Urodzić to nie wszystko

Urodzić to nie wszystko

 

Znów jesteśmy bez pracy.

Kolejny raz.

Współodczuwam, więc choć naprawdę to nie mnie podziękowano, czuję jakbym to ja została bez środków do życia.

- Nie możesz szybciej? – pytam, gdy dowiaduję się, że pracodawca nie wytrzymał po raz kolejny z jej powolnością.

- Leki…. – mówi ona i usprawiedliwia tym wszystko.

Zaniedbane dziecko, alkoholizm, nieudane życie.

I jest we mnie sporo tolerancji, bo przecież i w moim życiu różnie bywało – tylko oddychanie (darmowe) nam kiedyś pozostało. Bo kasy brakowało na wszystko. I to nie dlatego, że zapijaliśmy smutki, lecz realia polskiej gospodarki finanse nam zżerały.

I parę pomysłów mężczyzny, który nie chciał dorosnąć.

 

Tolerancja oznacza, że przyszłam z pomocą – na blat wykładamy wszystko, co przywiozłam – jaja, chleb, mleko, ryby – żeby przeżyć. Do następnej pracy.  

 

- Bierz się do życia – mówię.

I myślę o tym, że przykro mi w imieniu Młodej.

Musi się tłumaczyć: pomaga, czy nie pomaga (matce).

Bezduszna inwigilacja kogoś, kto odbił się od dna.

Jakby DDA nie mieli prawa żyć własnym życiem.

Bo trzeba niańczyć rodziców, którzy ich nie niańczyli.

A powinno być proporcjonalnie – ja tobie, ty mnie.

Ty mnie nie, ja tobie też nie.

Po równo.

W tym przypadku prawo jest niesprawiedliwe, bo to do poszkodowanego (przez najbliższych) powinna należeć decyzja, czy pomagać, czy nie. I tłumaczyć należałoby się przed samym sobą, a nie instytucjami, które chcą umyć ręce, choć istnieją właśnie po to, żeby pomagać.

I to jest właśnie dziwne w rodzicach, gdy przepijają swoje życie lub w toksycznych teściach, którzy zatruwają życie dzieciom zapominając, że kiedyś sami będą potrzebowali pomocy.

Od tych, których truli.

Latami całymi.

I którym uprzykrzali życie.

Wypijali soki, żyli ich kosztem, jak jałowiec – przyrośnięte pasożyty wysysające energię.

A powinna być symbioza – ja tobie, ty mnie.

Ty mnie nie lubisz, ja ciebie też nie muszę.

 

 

- Bierz się do życia – powtarzam – Kasy ci trzeba sporo. Opłaty zaraz…

- Już na leki mi nie starczy. Młoda musi mi dać.

- Młoda też chce mieć swoje życie, a nie wiecznie dokładać do matki – mówię.

- Wiem. Pewnie będą chcieli brać ślub.

- A jak mają brać ślub, skoro zaraz po sądach zaczną nas ciągać? Przez ciebie, bo sobie nie radzisz z własnym życiem…

 

To mi się uzbierało.

I wreszcie wylało.

 

DDA

Zdjęcie z internetu

 

36 komentarzy

  1. Stokrotka · 19 listopada 2017 Odpowiedz

    I słusznie.
    Bo czasami musi się wylać.
    To wtedy jedyne lekarstwo.

  2. ~hegemon · 19 listopada 2017 Odpowiedz

    Każda sytuacja jest indywidualna, ciężko roztrząsać, jak powinno być. Są i dzieci, które marnują życie starym rodzicom, bo nigdy nie dorastają, są i rodzice, którzy nigdy nie powinni mieć dzieci, a mają i je skrzywdzili. Ale pomiędzy jest masa absolutnie nie czarno-białych sytuacji – tego nie da się uregulować.

    • ~ariadna · 20 listopada 2017 Odpowiedz

      Tak jest, bo przecież życie nie jest czarno-białe.
      Jednak…
      Dzieci DDA naprawdę są pokrzywdzone przez los i póki nie miałam z takim dzieckiem do czynienia, nie wiedziałam, jak bardzo – rozchwiana psychika, niemożność radzenia sobie z problemami i podejmowania dobrych decyzji, lgnięcie do wszystkich ludzi bez wyjątku, tych złych także. Ufność. Nadmierna, którą inni potrafią wykorzystać.
      Do tego takie dzieci mają niskie poczucie wartości, które dopiero z czasem odbudowują. W szkole traktuje się ich jak trędowatych, bo przecież nikt nie chce mieć do czynienia z „patologią”. Dlatego dzieci takie trzymają z podobnymi sobie i często schodzą na złą drogę. Nie ma nikogo, kto pokazałby, że to zły kierunek.
      Życie w rodzinie alkoholików odciska swoje piętno. Nie pozwala o tym zapomnieć i jeśli dzieci odbiją się od dna, to okazuje się, że rodzice po latach picia, kwalifikują się do nieustannej pomocy, zarówno finansowej (przepili wszystko), jak i zdrowotnej (dochodzi do szybszej niż u innych ludzi demencji mózgowej co wiąże się z gorszym funkcjonowaniem umysłu, a także generuje poważne choroby np. Alzheimera).
      I reasumując: rodzic nie zajmował się dzieckiem, kiedy tego najbardziej potrzebowało, bo pił. Rodzina była pod pieczą kuratora i tylko dzięki niemu jako tako „funkcjonowała”, egzystowała, balansując na granicy oddania dziecka do domu dziecka.
      Konkluzja: zaniedbane kiedyś dziecko, z wielką traumą wyniesioną z domu, jest ciągane po instytucjach, w których musi się tłumaczyć z ponoszonych wydatków własnych oraz z tego, czy pomaga rodzicowi i w jaki sposób.
      Po analogicznej inwigilacji Młodej w MOPS-ie czuję tylko niesmak – nie dość, że „przesłuchanie” trwało bardzo długo (czekałam na nią w samochodzie), to kobieta sporządzająca notatkę, usiłowała zrobić z Młodej blondynkę-kretynkę, która nie wie, co mówi. Tymczasem Młoda wiedziała o spotkaniu i przygotowała się do niego, przedstawiając swoje miesięczne wydatki oraz deklarując chęć pomocy mamie, ale tylko w ramach ułatwienia jej życia w codziennych czynnościach, a nie w płaceniu za jej wydatki, gdyż jej po prostu na to nie stać.

      Ufffff, nagadałam się, Hegemonie…
      To tyle a propos konkretnej sytuacji.

  3. ~danka · 20 listopada 2017 Odpowiedz

    Trudna sytuacja ,nigdy nie wiadomo co lepsze.Odcięcie się całkowite ,czy pomoc bezwarunkowa.W sumie kiedy chodzi o rodzinę ,to żal..Im mniej ma się żalu ,tym lepiej się pomaga ,lub wspiera .Ja zawsze mowie sobie i tak robię .Mam to pomogę ,nie mam nie pomagam. Życzę zdrówka::)))

  4. ~krystynabozenna · 20 listopada 2017 Odpowiedz

    Niestety tak dziwnie się dzije, że niektórzy myślą ,że będą wiecznie młodzi i nie będą na starość potrzebować pomocy…I nie wiadomo czy takim pomagać czy nie …

    • ariadna2 · 20 listopada 2017 Odpowiedz

      Zależy na czym ta pomoc miałaby polegać. Osobiście nie mam problemów z pomaganiem, lecz wszystko ma swoje granice.

  5. ~ariadna · 20 listopada 2017 Odpowiedz

    A jeśli nie masz, a pomimo tego instytucja wymusza na Tobie finansowe wsparcie?

    Druga kwestia jest innej natury. W tej chwili Młoda teoretycznie nie jest u siebie. Teoretycznie, bo traktujemy ją jak własne dziecko. Nie zmienia to faktu, że prawnie, w tej chwili nasz dom nie jest jej czyli Młoda nie ma lokum. Skoro nie ma, nie ma możliwości zabrania do siebie mamy, gdyby ta straciła mieszkanie (wynajmuje – brak pracy to katastrofa, bo nie będzie miała czym zapłacić, więc zostanie wyeksmitowana, innymi słowy bezdomna).
    Obawiamy się, że w momencie, gdy młodzi się pobiorą, zostaną obciążeni obowiązkiem zabrania mamy do nas – już mieszkamy we dwie rodziny na jednej kondygnacji (drugą ma teściowa) i nasze piętro pęka w szwach (dosłownie).
    Jakkolwiek lubię mamę Młodej i znamy się od szkoły podstawowej, nie wyobrażam sobie, żeby zamieszkała z nami (stanowiłaby trzecią rodzinę, mamy do dyspozycji tylko 3 pokoje, a dzieci przecież też postarają o potomstwo). Poza tym jest dla nas, jakby nie było obcą osobą (nie łączą nas więzy krwi). Z drugiej strony, jak pozwolić, żeby ktoś taki zamieszkał w noclegowni? Widzisz jakieś rozwiązanie, Danusiu, bo ja zaczynam być bezradna. Dlatego sporo nerwów kosztuje mnie ta sytuacja, bo mama Młodej biernie poddaje się losowi, zamiast walczyć o to, żeby pozostać w mieszkaniu, które wynajmuje…
    Córka pomoże?

    Udanego dnia, Danusiu :)

  6. ~Helen · 20 listopada 2017 Odpowiedz

    Bo najciężej jest tym, co nie mają pancerza, którym się mogą odgrodzić od cudzych problemów… Nie umieją powiedzieć – masz kłopoty na własną prośbę, nie pomogę ci.
    Najgorsze, że gdybyś tak powiedziała, sama byś się potem zadręczała i zamiast świętego spokoju miałabyś jeszcze więcej zgryzoty.
    Z drugiej strony wciąż się mówi: Dobroci biada! Trochę tak jest, sama to ćwiczyłam. Im bardziej byłam „niedobra” dla bliskiej osoby, tym ona jakoś lepiej potrafiła się ogarnąć. Każde ulitowanie się kończyło się powrotem do starej biedy.
    Współczuję tobie i Młodej. Też się coś we mnie gotuje na wieść że dziecko ma obowiązek alimentacyjny wobec nieudolnych ii toksycznych rodziców. Ja też jestem za sprawiedliwym następstwem czasów. Jak Kuba Bogu…

  7. ~ariadna · 20 listopada 2017 Odpowiedz

    Heleno, kto jak to, ale Ty dobrze wiesz, jacy potrafią być rodzice. W końcu zajmujesz się tymi biednymi, porzuconymi maluchami.

    Coś w tym jest, że człowiek nie potrafi przejść obojętnie obok czyjejś biedy. Zresztą to zwierząt bardziej mi żal niż ludzi – ludzie sami zapracowują na swój los, zwierzę jest zależne od woli człowieka…
    Faktem jest, że jeśli mama Młodej nie znajdzie pracy, będzie musiała mieszkać w noclegowni (najbliższa dla kobiet oddalona jest od nas kilkadziesiąt kilometrów). Na start, przy przeprowadzce pożyczyłam mamie Młodej trochę kasy, ale myślałam, że mama się ogarnie i stanie na nogi – kilka chwilowych prac i w każdej jej dziękują. Trzeba starać się o grupę inwalidzką. Mam nadzieję, że z grupą będzie łatwiej i mama nie będzie musiała się wyprowadzać, bo znajdzie adekwatną pracę. Gdyby jednak musiała się wyprowadzić, nie ma co zrobić z jej „dobytkiem” – nasz dom pęka w szwach. Same problemy….ehhhhhh.

  8. ~Iwand71 · 20 listopada 2017 Odpowiedz

    Myslalam ze troche wiem cos o tym, ale jednak u mnie zupelnie inaczej. Wiem za to jak trudno jest sie odgrodzic, odmowic, powiedziec nie, dla niektorych osob jest to nie do wykonania. Takie pomaganie bez konca zawsze zle sie konczy. A w ogole to sa takie trudne sprawy, szczegolnie jak do wszystkiego miesza sie sad i prawo. Jak Kuba bogu tak bog Kubie powinno byc…

  9. ~ariadna · 20 listopada 2017 Odpowiedz

    Tak powinno być. Jednak, pomimo tego, że prawo byłoby dla nas łaskawe i dało rozgrzeszenie, jeśli nie pomożemy, istnieje rzesza ludzi, którzy mają wyrzuty sumienia, gdy nie pomogą.
    I to jest chyba najlepszą miarą tego, czy powinniśmy to robić.
    Jednak czasem w człowieku rodzi się bunt….

  10. ~Agnieszka · 20 listopada 2017 Odpowiedz

    Czara goryczy się przelała…i co dalej ?
    Nagle rodzice stają się jak dzieci a dzieci…czy muszą być jak rodzice?!
    Cholera.
    (po raz kolejny niecenzuralnie wysławiam się na Twoim blogu, wybacz, ale w pewnych przypadkach nie potrafię kulturalnie;)))
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    • ~ariadna · 21 listopada 2017 Odpowiedz

      Zazwyczaj jest tak, że nasi rodzice zaczynają dziecinnieć i trzeba poświęcać im dużo więcej czasu. Taka kolej losu – najpierw oni zajmują się nami, potem my nimi.
      Gorzej, jeśli nosimy w sobie zadrę z powodu zaniedbania w dzieciństwie. Wtedy jest dużo trudniej. Zresztą przedstawiona tu sytuacja dotyczy całkiem młodej osoby, a nie niedołężnej staruszki i w tym tkwi cały paradoks sytuacji….

  11. ~Gaja · 20 listopada 2017 Odpowiedz

    Trudny temat i niestety, napiszę jak czuję – przesrane jest mieć wśród bliskich osobę uzależnioną. Nic tylko trzeba kogoś takiego ratować bez końca, żeby się nie unicestwił. Też miałam doświadczenia w tym temacie, niestety, tacy ludzie nie myśla racjonalnie, jeśli przytakują nam potulnie, to trzeba wiedzieć, że za chwilę będzie po staremu. Jedno jest pewne, takiemu człowiekowi nikt nie jest w stanie pomóc, jeśli on sam nie powie – dam rady to rzucić, teraz. I zrobi to. Ech, pewnie już masz to wszystko (tę całą wiedzę) w małym paluszku.

  12. ~Cracker · 20 listopada 2017 Odpowiedz

    Temat trochę znam z autopsji. Miałam koleżankę, jej matka do troskliwszych nie należała, a i przy okazji ciągnęło ją dosyć mocno do alkoholu. Koniec końców owa koleżanka starała się, by jej życie jakoś wyglądało. Praca, lokum, samochód, związek… Co z tego, kiedy matka wpadała w coraz to nowe kredyty i zobowiązania finansowe. I pytanie za sto punktów – jak sądzisz, kto musiał brać na siebie ciężar odpowiedzialności za czyjeś błędy? Oczywiście ta młoda, ale już doświadczona życiem dziewczyna.

    Przykro mi, że wśród bliskich Ci osób ktoś ma takiego typu problem z rodzicami. Że odpowiedzialność spada na dziecko. Tak nie powinno być, nie w ten sposób, jak Ty tutaj opisujesz.

    • ~ariadna · 21 listopada 2017 Odpowiedz

      Właśnie, to smutne, że finansowe wpadki rodziców muszą pokrywać dzieci.
      A powinno być inaczej – jak sobie pościelesz….

  13. ~Znajoma · 20 listopada 2017 Odpowiedz

    Ciężka sytuacja. Człowiek chciałby pomóc, ale nie można tez zatracać siebie. Ona musi się podnieść z tych kolan. Nikt za nią tego nie zrobi. Nie ma jak jej zmotywować? Nic do niej nie dociera?

    • ~ariadna · 21 listopada 2017 Odpowiedz

      Nie, mylisz się – mama Młodej z nami współpracuje to znaczy stara się.
      Tylko starać się, to trochę za mało. Popełniliśmy błąd, że od razu, kiedy zaczęły się zdrowotne perypetie, nie skłoniliśmy jej, żeby starała się o grupę. Człowiek uczy się na błędach. Faktem jest, że wciąż śledzę ogłoszenia o pracę, a mama reaguje na to pozytywnie czyli dzwoni i umawia się w miejscach, które jej polecam.
      Z różnym skutkiem, bo grupa już by się przydała…

  14. ~jotka · 20 listopada 2017 Odpowiedz

    Bywa też tak, że dzieci dojrzewają szybciej, niż ich rodzice kiedykolwiek dojrzeli i ci rodzice nie mieli nawet okazji opiekować się dziećmi, nastąpiła zamiana ról, a te dzieci nie wiedzą, że może być inaczej…
    Niektórzy nie radzą sobie z życiem…

    • ~ariadna · 21 listopada 2017 Odpowiedz

      Już nieraz poruszałam temat, przytaczając nawet fragmenty pewnych książek – dzieci alkoholików zawsze są w stosunku do nich nadopiekuńczy….

  15. ~Ultra · 20 listopada 2017 Odpowiedz

    Znam dziecko DDA, które nie radziło sobie z życiem, dopiero gdy przeszła terapię, a terapeutka powiedziała, że ma się z ojcem pijakiem nie kontaktować, nie wpuszczać do domu, nie dawać pieniędzy, zaczął myśleć o sobie, stracił mieszkanie, ale wystarał się o socjalne. Pije, ale mniej, bo wie, że na pomoc córki nie może liczyć. W razie czego powiedziała, że wyjedzie, by jej nie znalazł, bo teraz wróciła w miarę do równowagi i nie chce przeżywać od nowa piekła. Nauczyła ją tego terapia. Ma się wyzwolić i myśleć wyłącznie o sobie, nie może być niańką dorosłych ludzi, każdy odpowiada za siebie.
    Serdecznie pozdrawiam

    • ~ariadna · 21 listopada 2017 Odpowiedz

      Młoda uczestniczyła w takich sesjach. Obie uczestniczyłyśmy. Mnie te sesje pomogły nie tylko zrozumieć problem z zachowaniami dzieci DDA, ale ułatwiły akceptację tego, co sama wtedy czułam.
      Myślę, że mnie samej trudno byłoby zostawić kogoś/coś na pastwę losu, gdyż mogę sobie wyobrazić, co czuje się w danej sytuacji. Mnie pomagano, ja także pomagam. Nasze życie było trudne, ale zawsze mogłam liczyć na rodziców. Pomaganie mam chyba w genach. Tak myślę. Nie potrafiłabym zostawić mamy Młodej samej sobie tym bardziej, że widzę, iż stara się zmienić.
      Kłopoty ze zdrowiem wygenerowało porzucenie nałogów. Kompletne odstawienie. Poskutkowało to zespołem odstawienia. Dużego złego działo się w psychice, ale już wszystko pod kontrolą. Dlatego nie jest to łatwy temat i nie można zostawić jej samej sobie, rozumiesz?
      Z tego, co widzę, ojciec Twojej znajomej wciąż pije – mama Młodej już nie.
      Tylko ta praca….

  16. ~Anna · 21 listopada 2017 Odpowiedz

    Cokolwiek nie zrobisz, to nie będzie dobre rozwiązanie, cokolwiek nie zrobi Młoda, podobnie. Jakieś to takie poplątane. Jedynie co dobre, to to, że możesz tu o tym opowiedzieć. I wylać. Tylko to niczego nie zmieni…

  17. ~weronika · 21 listopada 2017 Odpowiedz

    Moja teściowa uczy mnie, żebym zrozumiała, że „pieniądze są gówno warte”. Powtarza, że raz są raz ich nie ma. I że nawet jak się myśli się, że się je ma to bardzo łatwo je stracić. Przychodzi nam czasem z pomocą, a my jej. Współpracujemy można powiedzieć, dbamy o siebie – to, to o czym piszesz, zasada wzajemności.

  18. ~Jolanta · 21 listopada 2017 Odpowiedz

    Mam kuzynkę.
    Wyszła za Bułgara, wyjechała do Sofii.
    Nie znała języka, ma wykształcenie wyższe.
    Postanowiła się nauczyć i dyplom nostryfikować.
    Zatrudniła się jako sprzątaczka, pracowała nad sobą i osiągnęła wyższy poziom.
    Trzeba chcieć, ona chciała…

    • ~ariadna · 21 listopada 2017 Odpowiedz

      Oj Jolu…. ludzie, którzy są nałogowcami swoimi ścieżkami chadzają…..
      Wszystko dla nich traci znaczenie. Liczy się tylko jedno.
      Nie można porównywać człowieka, który swojemu nałogowi podporządkowuje swoje życie, z kimś zdrowym, kto choć na obczyźnie, ma aspiracje, żeby coś osiągnąć. To zupełnie różne rzeczy…

  19. ~oko · 21 listopada 2017 Odpowiedz

    dylemat z tych nierozwiązywalnych chyba – z tym pomaganiem lub nie. zbyt łatwo z boku „udawać” – dopóki się nie zna z bliska. ale chyba masz rację – poszkodowany powinien w sobie znaleźć odpowiedź i zdecydować.

  20. ~ariadna · 21 listopada 2017 Odpowiedz

    …bez narzucania odpowiedzialności prawnej za rodzica.
    Ani finansowej.
    Chcesz – pomagasz, nie chcesz – nie pomagasz. Żadna instytucja nie powinna się czepiać, przynajmniej jeśli chodzi o określony typ rodziców.
    Może wtedy dorośli/rodzice by się obudzili, że jednak ich zachowanie rzutuje na ich przyszłość.

  21. szarabajka · 22 listopada 2017 Odpowiedz

    A mnie najbardziej w życiu skrzywdzili ci, którym najbardziej pomogłam.
    Nigdy więcej.

  22. ~ariadna · 22 listopada 2017 Odpowiedz

    Gdyby sięgnąć pamięcią wstecz, to ja też pomagam osobie, która jak nikt skrzywdziła mnie w ciągu mojego związku małżeńskiego – moja teściowa/teściowie (teść już nie żyje).
    Gdybym chciała rozpamiętywać to, co było, tak naprawdę przede wszystkim mnie by to zatruło… Dlatego nie rozpamiętuję – pomagam, bo nie potrafię inaczej. I wolę nie myśleć o przeszłości. Gdy ktoś pyta, jak było przed laty, wtedy budzą się we mnie ukryte demony – serce bije jak szalone, ciśnienie rośnie, pocę się od nadmiaru emocji. Po co mi to wszystko? Wolę nie myśleć. Pamiętać będzie się zawsze…
    Radziłabym Ci podejść z dystansem do własnych przeżyć. Tak naprawdę złe doświadczenia i rozpamiętywanie krzywd zabija tylko Twoją duszę. Nic dobrego, nic dobrego.

  23. ~Greenelka · 25 listopada 2017 Odpowiedz

    Ariadno, a co to jest DDA?

  24. ~ariadna · 26 listopada 2017 Odpowiedz

    Dorosłe dzieci alkoholików-DDA. To program psychoterapii, który bierze pod skrzydła nie tylko osoby z najbliższego kręgu alkoholika, ale też i takie, które w późniejszym czasie, gdy dziecko jest już dorosłe, ma do czynienia z traumą obciążająca człowieka po przejściach. To terapia pomagająca zrozumieć człowieka z kręgu DDA i pomóc mu w adekwatny sposób.

Zostaw odpowiedź