepie gromadzi się coraz więcej ludzi.

Po chwili mężczyzna faktycznie zakupuje polski produkt. Jednak wciąż tkwi przy ladzie.

- Czy życzy pan sobie jeszcze czegoś? – pyta ekspedientka.

- Czy macie….? – pyta on wskazując palcem na półkę z ZAGRANICZNYMI produktami.

- Pyta pan o TE ZAGRANICZNE? – mówi ona, celowo głośno i wyraźnie wymawiając słowo „zagraniczne”

- Czy pani musi się wymądrzać?! – złości się on. – Pani tutaj tylko sprzedaje – zrzędzi głośno na cały sklep i wychodzi.

 

Czy miał prawo okazywać złość na reakcję ekspedientki?

 

 

xxx

Zdjęcie z internetu

 

55 komentarzy

  1. ~Znajoma · 27 października 2017 Odpowiedz

    Znając siebie, tez bym zaakcentowała słowa „zagraniczne” dla tego patrioty :)

  2. ~weronika · 27 października 2017 Odpowiedz

    Ja pracuję w marketingu – u mnie też klient ma zawsze rację i ja mam zrobić tak, aby jak najmniej osób dowiedziało się o jego racji :)

  3. ~jotka · 27 października 2017 Odpowiedz

    Czyli po obu stronach lady podobnie…uśmiechnęłam się, bo podobnie do klientów w sklepie zachowują się czytelnicy wobec bibliotekarza…

    • ~ariadna · 28 października 2017 Odpowiedz

      Serio? A mnie by nigdy nie przyszło do głowy, że czytelnicy mogą być nieuprzejmi dla bibliotekarzy.
      Ja jestem zawsze grzeczna – mam fajne panie bibliotekarki :)

  4. ~krystynabozenna · 27 października 2017 Odpowiedz

    Trzeba tak pokierowac rozmową , aby było przyjemnie. Ekspedientka popełniła bląd na samym początku, wdając się w dyskusję ,że zagraniczne dobre.

    • ~ariadna · 28 października 2017 Odpowiedz

      Jeśli coś komuś polecasz, musisz umieć się z tego wytłumaczyć, ot co ;)
      Tym bardziej, jeśli ktoś zauważa Twoje złe chęci, gdy wcale ich nie było.
      Przynajmniej ja tak to odbieram :)

  5. ~hegemon · 27 października 2017 Odpowiedz

    Cóż, bywają klienci trudni, klienci, którzy mają swoje przekonania. Ten klient nie zwyzywał kasjerki, nie chciał niczego ukraść, ani zniszczyć, tylko chciał kupić zgodnie ze swoimi przekonaniami. Sądzę, że sprzedawczyni nie zachowała się do końca profesjonalnie…

    • ~ariadna · 28 października 2017 Odpowiedz

      …czyli klient najpierw obala teorię, że zagraniczne może być dobre, żeby za chwilę diametralnie zmienić zdanie i zapytać o produkt zagranicznej marki…? ;)
      To po co była ta cała mowa-trawa (bez pokrycia) przy wypełnionym innymi kupującymi sklepie? Chyba, że klient chciał się popisać przed słuchaczami ;)

      Może teraz wyjść, że popieram sprzedawczynię, ale jeśli trafi na kilku klientów, którzy celowo wyprowadzą ją z równowagi, bo lubią, albo wychodzą z założenia, że „klient nasz pan”, więc chamstwo i tak im się upiecze, to osobiście się nie dziwię, że zareagowała tak, a nie inaczej.
      Coś mi się wydaje, że nie tylko od sprzedawców powinniśmy żądać grzeczności, ale i od klientów ;)
      Opowiedziałabym jeszcze o innej analogicznej sytuacji, gdzie klient (pijany!) zachował się grubiańsko, trzaskając drzwiami aż zatrzęsły się szyby, gdy nie można było spełnić jego, klienta, żądania, a sprzedawczyni za to, że nie mogła wypełnić jego żądania, musiała go przeprosić. To jej powinny należeć się przeprosiny. Tak uważam. Zresztą za jej zachowaniem przemawiało prawo, za nim to, że był klientem, więc „klient nasz pan”.
      Klienci zaczynają nadinterpretować swoje prawa, nie doceniając, a może nawet lekceważąc, osobę z drugiej strony lady.
      Przecież ona tu TYLKO sprzedaje…. Ma być cicho, spełniać wymagania klientów i nie reagować na zaczepki. A przy tym wykazać się zimną krwią, profesjonalizmem i cały czas się uśmiechać do klientów. Nawet chamów.
      Czasy, w których znikła zwykła ludzka życzliwość. Wszyscy się spieszą i żądają, żeby szybko ich obsłużyć. Nawet ci, którzy godzinami wystawali w sklepach w czasach komuny, teraz sarkają, jeśli w sklepie są dwie osoby…

      Miłego wieczoru, Hegemonie :)

  6. ~Natalia · 28 października 2017 Odpowiedz

    Myślę, że klient i ekspedientka mogli być dla siebie milsi. Miał prawo czy nie, to mało ważne, ważniejsza jest kultura. Ekspedientka też człowiek, robi co każe jej pracodawca, więc trzeba być wyrozumiałym, ale… bez przesady, na głowę tez nie może nam wejść:)
    Serdeczności Ariadno:)

    • ariadna2 · 28 października 2017 Odpowiedz

      Natalio, ja rozumiem, że po stronie klienta i sprzedawcy są pewne prawa i obowiązki wobec siebie np. grzeczność, ale w sklepie, to sprzedawca jest na przegranej pozycji, bo musi zrobić wszystko, żeby dogodzić klientowi, nawet jeśli trafił na chama.

      Moja koleżanka przeżyła konsternację, gdy podszedł do niej klient z kobietami u boku i rzekł:
      - Proszę coś wybrać na te krowy.
      Oczywiście koleżanka nie zareagowała, ale swoje pomyślała. Cała transakcja z udziałem tej rodziny była bardzo niemiła, a facet na każdym kroku obrażał kobiety, z którymi przyszedł. Nic tylko, w innej sytuacji, dać chamowi w dziób.
      Jednak to był TYLKO sklep, a on był AŻ klientem, de facto nie szanującym kobiet ze swojej rodziny.

      • ~Natalia · 31 października 2017 Odpowiedz

        Ariadno uważam, że właściciele sklepów przesadzają z wymogami, sprawiającymi, że sprzedawca musi siedzieć cicho. To jest swego rodzaju niewolnictwo, bo cham potrafi to wykorzystać i wyżyć się na niewinnych sprzedawcach. Takiego osobnika powinno się wyrzucić ze sklepu, ale…. dla właściciela sklepu , pracownicy są mniej ważni od zysków. Jakaś kultura powinna być zachowana, w końcu sprzedawca i klient znajdują się w miejscu publicznym. Nie wiem, jak bym się zachowała w sytuacji, gdy klient ..do mnie, jako ekspedientki..mówiłby na swoje kobiety..krowy.., ale być może straciłabym pracę:))
        Dobrego dnia:)

        • ~ariadna · 31 października 2017 Odpowiedz

          Dokładnie – przesadzają, bo żeby dogodzić klientowi, są gotowi zrobić wszystko, nawet kosztem godności pracownika. To bardzo smutne….

          Słoneczka dużo, Natalio :)

          • ~Natalia · 31 października 2017

            Niestety ludzie są lekceważeni, ale brak szacunku odbije się również na właścicielu sklepu. Pieniądze są ważne, zyski potrzebne, ale pieniądz to nie wszystko. Wnerwia mnie, gdy ludzie odgrywają się na kimś, kto nie może powiedzieć , co myśli. Jak niewolnicy..ech. Świeci słonko, ale powiewa jeszcze. Pozdrawiam :)

  7. ~Frau Be · 28 października 2017 Odpowiedz

    Tu mam mieszane uczucia, bo ja osobiście nie cierpię sprzedawców, którzy usiłują mi doradzać nieproszeni. Albo wiem, czego chcę, albo chcę poznać konkretną odpowiedź – wtedy zadaję pytania.

  8. ~Jaga · 28 października 2017 Odpowiedz

    Jak sama nazwa mówi sprzedawca ma sprzedawać a doradca doradzać . Pewnie ten facet miał podobne zdanie. Zawód sprzedawcy to ciężki kawałek chleba – nie ma też co ukrywać

  9. ariadna2 · 28 października 2017 Odpowiedz

    Ciężki.
    I zależy co sprzedajesz. I komu ;)
    I jaki jest prestiż wykonywanego zawodu. Sprzedawcy są przecież różni i różne rzeczy sprzedają.
    Nie wspominając, że faktycznie są zmuszani przez pracodawcę do oferowania klientom różnych rzeczy (na pewno każdy na stacji paliw przeżył sytuację, gdy kasjer zaoferował coś do zjedzenia, do picia itp. Osobiście, choć zawsze odmawiam, to współczuję kasjerom na stacji paliw – oni NAPRAWDĘ nie chcą nam tego wszystkiego wciskać – oni MUSZĄ tak robić, żeby nie wylecieć z pracy!).

  10. ~danka · 28 października 2017 Odpowiedz

    Ludzie są różni ,teraz tyle towaru ,że czlowieka głowa boli co kupić.Dlatego takie zachowanie po obu stronach…Nie dziwi mnie to wcale.Każdy ma jakąś racje.
    Aniu ja jestem na tym samym blogu co byłam ,tylko zrobiłam małe zmiany::))))

    Co u Ciebie tyle reklam wyskakuje ,bardzo to uciążliwe ,trzeba chować ,nie masz w ustawieniach- nie wyświetlać reklam?☺☺Pozdrawiam

    • ~ariadna · 29 października 2017 Odpowiedz

      Oooooooo, wiedziałam że zatęsknisz za pisaniem :) ;)
      Dlaczego tyle reklam? Myślę, że to wpływ onetu, na którym jest blog. Niestety nie da się tego wyłączyć. Przynajmniej ja nie wiem, jak to zrobić….

  11. ~paczucha · 29 października 2017 Odpowiedz

    Bezczelność jest cechą ludzi małych z dużym ego.

  12. ~Królowa Karo · 29 października 2017 Odpowiedz

    A ja bym mu wtedy zaproponowała z uśmiechem polski odpowiednik hahaha :)

  13. makrela · 29 października 2017 Odpowiedz

    a mnie się tak dziwnie wydaje, że po obu stronach lady coś nie zagrało i stąd taki efekt ;)

  14. ~Helen · 29 października 2017 Odpowiedz

    Ach, pomarzyć o takich klientach patriotach. Mój mąż od 25-ciu lat walczy z dokładnie odwrotnym stanowiskiem – szajs, ale zagraniczny. Włoskie na pewno lepsze niż nasze, rodzime… Wreszcie teraz zaczyna się coś zmieniać, ale naprawdę można się było załamać.
    A klienci są nastawieni, że ich się nabija w butelkę wciskając im ten sam produkt po wyższej cenie, bo importowany… Przecież nie bez powodu mamy firmy polskie pod obcymi nazwami – Gino Rossi, Wittchen, Inglot. To wszystko Polacy. Pozdrawiam

    • ~ariadna · 30 października 2017 Odpowiedz

      Myślisz, że on był patriotą? Mnie się wydaje, że „gwiazdorzył” przed innymi ;)
      To, że jednak zapytał o zagraniczny produkt, dobitnie o tym świadczy :)

  15. ~Agnieszka · 29 października 2017 Odpowiedz

    Wiesz co, teoretycznie ekspedientka nie powinna wykazywać zdenerwowania. Ale nie dziwię się Jej i zrobiłabym tak samo. Mam nadzieję, że nie miała z tego powodu nieprzyjemności.

  16. ~gordyjka · 29 października 2017 Odpowiedz

    Przez lata Klienci byli traktowani jak intruzi, teraz Naród bierze odwet…;o) Pracowałam w handlu kilka lat i wiem, że bez Persenu trudno czasem wytrzymać…;o)

    Doczytałam, że masz problem z nawałem reklam…Zmień przeglądarkę…;o)

    • ariadna2 · 30 października 2017 Odpowiedz

      Na jaką na przykład przeglądarkę?

      Powiadasz, że odwet? Ależ sprzedawcy z tamtych lat są już na emeryturze ;)
      A mnie się wydaje, że naród zwyczajnie się rozpanoszył – klienci roszczeniowi, dzieci rozpuszczone i niesamodzielne, a rodzice rozhisteryzowani na punkcie własnych pociech. Wydaje mi się, że komuna nie ma tu nic do rzeczy ;)

      • ~gordyjka · 5 listopada 2017 Odpowiedz

        Ja korzystam z SeaMonkeya…Przeglądarka niszowa, reklam zero, a i hakerom się nie opłaca wcinać na niewielką ilość danych (korzystam już od lat – skrzywienie zawodowe)…Co nie znaczy, że jestem hakerem…;o)

        Przyczyny nie znam, bo żyję w przyjaźni z okolicznymi Sprzedawcami, a tym „dalszym” też się staram nie niszczyć życiorysów (nawet Pani z Poczty)…;o)

  17. ~Ultra · 30 października 2017 Odpowiedz

    Obserwuję okropne zachowanie niektórych klientów i zawsze współczuję sprzedawcom. Są bowiem ludzie kłótliwi, ciągle niezadowoleni oraz mający zadowolenie, gdy drugiemu dołożą. Najgorsze, że nie ma szans, by zmienić ich ego.
    Zasyłam serdeczności

  18. ariadna2 · 30 października 2017 Odpowiedz

    Trafiłaś w samo sedno – mam podobne zdanie i też współczuję sprzedawcom….

  19. ~Puszkowa · 30 października 2017 Odpowiedz

    Nigdy nie jestem niegrzeczna dla jakiegokolwiek sprzedawcy. Nigdy! Wykonują swoją pracę ale jeśli są niemili wychodzę. I tyle. Teraz jestem z tej strony, jutro mogę być z drugiej, po co więc jątrzyć? Pozdrawiamy z Futrzatym!

  20. ~Iwona · 31 października 2017 Odpowiedz

    Paskudny typ – ten klient. Brawo dla sprzedawczyni za refleks, cierpliwość i inteligencję:)

    • ~ariadna · 31 października 2017 Odpowiedz

      Znów wypadałoby westchnąć, bo ilu nas jest, tyle różnych zdań.
      Widzę, że istnieją także teorie, że ekspedientka MIMO wszystko ma się zachować tak, żeby klient był zadowolony…
      Bo, powracając do tezy – KLIENT NASZ PAN ;)

  21. ~Cracker · 31 października 2017 Odpowiedz

    A ja wychodzę z założenia, że wszystko można, ale z głową ;) Toteż preferuję proszki do prania i płyny do płukania tkanin niemieckie, bo lepsze. Jeśli mam możliwość zrobić zakupy w Czechach to tam jak najbardziej sery wędzone, bo są pyszne. I napoje, bo do Polski dopiero wchodzą pewne rodzaje Fanty, Coli itp. A poza tym niespecjalnie interesuje mnie kraj pochodzenia, wolę bardziej skupić się na renomie marki, producenta ;)

  22. ~ariadna · 31 października 2017 Odpowiedz

    Wynika z tego, że dałabyś się przekonać na zagraniczny produkt.
    Osobiście traktuję te sprawy wybiórczo, choć faktycznie też jestem zdania, że np. oryginalny niemiecki proszek, jest o niebo lepszy, niż ten sam produkt, ale zapakowany w Polsce ;) W sumie raz kupuję polskie, raz zagraniczne – nie ma prawidłowości :)

  23. ~Iwona Zmyslona · 31 października 2017 Odpowiedz

    Zawsze uważałam, że człowieka na stanowisku pracy powinno się szanować. Oczywiście są tacy, którzy zajmują je, bo mają ku temu wiedzę i predyspozycje, więc nic dziwnego że próbują doradzić klientowi. Niektórzy uważają, że jest wręcz pożądane, aby osoba pracująca w danym miejscu znała się na sprzedawanym asortymencie. Bywają jednak osoby, które zawsze będą wprowadzały ferment, nie dlatego że „klient nasz pan” ale z racji podłego własnego charakteru. Pozdrawiam.

  24. ariadna2 · 31 października 2017 Odpowiedz

    Są ludzie i ludziska.
    I to dotyczy każdego środowiska ;)

  25. ~Hexe · 31 października 2017 Odpowiedz

    O klientach w sklepach można by wielkie kompendium napisać. Zatytułowałabym „jakim nie być klientem”.

  26. ~ariadna · 1 listopada 2017 Odpowiedz

    Natalio, taka specyfika pracy – buzia w ciup, jak chcesz pracować.
    Na pewno to wkurzające (przede wszystkim dla zainteresowanych).

    Spokojnego dnia :)

  27. ~Michał Michał · 6 listopada 2017 Odpowiedz

    ale on był w tym sklepie tylko oglądać :) oni zawsze tacy. przyjdzie popatrzy pokręci nosem, nigdy nie kupi

  28. ~ariadna · 6 listopada 2017 Odpowiedz

    Ależ nie, coś tam kupił ;)

  29. ~Magda · 7 listopada 2017 Odpowiedz

    A mnie się nawet nie chce komentować, bo od razu ciśnienie mi skacze. Przepracowałam tyle lat z klientami i jedno co mi zostało, to to, że nie lubię ludzi. Niestety jesteśmy paskudnym narodem o bardzo niskiej kulturze. Chamstwo, chamstwo, i jeszcze raz chamstwo.
    pozdrawiam :-)

  30. ~elżbieta · 7 listopada 2017 Odpowiedz

    Bliski jest mi Ariadno Twój wpis, jak wiesz pracuję w sklepie. Niedawno napisałam tekst na ten temat. Uważam, że profesjonalny sprzedawca nie da się wyprowadzić z równowagi. W jego interesie jest łagodzić spięcia na linii kupujący sprzedający. Nie warto wdawać się w dyskusje, zaogniać nerwowych sytuacji, raczej musi umieć gasić ogień kiedy jest jeszcze iskrą. Za ladą jesteśmy sami, klientów obsługujemy setki, w konfrontacji z nimi nie mamy szans.
    Kilka miesięcy temu miałam stałego klienta, który wchodził do sklepu i zaczynał od pretensji: a to nie podobał mu się mój wyraz twarzy, a to zbyt cicho odpowiadałam dzień dobry, a to nie taki chleb mu sprzedałam. Patrzyłam na niego z politowaniem, obsługiwałam, ale nie wdawałam się w dyskusję. Przestał, dzisiaj kupuje i wychodzi.
    Pozdrawiam serdecznie Ariadno:)

    • ~ariadna · 9 listopada 2017 Odpowiedz

      Elu, jeśli zakres asortymentu jest w miarę wąski, klient ma mniej powodów, żeby marudzić. Wyobraź sobie, że w sklepie jest tysiące różnych towarów. Ten może ponarzekać na to, inny na tamto. Ekspedientka obsługuje dużo więcej ludzi, niż w piekarni/cukierni, gdzie transakcje odbywają się błyskawicznie. Każdy prosi i odchodzi (najczęściej po około minucie). Kontakt z klientem jest bardzo krótki. Inaczej to wygląda, jeśli praktycznie każda sprzedaż wiąże się z doradztwem ;)
      Oczywiście wszystko zależy też od indywidualnych zdolności ekspedientki do znoszenia czyjegoś chamstwa. Jak wiadomo przecież różne mamy temperamenty – jeden jest flegmatykiem, drugi cholerykiem. I choć w pracy trzeba trzymać nerwy na wodzy, w chwili zdenerwowania dochodzi do głosu nasza prawdziwa natura….

Zostaw odpowiedź